IndeksRejestracjaSzukajFAQZaloguj

Share | 
 

 [HP][NZ] Harry Potter i Ochrona Krwi [1 cz.1/?]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
VioletteLaurent
Skryba
Skryba
avatar

Female Wiek : 23
Skąd : Łódź
Liczba postów : 42
Rejestracja : 06/09/2015

PisanieTemat: [HP][NZ] Harry Potter i Ochrona Krwi [1 cz.1/?]   Wto Mar 29 2016, 22:22

Tytuł: Harry Potter i Ochrona Krwi
Autor: Violette
Kategorie: Dramat, Rodzinne, Humor, Niepewność/Zawieszenie
Rating: PG-13
Główne postacie: Harry Potter, Syriusz Black, Severus Snape
Postacie poboczne: Draco Malfoy, Violette Laurent
Czas: Po więźniu Azkabanu (nie uwzględniając Mistrzostw Świata w Quidditchu)
Oznaczenia: AR, Non-Canon, IC, OFC
Beta: brak
Pairing: brak
Ostrzeżenia: Nie mam pojęcia, kiedy pojawi się dalsza część, więc... powodzenia.




ROZDZIAŁ I

CZĘŚĆ I

DZIWACTWA CIOTKI PETUNII


Jednostajny turkot kół pociągu, towarzyszący każdemu powrotowi z Hogwartu ku szarej rzeczywistości, zawsze działał na Harry’ego kojąco, zupełnie jak strumień zimnej wody, spływający po ciele w gorący dzień lub szklanka chłodnego dyniowego soku po ciężkim treningu Quidditcha. Był balsamem dla duszy, lekiem na smutki oraz powiernikiem jego wszystkich sekretów, zwłaszcza tych, którymi nie chciał obarczać Rona, czy Hermiony. Dlatego też Harry bardzo lubił ten dźwięk. Pozwalał on chociaż na chwilę zapomnieć mu o domu z numerem 4 przy ulicy Privet Drive oraz wujostwie, do którego nie chciał wracać, nawet jeżeli zaproponowano by mu w zamian wszystkie skarby świata. Dawał także wytchnienie, chwilę zapomnienia i długo wyczekiwany spokojny sen, znaczący dla niego naprawdę wiele, bowiem w wakacje nigdy nie mógł liczyć na to, że odpowiednio wypocznie w trakcie nocy.

Tym razem oczywiście także zasnął wyczerpany kolejnym burzliwym rokiem szkolnym pełnym przygód, nie dając w ten sposób szansy przyjaciołom na ostatnią poważną rozmowę przed powrotem do domu. Nie mieli mu jednak tego za złe, mimo iż nie mogli zdawać sobie sprawy, jak ważna była dla niego ta chwila odpoczynku. Nigdy by się im do tego nie przyznał, ale uważał ten swoisty rytuał za pewien rodzaj terapii, dzięki której potrafił jakoś poradzić sobie z ciągle żywymi wspomnieniami i strachem.

Tak, Harry Potter bał się. Zawsze gdy już było po wszystkim, powracało do niego to chłodne i nieprzyjemne uczucie przejmującego strachu, by dręczyć go przez wiele długich miesięcy swoimi obślizgłymi mackami. A tym razem wyjątkowo wiele się go najadł, bowiem nie tylko prawie wpadł w pułapkę zastawioną przez seryjnego mordercę Syriusza Blacka, ale także dowiedział się, iż tak naprawdę jest on niewinny i trzeba mu pomóc uniknąć pocałunku dementora, sam został wystawiony na pastwę tych paskudnych stworzeń oraz miał bliskie spotkanie oko w oko z rozszalałym wilkołakiem vel. profesorem Lupinem – nauczycielem OPCM. Nie dało się więc powiedzieć, by nie miał w tym roku powodu do strachu.

Jednak mimo całej tej histerii nie widział powodu ku temu, aby dzielić się tym z kimkolwiek, a już zwłaszcza z Ronem i Hermioną, którzy od razu, jeżeli nie zaczęliby się dziwnie zachowywać, to uznaliby go za nienormalnego. Już nawet słyszał głos rudzielca, mówiący „Stary, boisz się po fakcie? Kiedy już nie ma czego? Normalny jesteś?” oraz ten przemądrzały ton swojej przyjaciółki „To nie jest normalne, Harry. Powinieneś z tym do kogoś pójść albo najlepiej porozmawiać o tym z jakimś nauczycielem. Jestem pewna, że istnieje jakiś eliksir, który by ci pomógł.” Tyle że on nie chciał tego słuchać. Może i po części zgadzał się z przewidywaną reakcją Hermiony, ponieważ jakaś część niego bardzo chciała pójść komuś o tym powiedzieć, jednak on wiedział, że nawet gdyby chciał, nie miał do kogo się zwrócić.

Rodzina Dursleyów nienawidziła go od chwili, gdy znaleźli go pod swoimi drzwiami i zostali zmuszeni do zaopiekowania się nim, dlatego też odpadali w przedbiegach. Po co miał w ogóle próbować prosić o pomoc osoby, dla których najlepiej chyba byłoby, gdyby nigdy się tu nie pojawił? I Harry bynajmniej w tym przypadku nie przesadzał. Takie zachowanie było wręcz typowe dla Dursleyów, wiecznie narzekających na to, że tylko marnuje się na niego czas, miejsce, ubrania i jedzenie. Nic w zasadzie dla nich nie znaczył. No nic z wyjątkiem ciężaru, bo właśnie tym dla nich był – kimś niepotrzebnym i przeszkadzającym im w prowadzeniu normalnego, spokojnego życia.

A niech ich szlag! Gdyby nie bariery ochronne wcale by ich nie potrzebował! I tak nigdy nie dali mu nic poza miejscem, w którym mógł się schronić przed deszczem! A też i to nie zawsze. Miłość z ich strony była więc czymś, czego Harry nigdy nie oczekiwał i nie zamierzał zacząć. Po prostu szkoda jego nerwów, ot co. Nie miał już w sobie ani odrobiny tych dawnych dziecięcych marzeń i nadziei, że może jednak ciotka Petunia go pokocha i zacznie przytulać tak samo, jak Dudleya, a wujek Vernon zacznie się do niego przyznawać. Wyrósł z tego. Pewnego dnia zwyczajnie przestał marzyć o pełnej uczucia sielance i dorósł do rzeczywistości, którą miał na co dzień.

W sumie chyba jako jedyny nigdy nie podawał w wątpliwość uczuć, jakimi darzyli go wszyscy członkowie rodziny Dursleyów, a szkoda, bo gdyby chociaż dyrektor Dumbledore to zrobił, może nie musiałby spędzać z nimi całych wakacji, dzięki czemu i oni i on mieliby miesiąc spokoju. Nikt poza nim i okazjonalnie młodszymi Weasleyami jednak tego nie zauważał, przez co mógł liczyć jedynie na kilka dni, góra dwa tygodnie wolności. Lepsze to niż zupełne nic – tak sobie wmawiał.

Swoją drogą ostatnio Harry doszedł do wniosku, że to byłoby niemożliwe, aby osoba, która sama nakładała bariery na jego dom, nie wiedziała, jacy są Dursleyowie, co rodziło pytanie: dlaczego? Czy naprawdę tylko w tym miejscu był całkowicie bezpieczny? A jeżeli tak, to czy nie dałoby się chociaż odrobinę wpłynąć na ich zachowanie za pomocą magii, by nie byli mu solą w oku przez całe dwa miesiące? Sądząc po postawie dyrektora raczej nie, tak więc czy nie dałoby się zrobić czegoś innego? Czy naprawdę warunki jego życia w tym miejscu znaczyły tak mało w obliczu ochrony, jaką mu ono zapewniało? A skoro tak, to ile on sam znaczył dla Dumbledora? Nie chciał nawet się nad tym zastanawiać, zbyt mocno bojąc się wniosków, które mógłby wysnuć. Nie przeszkodziło mu to jednak w obniżeniu poziomu swojego zaufania względem starego dyrektora.

Po tej akcji zaraz po pierwszym roku, kiedy nie dano mu pozwolenia na pozostanie w Hogwarcie, stosunek wujostwa do jego osoby troszkę się zmienił. Sam teraz nie wiedział, czy na lepsze, czy może na gorsze. Będąc zaledwie jedenastoletnim chłopcem, myślał, że fajnie będzie trochę ich postraszyć różdżką, nawet jeżeli tak naprawdę nie mógł im nic zrobić z powodu Namiaru. Teraz jednak rozumiał, że działając w ten sposób, sam kopał pod sobą dół, a największy chyba wykopał pod sobą dziś, gdy nie mogąc oprzeć się pokusie, zrobił to, co podsunął mu Łapa – wystraszył wuja Vernona wspominając o tym, iż seryjny morderca Syriusz Black jest jego ojcem chrzestnym.

Przerażenie na twarzy Dursleya wyglądało wspaniale do czasu, kiedy znaleźli się w domu.

Bo to tam wszystko się zaczęło.

Zanim w ogóle Harry zdążył zorientować się w sytuacji, był już w poważnych tarapatach, o czym świadczyły trzęsące się dłonie wuja i jego niemal purpurowa z wściekłości twarz. Spokój, który jeszcze przed chwilą utrzymywał Vernon okazał się jedynie ciszą przed burzą, mającą na celu oszukanie go. Kiedy tak Harry teraz o tym myślał, to rzeczywiście wydawało mu się, że podczas podróży ze stacji Kings Cross Dursley sprawiał wrażenie aż nazbyt cichego, co umyślnie i bez żadnego zastanawiania się zlekceważył, zwalając winę za ten spokój na szok.

Nie miało to jednak i tak już żadnego znaczenia, ponieważ nawet gdyby się zorientował i tak nic by nie zrobił. Nie mógł przecież uciec sprzed domu wujostwa ot tak, tłumacząc się strachem przed karą za niewyparzoną gębę. Snape, słysząc taką wymówkę, na pewno by go wyśmiał, uprzednio racząc litanią o bezmyślności gryfonów i głupocie oraz arogancji Potterów. Nie omieszkałby także wspomnieć o tym, iż sobie na to zasłużył, gdyż bez wątpienia było to prawdą. Harry tym razem naprawdę przesadził. Sam zresztą nie potrafił wyjść z podziwu, jak w ogóle mógł zakładać, że grożenie wujostwu ujdzie mu na sucho. Tym razem, aczkolwiek niechętnie, musiał przyznać rację Snape’owi: był kompletnym idiotą i zaraz dostanie to, na co sobie tą gryfońską głupotą zasłużył.
Ciąg dalszy rozdziału nastąpi…


TEKST JEST W TRAKCIE PRZEPISYWANIA NA WERSJĘ MNIEJ PATETYCZNĄ.

___________________________________

Każda dostatecznie zaawansowana technologia jest nieodróżnialna od magii.

~Arthur C.Clarke


Snape mruknął coś pod nosem i niezadowolony zajął się
wyłupywaniem czekoladowych oczek ciasteczku w kształcie ludzika.

~Spełniamy marzenia (Mortka)


Ostatnio zmieniony przez Olgie. dnia Sob Sty 07 2017, 17:26, w całości zmieniany 5 razy (Reason for editing : poprawki)
Powrót do góry Go down
Lilka
Skryba
Skryba
avatar

Female Wiek : 51
Skąd : 9 krąg piekielny
Liczba postów : 82
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: Re: [HP][NZ] Harry Potter i Ochrona Krwi [1 cz.1/?]   Nie Lip 24 2016, 22:17

VIOLETTE LAURENT! *wyjec by Lilka* Zaczęłaś pisać to, nawet fajne, opowiadanie więc bądź łaskawa je kontynuować, albo...albo Cię zjem Razz F &F mi pozwolą.
Opis relacji Harry'ego z Dursleyami stopniowo potęgował napięcie, aż w pewnym momencie urwano, co mi się bardzo nie spodobało. W końcu postraszenie Vernona Syriuszem miało wcześniej pozytywny efekt. Święty spokój i względnie mało prac do roboty. Informacje trawiono rok, by się nimi nie przejmować w kolejnym tomie. Tutaj...
VioletteLaurent napisał:

Dursley sprawiał wrażenie aż nazbyt cichego, co umyślnie i bez żadnego zastanawiania się zlekceważył, zwalając winę za ten spokój na szok.

Faktycznie to mogła być cisza przed burzą, ale się tego nie dowiemy. Póki co. Wplecenie Severusa też miało swój urok. W końcu Harry musiał się mentalnie biczować. Chyba to lubi.
Kwestie techniczne już wywleczono, jak Burbage z lochu na stół w jadalni Voldemorta.

Zatem weny,
do pracy, Kotuś.

Lilka vel Freja

___________________________________

Wracam po długiej przerwie od komciania
Proszę o wyrozumiałość!!!
Powrót do góry Go down
 
[HP][NZ] Harry Potter i Ochrona Krwi [1 cz.1/?]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Mały salon
» Sklep z ubraniami Gladraga
» Peron 9 i 3/4
» Sala Marzeń
» Iryś, Irytek, Iryciątko

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
~.Imaginarium.~ :: FANFICTION :: Literatura & Ekranizacja :: Harry Potter :: Ogólne :: +12-
Skocz do: