IndeksRejestracjaSzukajFAQZaloguj

Share | 
 

 [MO][M]Zapłacą krwią

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Tony.
Laureat Roku
Laureat Roku
avatar

Female Wiek : 21
Skąd : Poznań
Liczba postów : 166
Rejestracja : 19/04/2016

PisanieTemat: [MO][M]Zapłacą krwią   Wto Lis 08 2016, 20:11

Fandom:
Spoiler:
 
Autor: DallasEve aka Tony
Beta/bety: Wirka.
Gatunek: Horror/parodia slashera
Ostrzeżenia: Brak
N/A:  Realizacja promptu 20 na akcję ofiary i oprawcy 2016 (Napisz tekst ze Slasherem). W imię Ofiar!


Zapłacą krwią



Rodzinne wakacje. Będzie fajnie, mówią. Jakoś nie jestem przekonany, ale co mi zostaje? Jako najmłodszy raczej nie mam nic do powiedzenia… do końca życia będę żałował, że nie wymyśliłem czegoś, aby zatrzymać nas w domu.

Podróż mija całkiem znośnie, żaden z moich czterech braci nie jest specjalnie zainteresowany uprzykrzaniem mi życia. Jedynie Lassa, moja egzotycznie piękna siostra, w kółko mi dogryza - że jestem zbyt pospolity, zbyt mały, zbyt niedoświadczony życiowo i w ogóle, że niczego nie umiem i nikomu się nie przydaję. Tak, jakby mój wiek i wielkość był moją winą!

Na miejscu mój sceptycyzm wcale nie maleje. Wszędzie wokół nas pałętają się wielopokoleniowe rodziny - dzieci, starcy i dorośli. Patrzę na to z rosnącym bólem głowy. Boże, jaki tu tłok! Postanawiam jednak nic nie mówić, po prostu idę za moim rodzeństwem do naszego wakacyjnego lokum. Jeśli dobrze zrozumiałem Mabora, jednego z moich braci, to jedynymi atrakcjami tego miejsca są słońce, święty spokój i obsługa - słowem, nie trzeba się ruszać, wszystko samo do ciebie przychodzi. Ze złością zastanawiam się, dlaczego całe moje rodzeństwo musi być starsze i już leniwe. Na Kauczuk, jestem młody, wolałbym być w ruchu, podróżować, zwiedzać… Zrezygnowany i pokonany przyjmuję pozycję horyznotalną tuż obok Baruma, mojego najstarszego brata, i postanawiam przetrwać to starym sposobem ssaków, wykorzystywanym przez nie w warunkach odbiegających od optymalnych: najgorsze trzeba przespać.


***


Budzę się nagle, bo ktoś gwałtownie mną potrząsa. To Lassa. Wygląda na dość poirytowaną i pyta, czy nie widziałem Mabora. A niby jak? Przecież spałem. Siostra rzuca coś o mojej nieprzydatności - jak zawsze - i decyduje się go poszukać. Ani ja, ani moi bracia nie protestujemy, w końcu przestrzeń bez Lassy to przestrzeń pozbawiona problemów, jedynie Falken burczy pod nosem coś o głupotach, w końcu jednak się ucisza. Widać też lubi święty spokój.

Chłopaki twierdzą, że niedaleko stąd znajduje się jakieś jezioro czy coś w tym stylu. Dziwi mnie to trochę, w końcu jesteśmy na skraju pustyni, postanawiamy jednak korzystać z życia i się tam przejechać. Nie zajmuje to dużo czasu - ot, kilka minut i jesteśmy na miejscu. Oddychanie lekko wilgotnym powietrzem po całym dniu spędzonym na ciepłym piasku jest naprawdę przyjemne. Postanawiam wskoczyć do wody, a Ceat i Falken dołączają do mnie z ochotą. Jedynie Barum pozostaje na brzegu, nie do końca przekonany, twierdząc, że w razie czego będzie ratownikiem. Taplamy się więc w wodzie, nurkujemy. Jednemu z nas udaje się nawet na moment złapać rybę, ale ta odpływa, zupełnie nie będąc pod wrażeniem naszych umiejętności wędkarskich.

Na brzeg wychodzimy dobre kilkadziesiąt minut później, a Baruma nigdzie nie widać. Ceat spostrzega jego ślady w piasku, ruszamy więc nimi, aż docieramy do asfaltowej drogi, gdzie trop się urywa. Zapewne wrócił do naszej miejscówki, nie ma się czym martwić, prawda? Jednak w naszych głowach pojawia się ziarno niepokoju, bo to jednak nasz najstarszy brat, nie zostawiłby nas samych. To “Pan Odpowiedzialny”, zawsze na miejscu i zawsze czujny. Postanawiamy wrócić do naszej bazy wypadowej, z nadzieją, że znajdziemy tam Baruma.

Droga powrotna upływa nam w pełnej napięcia ciszy. Nie próbujemy ze sobą rozmawiać, każdy jest pogrążony we własnych myślach. Zastanawiam się, czy wcześniejsze zniknięcie Mabora ma z tym jakiś związek, jednak dochodzę do wniosku, że chyba mam paranoję. Z drugiej jednak strony, boję się odezwać - bo jeśli moi bracia również dostrzegli ten związek, byłoby mi znacznie ciężej przemówić samemu sobie do rozsądku.

Kiedy docieramy na miejsce, panuje tam o wiele mniejszy tłok. Mam wrażenie, że połowa rodzin wyjechała  - oddycham z ulgą. Czasem mam wrażenie, że to jakiś początek fobii społecznych i powinienem się leczyć, ale wszyscy zwalają to na mój introwertyzm - ze mną na czele. W końcu po co wydawać pieniądze na leki, skoro i tak nie mamy za dużo kasy? Nagle dostrzegamy jakieś zapłakane dziecko siedzące przy głównej drodze. Nie zastanawiamy się długo - zbliżamy się do niego i pytamy, co się stało. Dziewczynka przez długi czas nie jest w stanie nam odpowiedzieć, wstrząsana płaczem, w końcu jednak oznajmia, że oni zniknęli. Patrzymy z braćmi po sobie - oszalała? Jacy oni? Ona jednak chwilę później kończy, mówiąc, że chodzi o jej rodziców.

Teoretycznie powinniśmy z nią zostać, wiemy o tym, jednak jak na komendę ruszamy pędem na nasze miejsca. Barum musi tam być, tak samo jak Mabor i Lassa - jest wkurzająca, ale to w końcu moja jedyna siostra, martwię się o nią. Jednak… żadnego z nich tam nie ma. Teraz zaczynam się na dobre bać. Dzielę się z Ceat’em i Falkenem moimi przemyśleniami, a oni przyznają rację mojemu rozumowaniu, widzę jednak, że boją się równie bardzo, jak ja. Postanawiamy się nie rozdzielać, każdy z nas składa przysięgę, a potem ruszamy przez naszą bazę wypadową, szukając zaginionego rodzeństwa. Okazuje się, że to miejsce jest naprawdę duże, a my ciągle mijamy pojedyncze osoby, które nawołują swoich bliskich. Im dalej wgłąb podążamy, tym mniej wczasowiczów widzimy, zupełnie, jakbyśmy zbliżali się do epicentrum jakiegoś wybuchu.

Nagle słyszymy potężny, warczący huk. Podskakuję z przestrachem. Nie mam pojęcia, co to, jednak moi bracia najwyraźniej wiedzą - każą mi się natychmiast schować. Uciekam więc z asfaltowej drogi, po której się przemieszczaliśmy, i wpadam na jakiś krzak. Po chwili zastanowienia, podczas której warkot wciąż narasta, postanawiam uciec jeszcze dalej - zaledwie kawałek ode mnie stoi duży kontener na śmieci, wystarczy, że znajdę się za nim, a nie będę widoczny z drogi. Mój plan, po wykonaniu, okazuje się mieć tylko jeden minus - nic nie widzę. Siedzę więc za wielkim pojemnikiem, skulony, słysząc tylko miarowy, głośny warkot. W pewnym momencie słyszę, że dźwięk jakby… oddala się ode mnie? Oddycham z ulgą, kiedy milknie zupełnie.

Wtedy dociera do mnie coś ważnego, że mieliśmy się nie rozdzielać - ja, Ceat i Falken. Dlaczego nie uciekali tam, gdzie ja? Gdzie oni są? Nie mogę ich tak zostawić, a oni nie mogą opuścić mnie! Nie mam nikogo poza nimi, nie znam swoich rodziców, a moje przyszywane rodzeństwo to jedyna rodzina, jaką mam. Ostrożnie opuszczam swoją kryjówkę, a źródła warkotu - czymkolwiek było - nigdzie nie widać. Nie mam nawet siły zastanawiać się, jakie monstrum byłoby w stanie wydawać taki dźwięk. Wokół mnie nie ma już nikogo, zniknęli, wszyscy - dzieci, dorośli, starcy… moi bracia. Rzucam się przed siebie w panice, na główną drogę, na końcu której majaczy jakaś budowla. Coś jest nie tak, coś się nie zgadza!

Do budynku wpadam pędem,wiedziony najgorszymi ze złych przeczuć. Brakuje mi tchu. Zatrzymuję się gwałtownie, jakby wmurowany w ziemię, nie mogąc uwierzyć w to, co znajduje się wokół mnie.

Woń spalenizny unosi dosłownie wszędzie. To jeden z tych zapachów, o których wiem, że już nigdy go nie zapomnę, nigdy się go nie pozbędę. Jednak to nie jest najgorsze. Wszędzie walają się... szczątki. Łapczywie łapię powietrze i mam ochotę przekląć swoją głupotę, bo krztuszę się dymem. Łzy przychodzą same, nieproszone. Patrzę na porozrywane na strzępy ciała całych rodzin, w tym zapewne moich braci i sióstr, a wszystko tak zmasakrowane, że nikogo nie da się rozpoznać i zastanawiam się… jak to się mogło stać? Kto to zrobił? Jakim popaprańcem trzeba być, żeby zrobić coś takiego?

Dostrzegam jakiś ruch. To… To Oni. Ci, którzy powinni o nas dbać, zapewniać nam bezpieczeństwo, troszczyć się o nas. Jeden z nich trzyma przerażoną, małą dziewczynkę, która kwili cichutko, jednak boi się poruszyć … Nagle ten potwór, podśpiewując pod nosem, bierze zamach i ciska dzieckiem przez pomieszczenie. Rzucam się ku niej, ale nie dość szybko - mała leci w powietrzu, nie przestając płakać, po czym wpada do wielkiego, metalowego pojemnika. Słyszę, jak jej szloch zamienia się w krzyk i cichnie i czuję, że z kontenera bucha ciepło. Palą nas żywcem! Świat ciemnieje, a wszystko zdaje się wirować.

W tej samej chwili druga bestia łapie jakiegoś staruszka, który próbował właśnie uciec. Ten zapiera się o podłogę i patrzy na mnie błagalnie,  jednak nie krzyczy - chyba wie, że to nie ma sensu. Oprawca mówi coś, zapewne woła do pomocy swojego kompana, bo ten podchodzi i razem zaczynają ciągnąć dziadka przez budynek. Patrzę na to ze zgrozą, a szczątki moich pobratymców zdają się patrzeć na mnie z wyrzutem. Dlaczego nam nie pomożesz? Dlaczego pozwalasz nam ginąć?! Jestem jednak zbyt przerażony, żeby cokolwiek zrobić, bo widzę, jak potwór wyciąga nóż… i zaczyna kroić nim starca.

Nigdy w życiu nie słyszałem takiego dźwięku, takiego wrzasku. Zaczyna mi się robić niedobrze, nie mogę jednak oderwać wzroku od rozgrywającej się przede mną sceny. To przecież nie ma sensu, dlaczego oni to robią? Co ich opętało? Starzec traci siły, słychać to po jego krzyku.

Jestem mały i słaby, Lessa zawsze to powtarzała… ale nie zamierzam tak tego zostawić. Zrobię coś, zrobię....!

Nagle jeden z tych bydlaków dostrzega mnie i z przerażającym uśmiechem na ustach zaczyna się zbliżać. Panika sprawia, że moje wcześniejsze plany rozpływają się w niebycie. Przez moment nie mogę się ruszyć - zupełnie jak tamto zamordowane dziecko. Ta myśl trochę mnie orzeźwia, wystarczająco, żebym mógł zapanować nad sobą.

Opuszczam pobojowisko tak szybko, jak tylko mogę. Gnam przed siebie, starając się nie myśleć o tym, że może mnie gonić sam diabeł w ludzkiej skórze. Nie patrzę na ziemię, a to błąd, uświadamiam to sobie dopiero czując nagły ból. To jakiś kawałek metalu, wbił się w… odwracam wzrok, żeby nie zwymiotować. Tak, teraz czuję to wyraźnie, promieniujący punkt, sprawiający, że co chwilę przeszywa mnie ból. Ale nie mogę się poddać…

W końcu gdzieś na środku pustyni padam bez sił na ziemię i całą siłą woli powstrzymuję się od krzyku, gdy wyciągam z siebie ostry kawałek metalu. W końcu jest po wszystkim, a ja w agonii zwijam się w kłębek, próbując się uspokoić i zapomnieć o zapachu palonej gumy. Te obrazy, te dźwięki… To już nigdy mnie nie opuści. W jednej chwili straciłem wszystko… Wszystkich.

W mojej głowie powoli kiełkuje plan. Uciekłem jak najgorszy tchórz, ale jest coś, co mogę zrobić. Odpokutować za to, że przeżyłem. Zemszczę się. Odnajdę drzemiącą we mnie siłę i oni wszyscy za to zapłacą - zapłacą krwią niewinnych, taką samą, jaką przelali! Zabiję dzieci, zabiję starców, bo dla tych potworów też nie miało znaczenia, kto pada ich ofiarą. Jestem wystarczająco silny, żeby zostać mścicielem, wiem to.

Świat jeszcze przekona się, na co stać Morderczą Oponę!



Lassa: marka opon z koncernu Continental, pochodzi z Turcji
Mabor: marka opon z koncernu Continental, pochodzi z Portugalii
Barum: marka opon z koncernu Continental, pochodzi z Czechosłowacji
Falken: marka opon z koncernu Sumitomo Rubber, pochodzi z Japonii
Ceat: marka opon z koncernu Pirelli, pochodzi z Włoch

___________________________________

Sometimes you gotta run before you can walk


Ostatnio zmieniony przez Tony. dnia Sob Sty 07 2017, 18:01, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Wirka.
Admin
Admin
avatar

Female Wiek : 27
Liczba postów : 864
Rejestracja : 21/12/2014

PisanieTemat: Re: [MO][M]Zapłacą krwią   Wto Lis 08 2016, 23:52

Heheszkowałam od samego początku, od pomysłu, przecz czytanie, aż po ostatnie słowa i kropki. Ogólnie nie widziałam filmu, ale to mało ważne. Idea sama w sobie jest czystą abstrakcją, zawsze będzie mnie dziwić, że ludzie tworzą takie filmy. Może to też tak wiesz, w formie zakładu? Jakaś ekipa ludzi pomyślała - zróbmy najbardziej bezsensowny slasher - i powstała Mordercza Opona i Sharkando? Może inna grupa w tym samym czasie stwierdziła - zróbmy najobrzydliwszy film świata i wtedy powstała Ludzka Stonoga 2 i Serpski Film?

W sumie, to mało istotne, skoro można napisać dzięki temu coś takiego Very Happy absurdalny humor pod przykrywką dramatu i rzezi niewinnych opon... nic tylko iść po popcorn Wink
W.

___________________________________

Powrót do góry Go down
M.
Moderator
Moderator
avatar

Female Wiek : 21
Skąd : Poznań/Zielona Góra
Liczba postów : 126
Rejestracja : 18/08/2015

PisanieTemat: Re: [MO][M]Zapłacą krwią   Pią Lis 11 2016, 22:21

Wiedziałam od początku o czym jest ten ff, więc zupełnie pozbawiłam się tego zaskoczenia na koniec.
I mimo to tekst czytało się genialnie.
Elegancko nie zdradziłaś kim są bohaterowie, aż do ostatniej linijki.
Slasher całkiem udany, a tak nie byłaś do niego przekonana.
Zakończenie jest genialne, nawet ten dopisek o markach opon dodaje uroku.
Akcja nie dłuży się, a tego się bałam w tym motywie, że będziesz każde znikniecie bardziej opisywać.
Kocham twoje teksty, są cudowne.

Weny,
M.

___________________________________

I'm P A N D A
Powrót do góry Go down
Fia.
Moderator
Moderator
avatar

Female Wiek : 27
Skąd : Poznań (mission completed)
Liczba postów : 276
Rejestracja : 23/12/2014

PisanieTemat: Re: [MO][M]Zapłacą krwią   Nie Lis 20 2016, 21:41

Nie dostaniesz tu ładnego komentarza, wybacz. Napisałam go, a później mój komputer go zjadł. Normalnie będę pisać zaraz teksty, jak zostaję ofiarą własnego sprzętu, który doprowadzi mnie do zawału lub wkurwu stulecia...

Wracając. Jeśli "Mordercza opona" jest czymś w stylu "Sharknado", to obawiam się, że poziom absurdu tego filmu mógłby mnie pokonać. Pozwól więc, że jednak nie obejrzę go w najbliższej przyszłości. Co się zaś tyczy tekstu - nadanie duszy oponkom, adoptowanie ich w rodzinki i wysyłanie na zasłużone wakacje, po czym zajebywanie w spalarni - bezcenne. No i ta mała, biedna oponka, która uciekając została niemal śmiertelnie zraniona... Serce mnie boli! Chcę tego więcej! Absuuuuurd <3

Weny,
F.

___________________________________

                           
Powrót do góry Go down
Disharmony
Jeździec Apokalipsy
Jeździec Apokalipsy
avatar

Female Wiek : 20
Liczba postów : 351
Rejestracja : 20/01/2015

PisanieTemat: Re: [MO][M]Zapłacą krwią   Pon Lis 21 2016, 08:35

Sprawdziłam fandom, który mi nic nie powiedział, tak jak i reszta zresztą tekstu, wiec czytałam z lekkim takim 'że łot łot' cały czas a na końcu miałam takie 'aaaaa'. Generalnie doceniam pomysł i to, co zrobiłaś w tym tekście, bo nie można Ci tego odmówić, ale jakoś nie czytało mi się z lekkością. Nie wiem nawet co dokładnie na to wpłynęło, bo pod sam koniec się trochę zaśmiałam.
Niemniej,
Cytat :
Zabiję dzieci, zabiję starców, bo dla tych potworów też nie miało znaczenia, kto pada ich ofiarą. Jestem wystarczająco silny, żeby zostać mścicielem, wiem to.

Świat jeszcze przekona się, na co stać Morderczą Oponę!

Ten fragment wygrał wszystko. I totalnie widziałabym to jako drabble, bez tej całej oprawki i rozwleczenia i myślę, że wtedy miałabym takie 'wowow'
Pozdrawiam,
Dis.

___________________________________

Zamierzam rozpalić ogień w twoich zimnych oczach ~






~ Wielbię cię ~

Powrót do góry Go down
http://devon-syberyjczyk.pl
Sponsored content




PisanieTemat: Re: [MO][M]Zapłacą krwią   

Powrót do góry Go down
 
[MO][M]Zapłacą krwią
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
~.Imaginarium.~ :: FANFICTION :: Serial & Film & Adaptacje :: Ogólne :: +12-
Skocz do: