IndeksRejestracjaSzukajFAQZaloguj

Share | 
 

 [Sherlock BBC][M] Zemsta w świetle prawa [MH/GL]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Olgie.
Moderator
Moderator
avatar

Female Wiek : 21
Skąd : Warszawa - czasem Poznań
Liczba postów : 381
Rejestracja : 03/01/2016

PisanieTemat: [Sherlock BBC][M] Zemsta w świetle prawa [MH/GL]   Wto Lis 15 2016, 01:48

Fandom: Sherlock BBC
Autor: Olgie.
Beta: Brak
Paring: Mycroft Holmes x Greg Lestrade
Gatunek: Thrillero - angst? Angstowy thriller?
Ostrzeżenia: Brak
N/A: Tekst na akcję Oprawcy i Ofiary 2016. Prompt nr 23. Napisz tekst, gdzie motywem jest, że morderca staje się ofiarą lub ofiara mordercą. Fanfiction do tekstu DallasEve aka Tony Zamiast siebie. Można czytać oddzielnie, ale lepiej razem.
Można mieć do mnie pretensje o angstową formę początku, ale nie wyobrażam sobie tego tekstu bez niego.


Zemsta w świetle prawa

Mycroft przyglądał się wzorom, jakie tworzył niebieski dym z jego papierosa.

Nigdy wcześniej nie czuł takiej pustki. Nie dało się tego sklasyfikować w żaden sposób. Nie było uczuć, nie było myśli, nie było niczego. Utrzymywała się już od kilku tygodni, a przerwać ją mogła tylko śmierć Moriarty'ego.

Ale pustka przyszła później. Po szoku, bólu i poczuciu winy. Nigdy wcześniej nic nie bolało tak mocno.

Gdy zobaczył celę, z której wyciągnięto doktora Watsona, był w wstrząśnięty. Warunki urągające ludzkiej godności. Jakby oprawcą nie był geniusz, a bydlę.

Karetka natychmiast zabrała Johna do szpitala. Wyglądał źle, był skrajnie wycieńczony, ale Mycroft wierzył, że z tego wyjdzie. W końcu to żołnierz.

Podszedł do oficera dowodzącego akcją.

— Gdzie jest mój brat?

Mężczyzna popatrzył tylko kamiennym wzrokiem i powiedział:

— Proszę za mną.

Szli długim, ciemnym korytarzem, a potem weszli do jednego z pokoi.

Był obskurny, miał powybijane szyby w oknach i ściany pomalowane graffiti. Jedynym przedmiotem, znajdującym się tam, był leżący na podłodze czarny worek na zwłoki. Pełny.

Nie.

Mycroft podszedł bliżej, czując, jak uginają się pod nim kolana. Upadł tuż koło zwłok i otworzył worek.

Sherlock, jego piękny brat, wyglądał jak śmierć. Dosłownie. Wychudzona twarz, zapadnięte policzki, przerzedzone włosy, siny kolor skóry. Wyglądał potwornie. Jak groteskowa karykatura samego siebie. I właśnie taki odwiedzał Mycrofta w koszmarach przez następne tygodnie.

Holmes mógł tylko patrzeć. Nie miał odwagi go dotknąć, tak jakby martwy Sherlock miał ożyć i zabrać go ze sobą w Ciemność.

Oficer podszedł bliżej.

— Sir, przykro mi. Lekarz orzekł, że śmierć nastąpiła 37 godzin temu. Najprawdopodobniej nie miał szans na przeżycie od jakichś 4 dni. To wstępne dane. Koroner musi zabrać ciało.

— Wyjdź stąd.

— Sir, nie mogę…

— Wynoś się — warknął rozjuszony Mycroft.

Mężczyzna wyszedł, ale coś w jego postawie mówiło, że wróci, być może ze wsparciem.

Ale nie wrócił. Mycroft nie wiedział ile czasu tam klęczał i patrzył na ciało swojego martwego brata.

Jedyny na świecie detektyw - konsultant, niezaprzeczalny geniusz, wysoko funkcjonujący socjopata, Sherlock Holmes — był martwy.

Jego brat był martwy.

Tym razem naprawdę. Tak naprawdę jak tylko się da. Niezaprzeczalnie i nieodwołalnie.

Mycroft zaczął się trząść, gdy sens tych myśli do niego dotarł. Ostatnimi czasy zrozumiał, jak bardzo miał rację, gdy mówił, że troska nie jest zaletą. Ale nie miało to znaczenia, skoro nie stosował się do tej zasady. I teraz stracił jedną z dwóch najbliższych osób. Dopuścił do śmierci własnego brata, o którego troszczył się od dzieciństwa, od pierwszej awantury w nowej szkole, od pierwszych konfliktów z rówieśnikami, od pierwszej działki kokainy.

Chciał zapłakać. Ale nie pamiętał, jak się to robi. Może nawet nie wiedział.

Po jakimś czasie - jakim? - przyszedł Gregory. Wszedł powoli do pomieszczenia, zbliżył się do Mycrofta. Spojrzał na ciało Sherlocka i nie udało mu się zachować kamiennej twarzy. Wykrzywił ją grymas bólu i smutku. Mimo wszystko złapał Mycrofta pod ramię i zdecydowanym ruchem podniósł go z ziemi.

— Nie możesz tu zostać. Na podwórko zlecieli się dziennikarze. Trzy czwarte miasta już wie, a za chwilę będzie wiedziało całe. Mycroft — złapał jego twarz w dłonie. — Gdybyś widział, w jakim jesteś stanie. Nie mogą cię tak zobaczyć. Przestawiłem auto na tył budynku, wyjdziemy drugim wejściem. Chodź. Będziesz rozpaczał, obaj będziemy, w domu. Nie pozwolę im zrobić z twojej tragedii taniej sensacji. — Głos Grega był cichy i smutny, ale też pewny i zdecydowany. I Mycroft posłuchał i poszedł za nim potulnie.

***

Pierwsza noc była ciężka. Siedzieli koło siebie na kanapie, obaj ze szklankami whiskey w dłoniach.

To była jego wina. Dwa tygodnie, jego brat umierał w męczarniach przez dwa tygodnie. Co zrobił nie tak? Dlaczego nie znalazł go wcześniej? Moriarty go ograł. Tym razem ceną było życie Sherlocka.

Greg delikatnie głaskał Mycrofta po ramieniu. I Mycroft to czuł, mimo, że był zamknięty w swoim Pałacu Pamięci. Z jednej strony chciał być teraz z Gregiem, z drugiej — chciał być sam. Pałac był w tym wypadku najlepszym rozwiązaniem.

Widział, że Gregory też cierpi. Mimo to był przy nim i wspierał go resztką siły. Kochał Sherlocka, traktował go trochę jak szwagra, trochę jak syna. Opłakiwał go na równi z Mycroftem, jednocześnie mając w sobie tyle empatii, by zająć się zrozpaczonym mężem.

John. Trzeba sprawdzić co z Johnem. Czy on też umrze? Jaki jest jego stan? Mycroft nigdy nie czuł się tak bezradny i zagubiony.

Przez pierwsze dni żył jakby w letargu. Dzięki Gregowi udało mu się otrząsnąć z szoku i podjąć jakieś działania. Pamiętał, jak siedział w swoim gabinecie i porządkował fakty z kilku ostatnich dni.

Primo: John będzie żył. Konieczny jest przeszczep nerki, uszkodzonej na skutek głodówki, ale Mycroft to załatwi, choćby miał oddać doktorowi swoją własną. Znał już szczegóły, bo udało mu się porozmawiać z Johnem, mimo sprzeciwu lekarza prowadzącego.

Sherlock go wybrał. Zdecydował, że John ma większe szanse na przeżycie i poświęcił się, by uratować ukochanego Johna.

Mycroft był pewien, że Sherlock kochał swojego współlokatora. Nie było to trudne do zauważenia. Szczególnie po powrocie Sherlocka do żywych.

Więc teraz Mycroft otrzymał go w spadku. Bo jeśli Sherlock czegoś chciał, to na pewno tego, by John był bezpieczny i szczęśliwy. Holmes zapewni mu więc bezpieczeństwo, na początek. O szczęściu pomyśli potem.

Secundo: Sherlock faktycznie zmarł śmiercią głodową, na trzydzieści siedem i pół godziny przed akcją ratunkową. I faktycznie był skazany na tę śmierć na cztery dni wcześniej, bo właśnie wtedy rozpoczęła się czwarta, nieodwracalna faza wyniszczenia organizmu z powodu głodu.

Wtedy jeszcze tego nie wiedział, ale czasem, po wielu latach, Mycroft jedząc obiad, zastanawiał się, jak bardzo Sherlock cierpiał. Po takich rozmyślaniach potrafił nie jeść tak długo, że tracił przytomność.

Tertio: Jim Moriarty uciekł. Ale nie daleko. Jest sam. Sherlock rozbił całą jego siatkę. Zostało kilku najbliższych mu ludzi. Mycroft musi go odnaleźć, zanim znajdzie sobie sprzymierzeńców, którzy dostarczą mu możliwości ukrycia się na wieki.

Moriarty.

Czasem Mycroftowi robiło się słabo na dzwięk tego nazwiska. Częściej jednak zalewała go ślepa furia, choć tylko na kilka chwil. Nigdy w życiu nie nienawidził tak bardzo. Znajdzie więc tego bydlaka, i ukarze go, tak, jak na to zasługuje. Bardzo chciałby zrobić to osobiście. Ale był chyba lepszy sposób.

Quatro: Gregory. Został mu już tylko on. Trzeba zwiększyć jego ochronę, nie spuszczać z oczu nawet na chwilę. Inspektor będzie musiał po raz kolejny wziąć urlop. Mycroft nie odstąpi go na krok, dopóki nie dopadnie Jima Moriarty'ego. Będzie awantura. A może nie. Greg zrozumie, że to dla jego bezpieczeństwa. Że Mycroft nie może stracić i jego.

***

Pogrzebem zajął się wspólnie z Lestradem. John nie mógł przyjść, przebywał w szwajcarskiej klinice i miał wyznaczony termin operacji na przyszły tydzień. Ale było mnóstwo innych osób. Pani Hudson i Panna Hooper stały obok siebie, obie ubrane w czerń, podtrzymując się wzajemnie.

Rodzice. Mycroft trzymał się Grega i próbował nie spojrzeć ojcu w twarz. Nie mógł patrzeć jak z jego oczu płyną łzy. Mamusia trzymała się lepiej, zawsze była twarda, ale i w jej oczach, niebieskich, jak te Sherlocka, było widać rozpacz.

Dimmock, Anderson, Donovan. Dawno mogli by się pożegnać z pracą, gdyby nie Sherlock. Stali teraz w ciszy, ze spuszczonymi głowami.

Klienci. Ludzie, którym geniusz Sherlocka uratował życie, pomógł oczyścić się z zarzutów czy odnaleźć bliskich. Ludzie, którzy byli mu wdzięczni, bo swoją błyskotliwością i inteligencją naprawił ich świat. Ci, którzy wcześniej złożyli kwiaty, znicze i kartki z podziękowaniami pod czarnym drzwiami Baker Street 221.

Nawet Angelo, ten kryminalista, którego Sherlock uratował przed więzieniem. Oni wszyscy składali mu hołd.

***

Pierwszym prawdziwym i nie wiodącym w pole śladem, na jaki natrafił, był Sebastian Moran. Był to jakiś postęp, choć osiągnięty dopiero trzy tygodnie po pogrzebie.

Były wojskowy, walczący w Afganistanie, wyjechał stamtąd po trzech turach w stopniu pułkownika. Zniszczony wojną, skazany za morderstwo cywila, uciekł z transportu do więzienia i zniknął. Okazało się, że schronienia udzielił mu Moriarty, z czasem dopuszczając do najbliższego kręgu swojej organizacji.

Był wyborowym snajperem. Najprawdopodobniej jednym z tych, którzy byli w 2010 roku na basenie. A teraz siedział skuty w celi przesłuchań, w podziemiach gmachu MI6.

Mycroft przyglądał się przystojnej niegdyś twarzy, dziś poznaczonej zmarszczkami i bliznami. Po wielogodzinnych przesłuchaniach jego mina wciąż wyrażała tylko drwinę i znudzenie.

Mycroft uznał, że wystarczy już tych uprzejmości.

— Wiesz, co to jest? — Wskazał na przedmiot leżący na stoliku.

— Kombinerki. Zastanawiam się, skąd ty wiesz, co to jest? — jego głos był niski, chropowaty i nieprzyjemny.

— Wiem nie tylko to. Umiem się również nimi posługiwać. Jest to dość niewyszukane, ale jeśli nie podasz mi lokalizacji kryjówki Jamesa Moriarty'ego, będę zmuszony wyrwać ci nimi paznokcie. Na początek.

— Och, tortury? Tak w świetle prawa? W budynku rządowej instytucji?

— Ja wyznaczam tu prawo. Współpracujesz albo cierpisz. Szybka decyzja.

— Hmmm, myślę, że wybiorę tortury. Zobaczymy, na ile cię stać. — Wyszczerzył się w paskudnym uśmiechu.

Mycroft zerwał się z krzesła, dopadł do Morana. Chwycił go za palec, włożył go w kombinerki i mocno zacisnął.

Nieludzki wrzask odbił się echem po małej sali. Mycroft rzucił na stolik zakrwawiony palec.

***

Sebastian Moran okazał się być naprawdę twardą sztuką. By go złamać potrzeba było 24 dni tortur fizycznych i psychicznych. Mycroft zabronił podawania mocniejszych leków, w obawie przed postradaniem przez Morana zmysłów.

Czasem był obecny podczas tortur. Wrzaski i wycie snajpera zdawały się zapełniać pustkę i karmić furię, która w nim była.

W międzyczasie do kraju wrócił John. Był wyleczony na ciele, choć wciąż wyglądał mizernie. Za to jego stan psychiczny pozostawiał wiele do życzenia.

Mycroft nie pozwolił mu wrócić do Elle. Zatrudnił dla niego najlepszego psychoterapętę w kraju. Greg spędzał teraz więcej czasu na Baker Street niż na Pall Mall, opiekując się przyjacielem.

Czasem wracał bardzo zmęczony. John był rozbity, czuł się wręcz współwinny śmierci Sherlocka i bolało go współczucie okazywane przez Holmesa i Lestrade'a. Jednak Greg się nie poddawał i codziennie odwiedzał Johna.

Mycroft nie mógł znaleźć lepszej opieki dla niego, niż Greg. W końcu pomógł mu stanąć na nogi, pomoże i Johnowi.

***

Gdy Moran pękł, ustalenie kryjówki Jima okazało się dziecinnie proste. Problemem był fakt, że uciekł on do Rosji. Mycroft nie ufał rosyjskim służbom, bał się, że spartolą zasadzkę i Moriarty im umknie. Dlatego wydał polecenie przechwycenia Moriarty'ego po cichu. Wysłał w tym celu trzech najlepszych agentów.

Zrobili to po profesjonalnie i bez zawiadamiania Rosjan. Dopadli go, ogłuszyli i skrępowali, wsadzili w samolot i przylecieli z powrotem.

Mycroft zgasił papierosa i wstał z fotela. W salonie był też Greg. Choć nie rozmawiali, swoją obecnością wprowadzał ciepło.

— Pojadę z tobą.

— Nie. Proszę, zostań. Albo jedź do Johna. Nie wiem.

— Okej. Myc? Nie rób nic głupiego.

***

Moriarty siedział przykuty do tego samego krzesła, w tej samej sali, co wcześniej Moran.
Mycroft popełnił w życiu niewiele błędów. Jednym z nich było wypuszczenie Moriarty'ego z więzienia. Teraz nie pozwoli sobie na porażkę.

Moriarty umrze.

Jego czarne oczy błyszczały szaleństwem.

— Mycroft Holmes. Słyszałem o twoim bracie. Moje kondolencje.

Mycrofta zalał gniew. Nie, to złe słowo. Była to raczej czysta furia. Nie było w nim niczego, oprócz wściekłości i żądzy skrzywdzenia tego człowieka. Nie mógł nad tym zapanować. Przyskoczył do Moriarty'ego i z całej siły uderzył go w twarz. Ten przewrócił się bezwładnie na ziemię razem z krzesłem. Holmes chwycił go za włosy.

I usłyszał, że Jim się śmieje.

— Poczekaj, aż z tobą skończę. Przysięgam, że nie będzie ci do śmiechu. — Jego głos brzmiał jak wilczy warkot.

— Hahahaa. Popatrz na siebie. Ja już raz pokonałem Sherlocka. Tym razem to nie on był moim celem. Miałem nadzieję, że będziesz lepszym towarzyszem do gry. Ale nieee daaałeś raaady. Zabiłem drogiego Sherly'ego i nie ma już w tobie dobra. Jesteś taki sam jak ja. Jesteś równie szalony, co ja. Witaj po ciemnej stronie mocy.

Mycroft miał ogromną chęć uderzyć głową Moriarty'ego o posadzkę ale powstrzymał się. Bo gdzieś tam, głęboko w jego Pałacu był Greg, który prosił go przed wyjazdem: "Nie rób nic głupiego".

Mycroft postawił krzesło z Jimem i wyszedł.

***

— Mamy wystarczające materiały by oskarżyć go o wszelkie zbrodnie tego świata, ale ja chciałbym, żebyśmy skazali go za zdradę stanu.

— Będzie czym podeprzeć oskarżenie?

— Tak, panie premierze.

— Dobrze. Złapał go pan, jest pański. Mniemam, że jak zwykle ma pan wszystko pod kontrolą.

— Proces ruszy lada moment. Naturalnie, wszystkie akta zostaną utajnione.

— Przekażę te nowiny Jej Królewskiej Mości.

— Już wie.

— Świetnie. — Premier upił łyk herbaty. Odstawił filiżankę i pochylił się w stronę Mycrofta. — Pański geniusz jest nieoceniony i musimy przyznać, że jest pan nam niezbędny. Jednak tragedia, która pana dotknęła...Znamy się bardzo długo, dlatego pozwolę sobie zasugerować, że urlop byłby dobrym pomysłem. Nie ukrywajmy, wygląda pan ostatnio bardzo źle.

— Dziękuję. Rozważę propozycję.

***

Proces dłużył się, co irytowało Mycrofta. Moriarty tym razem postanowił bronić się sam i składał masę absurdalnych sprzeciwów i odwołań. W dodatku John poznał podejrzaną kobietę, Mary Morstan. A przynajmniej za nią się podawała, bo kiedy sprawdził, okazało się, że osoba o takim nazwisku nie żyje od prawie trzydziestu lat. Za to znajoma Johna to Anette Gemma Rachel Armstrong, była agentka służb specjalnych, która zdezerterowała.

Czy John nie mógł spotkać na swojej drodze kogoś normalnego? Choć raz?

Mycroft naturalnie uciął tą znajomość w zalążku. Nie zamierzał pozwolić wplątać doktora w kolejną niebezpieczną sytuację. Choć słabe, robił postępy. Przypominało to uczenie niemowlaka chodzenia, ale John przestał już obwiniać się o śmierć Sherlocka.

Wystarczyło, że Greg ciągał go na co trudniejsze sprawy, zapewniając mu tym odpowiednią dawkę rozrywki i adrenaliny. Teraz, gdy wrócił do pracy, inspektor dzielił swój czas między Mycrofta, Johna i śledztwa.

***

Wreszcie Moriarty został skazany. Według oficjalnej wersji miał resztę życia spędzić w więzieniu o zaostrzonym rygorze.

Jednak w utajnionych aktach widniał wyrok śmierci, wystawiony przez MI6.

6 marca 2017
Nr akt: 1564/07 - 0317 - 01M


Wyrok śmierci nr 1564/07

W dniu 6 marca 2017 wystawia się nakaz wykonania wyroku śmierci na Jamesie Arthurze Moriartym, synu Arthura.
Powód: Zdrada stanu. [Do akt dołączone odpisy ze sprawy sądowej nr 023/05/03/17 - 2839.]
Data wykonania: ? [23.08.17] -
MH
Sposób: Na podstawie prawa z 1302 roku. [Odpowiedni przepis dołączony do akt.]

Wyrok wydał: Mycroft Holmes.
Podpis:
MH

***

Mycroft musiał to zobaczyć. Dobrze wybrał. Wciąż w głębi serca chciał po prost udusić Jima gołymi rękami. Ale to, co się z nim stanie, będzie okrutne i brutalne. A profesjonalny kat będzie w stanie przedłużyć jego kaźń. To będzie lepsze niż cokolwiek, co Mycroft mógł zrobić sam.

I może ukoi choć trochę jego ból. Może przepędzi niektóre koszmary.

Sala szpitala MI6 była sterylna i pachniała środkiem dezynfekującym. Białe ściany i chłodne światło nadawały jej surowego klimatu. Na środku był stół operacyjny, przekształcony odrobinę na potrzeby egzekucji.

Do sali wszedł Jim, wprowadzony przez dwóch agentów. Na rękach i nogach miał kajdanki, które ograniczały jego ruchy. Wyglądał naprawdę źle. Jego włosy były dłuższe i w nieładzie, cera była ziemista, na ciele miał mnóstwo ran po torturach, a oczy były przygaszone. Wyraźnie kulał, bo ostatnim razem przypalono mu stopy.

Wyrywanie paznokci, łamanie kości, przypalanie, podtapianie, pozbawianie snu, podawanie halucynogenów, wystawianie na mróz, drażnienie dźwiękiem, rażenie prądem. Mycroft powinien kazać torturować go dłużej, powinien robić to przez następne dwadzieścia lat. Ale sam miał już dość. Jedyną rzeczą, jaką pozwoli mu spać spokojnie, będzie śmierć tego potwora.

— Ooo, przyszedłeś tylko popatrzyć jak mnie zabijają? Czy może zgłosiłeś się na ochotnika by wykonać wyrok, cooo?

— Przyszedłem posłuchać jak błagasz o litość.

Mycroft dał ręką znak, a dwóch agentów rozkuło Moriarty'ego. Zdjęli również z niego więzienny kombinezon. Potem przypieli go do stołu za ręce i nogi i opuścili pomieszczenie. Jim roześmiał się.

Nie zdążył jednak wypowiedzieć, z pewnością błyskotliwej, uwagi, uderzającej w preferencje seksualne Mycrofta. Wrzasnął jak dzikie zwierzę, gdy kat zaczął polewać jego ciało wrzątkiem. Moriarty szarpał się i wił, wrzeszcząc i próbując uciec przed strumieniem wody. Mycroft w tym czasie usiadł na krześle w bezpiecznej odległości.

Wkrótce dźwięki, które wydawał z siebie Jim bardziej przypominały płacz i nieludzkie wycie, niż cokolwiek innego.

Gdy całe ciało Jima było pełne pęcherzy i bąbli, a skóra była czerwona, kat zabrał się do właściwej części swojej pracy.

Przed twarzą Jima błysnął ostry nóż do skórowania. Jego czarne oczy rozszerzyły się w strachu, a z ust wydobyły się bełkotliwe słowa.

— Nie...nie...nie jesteś...aż tak szalony...nie…

— Błagasz o litość, Jim? Tak szybko? Czy po prostu chcesz, żebym sobie poszedł? Wiesz, chyba zostanę i tak. Sprawny kat potrafi ściągnąć całą skórę z człowieka za jednym razem. Bardzo chciałbym to zobaczyć.

Krzyki Moriarty'ego wwiercały się w czaszkę Mycrofta, a on siedział z kamienną twarzą. Czuł przede wszystkim satysfakcję — złapał Napoleona Zbrodni i sprawił, że cierpi.

Kat zaczął od lewego ramienia. Moriarty szybko zdarł sobie od krzyków gardło i teraz tylko skrzeczał i płakał. Dźwięki te brzmiały przerażająco i zwierzęco.

Mycroft patrzył, jak skóra oddziela się od ciała, ukazując czerwone mięśnie. I musiał przyznać, że patrzy z przyjemnością, gdzieś tam, w jego sercu kryła się czarna radość. Pierwotne zło, które sprawiało, że cieszył się z krzywdy Jima Moriarty'ego.

Szkoda, że nie wziął soli.

Kat dalej zdzierał skórę z łkającego więźnia.

— Chciałbyś teraz zemdleć, co? Pamiętasz ten zastrzyk, który podali ci jeszcze w więziennej celi? Taka eksperymentalna mikstura. Teoretycznie ma sprawiać, żeby więzień w czasie okrutnych tortur nie mdlał pod wpływem bólu. No proszę, chyba dam zielone światło dla testów na małpach.

— Spotkamy...się w...piekle.

— Nie ma piekła, Jim. To jedyne, w jakim będziesz. Niech pan kontynuuje.

Jim skomlał z bólu, przeklinając Mycrofta, gdy kat fachowo zdejmował skórę z nóg. Szarpał się i wierzgał resztką sił, nieświadomie dodając sobie cierpień. Zwierzęce jęki, które z siebie wydawał nie przypominały niczego, co Mycroft słyszał wcześniej. Bywał świadkiem tortur nie raz, lecz nigdy nikt nie wył tak bardzo nieludzko.

Gdy cała skóra Jima leżała w pojemniku, a on sam leżał bez ruchu, wyczerpany i pokonany, Mycroft wstał.

W powietrzu unosił się obrzydliwy zapach krwi. Holmes zdjął marynarkę, odwiesił ją na oparcie krzesła i zbliżył się do stołu. Pochylił się nad tym, co kiedyś było Moriartym i rzekł:

— To za Sherlocka.

A potem chwycił nóż i wbił go w serce Jima.

***

Mycroft odebrał SMS.

"Będę w domu przed 9. KC Greg".

Holmes spojrzał na zegarek. 8:12. Musiał się pospieszyć i zdążyć przed mężem. Inaczej będzie trzeba wytłumaczyć się z krwi na koszuli.

___________________________________

I niech sobie będą wszyscy mądrzy ze swoimi rozumami, a ja z moją miłością niech sobi będę głupi - Edward Stachura

What we're doing here ain't just scary
It's about to be legendary




Ostatnio zmieniony przez Olgie. dnia Nie Maj 14 2017, 22:52, w całości zmieniany 8 razy
Powrót do góry Go down
Tony.
Laureat Roku
Laureat Roku
avatar

Female Wiek : 21
Skąd : Poznań
Liczba postów : 168
Rejestracja : 19/04/2016

PisanieTemat: Re: [Sherlock BBC][M] Zemsta w świetle prawa [MH/GL]   Wto Lis 15 2016, 15:39

Mycroft, który uważa Johna za swój spadek - przeraża mnie ta perspektywa. Co ja mu zrobiłam? XD Pomijając całą traumę, jaką mu zafundowałam, to Mycroft ze swoją troską mogą się okazać czymś nie do przeskoczenia Razz
A tak serio... wow. Cieszę się, i to bardzo, że postanowiłam zostawić otwarte zakończenie. Gdyby nie to, to cudeńko nigdy by nie powstało. Napisałaś to tak, jakbyś trochę siedziała w mojej głowie - dałaś Mycroftowi wiarygodność, czego ja zrobić nie potrafię bo nie rozumiem go tak dobrze, a potem zgotowałaś Jimowi taki los, na jaki w stu procentach zasłużył. Nie zrobiłaś nic, czego bym nie poparła i z czym bym się nie zgodziła, i całym sercem jestem za takim zakończeniem tej historii.
Zbyt angstowy początek? W życiu! Przecież Mycroft nie mógł zobaczyć po tym wszystkim Sherlocka i stwierdzić "O, w końcu umarł, to teraz muszę go pomścić". Musiał mieć tą chwilę na żałobę, na poukładanie sobie tego w głowie i zapałanie słusznym gniewem.
To jest absolutnie fantastyczne. Dziękuję. I, Olgie? Jestem pod wrażeniem. Naprawdę Smile

Pozdrawiam i niech Wen zawsze Ci sprzyja!
Tony.

___________________________________

Sometimes you gotta run before you can walk
Powrót do góry Go down
Wirka.
Admin
Admin
avatar

Female Wiek : 27
Liczba postów : 875
Rejestracja : 21/12/2014

PisanieTemat: Re: [Sherlock BBC][M] Zemsta w świetle prawa [MH/GL]   Wto Lis 15 2016, 19:55

Wiesz już, że miałam nieco inną wizję na kontynuację tekstu Dallas, ale to nic, ta opcja też jest jak najbardziej ciekawa. Myślę, że spokojnie możesz pisać więcej z perspektywy Myca. Tak właśnie plus minus wyobrażam sobie jego przemianę po śmierci brata. Z jakiegoś powodu jest to prawdopodobnie jedyna osoba w kanonie, którą na swój nieco ułomny sposób kocha. Istotą jego życia jest bronienie go i wyciąganie z opresji. Bardzo możliwe, że stał się brytyjskim rządem właśnie po to, by w skrajnych przypadkach móc wyciągnąć kościsty tyłek brata z tarapatów.

Gdyby go stracił, prawdopodobnie niezależnie od okoliczności obwiniałby się o jego śmierć. To co opisałaś, to jedna z opcji. Zatracenie czy pracoholizm to kolejne. Nieco zaskoczyłaś mnie wprowadzeniem wątku skórowania - myślałam, że Mycroft zrobi wszystko sam, ale fakt, że może to bardziej do niego pasuje. Moriartyego wymęczył ktoś inny, ale to Mycroft odebrał mu życie. Tak, to ma sens.
Wenuj się, O!
W.

___________________________________

Powrót do góry Go down
Lilka
Skryba
Skryba
avatar

Female Wiek : 51
Skąd : 9 krąg piekielny
Liczba postów : 94
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: Re: [Sherlock BBC][M] Zemsta w świetle prawa [MH/GL]   Nie Maj 14 2017, 20:47

Olgie napisał:
Nigdy wcześniej nie czuł takiej pustki. Nie dało się tego sklasyfikować w żaden sposób. Nie było uczuć, nie było myśli, nie było niczego. Utrzymywała się już od kilku tygodni, a przerwać ją mogła tylko śmierć Moriarty'ego.

Zazdroszczę Mycroftowi, bo nic nie czuję. Lepsza pustka niż gdy uczucia i burza toczą ciebie wewnętrznie. Naprawdę. Takie istnienie i wykonywanie swoich podstawowych funkcji jako pracownik jest dużo lepsze... Próba zamknięcia tego, co Cię gryzie i oblania takim mentalnym ciekłym azotem (do zamarznięcia i skruszenia) jest nierealna? Albo dużo mniej realna gdy otoczenie wokoło Ciebie wysyła jakieś bodźce. Pozytywne w rozumieniu zwykłego człowieka - w twoim zaś negatywne, bo nie możesz się ODCIĄĆ.

No kuźwa. A jednak taki bodziec też zabija tę przyjemną nicość w której człowiek CHCE się pogrążyć. Śmierć rodzeństwa. Utrata części swojej rodziny. Swojej krwi. Nie wyobrażam sobie czegoś takiego. Nie. Tym bardziej, że Mike się o niego troszczył. To musi boleć. Taka swoista porażka.
Tortury na Moranie? Tak jakby mogło to ukoić ból. Chociaż? W sumie po co mordować od razu człowieka? Niech pocierpi i wyspowiada się ze wszystkich swoich słabości i sekretów by można było dopaść głównego sprawcę swoich nieszczęść. Jak to mówią: per aspera ad astra, czy jakoś tak. Dorwij osobę z otoczenia twojego wroga i ją złam. I masz oto prosiaka na złotym talerzu. Jepp. Osobiście wolałabym uśmiercić Johna, bo po śmierci Sherlocka będzie taką skorupą. No nie ukrywajmy, ale Sherlock dla Johna BYŁ kimś ważnym. Bez niego jest jak jabłko bez pestek, jak komarzyca bez krwi człowieka, jak kleszcz bez krętków boreliozy. No kurna PUSTY. Z drugiej strony jego ofiara poszłaby na marne. Oddał życie za ukochaną osobę. To piękne, zwłaszcza na typ śmierci jaką umarł. Wiele osób myśli: oddam życie. Bach, kula i po sprawie. A tu była śmierć głodowa, jedna z najbardziej przygnębiających...rodzajów śmierci.


Olgie napisał:
Nawet Angelo, ten kryminalista, którego Sherlock uratował przed więzieniem. Oni wszyscy składali mu hołd.

WOoow. No i widać, że owy Andżelo miał honor. Coś, co dziś nie występuje.

Olgie napisał:

— Błagasz o litość, Jim? Tak szybko? Czy po prostu chcesz, żebym sobie poszedł? Wiesz, chyba zostanę i tak. Sprawny kat potrafi ściągnąć całą skórę z człowieka za jednym razem. Bardzo chciałbym to zobaczyć.

Abażur tak bardzo...

Olgie napisał:
Musiał się pospieszyć i zdążyć przed mężem. Inaczej będzie trzeba wytłumaczyć się z krwi na koszuli.

Mhm, opcja że wpadła na niego pijana biegaczka z rozwalonym kolanem nie wchodzi w rachubę? Która dodatkowo ... Albo jedźmy po bandzie i powiedzmy: miałem krwotok z nosa Razz Pal licho, że nie swojego xD

Weny. Trochę chore. Niekonieczne legalne, ale genialne.
Lilka

___________________________________

Wracam po długiej przerwie od komciania
Proszę o wyrozumiałość!!!
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: [Sherlock BBC][M] Zemsta w świetle prawa [MH/GL]   

Powrót do góry Go down
 
[Sherlock BBC][M] Zemsta w świetle prawa [MH/GL]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» [KP] Mephisto
» Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów
» Zemsta po latach~Baraquiel Holy
» "Magiczne Wzory i Napoje" Arseniusa Jiggera [KLASY I-V]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
~.Imaginarium.~ :: FANFICTION :: Serial & Film & Adaptacje :: Slash :: +12-
Skocz do: