IndeksRejestracjaSzukajFAQZaloguj

Share | 
 

 [RotG][T][M] Wiśniowe pocałunki [K.AB/JF]

Go down 
AutorWiadomość
Lampira7
Bajkopisarz
Bajkopisarz
avatar

Female Wiek : 26
Liczba postów : 234
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: [RotG][T][M] Wiśniowe pocałunki [K.AB/JF]   Sro Mar 09 2016, 14:39

Tytuł: Wiśniowe pocałunki
Oryginalny tytuł: Cherry Kisses
Autor: Kayasurin
Zgoda na tłumaczenie: Jest
Długość: Miniaturka
Rating: 12+
Tłumaczenie: Lampira7
Beta: Adelcia
Uwagi: Cytując Adelcie: „Beta nie ponosi żadnej odpowiedzialności za urazy psychiczne, fizyczne i wszelkie odruchy fizjologiczne. Bo chociaż tekst jest ładny, to także....hm... nietypowy xD W końcu Strażnicy też mają swoje potrzeby! Prawda...?”
Link: http://archiveofourown.org/works/1160358

Wiśniowe pocałunki

— Jack?

Aster zmrużył oczy i odwrócił ucho w stronę Tooth, bez odrywania wzroku od Frosta. Najwyraźniej nie był jedynym, który zauważył roztargnienie chłopaka.

— Mmm? — Jack uniósł głowę znad miski czereśni i uśmiechnął się. — Co się dzieje, Tooth?

Sandy natychmiast zaczął przemieszczać się szybko, z miejsca pod dachem, do balonów i gwiazd na niebie. To nie tak, że wszyscy go ignorowali, po prostu każdy był przyzwyczajony do jego losowych, dziwnych lotów i do tego, czego używał podczas nich. Czasami, Jack dał elfom espresso, mówiąc: „Kawa z pozytywnym nastawieniem” i śmiał się głośno, dołączając do Sandy'ego, odbijał się od ścian i wymawiając tysiąc słów na minutę, rozbawiając Strażnika Snów.

Tooth uśmiechnęła się.

— Co robisz z łodyżkami?

Właśnie, co Frost, robił z łodyżkami?

Jack wyszczerzył się i podniósł ogonek wiśni. Obróciwszy parę razy w palcach, wrzucił go do ust. Zrobił kilka absurdalnych min, robiąc coś, za pomocą języka i zębów, ale nie było wiadomo co.

Potem wypluł łodyżkę, pokrytą śliną i zawiązaną w pętelkę.

Pozostali, w różnym stopniu zainteresowania, pochylili się. Aster wręcz przeciwnie, odchylił się do tyłu, kładąc uszy równolegle do swoich pleców i barków.

Och. To.

Cholerny drań. Oczywiście, że robił to.

— Och. Chcę spróbować — powiedziała Tooth, wyławiając wiśnię z miski. North chwycił garść owoców.

— To będzie łatwe — powiedział, mrugnąwszy po drugiej stronie stołu. — Jeśli Jack, mógł to zrobić swoim małym językiem, to duży, muskularny, rosyjski język, z łatwością pokona ten ogonek, wiążąc go.

— Kaszka z mlekiem — powiedział Jack, brzmiąc na zbyt rozbawionego.

— Nie możemy zjeść teraz kaszki z mlekiem. Co to właściwie jest kaszka?

North machnął dłonią, ucinając temat i biorąc wiśnię w usta. Tooth już pracowała nad swoją łodyżką, przybierając wyraz koncentracji, co dwie sekundy.

Sandy nie chwycił wiśni, ale wziął ogonek i po paru sekundach wyciągnął go z ust. Był zawiązany w... dobrze, to wyglądało, jak jakiś dziwaczny, celtycki symbol.

Jack roześmiał się, widząc to.

— Oszukiwałeś, Sandy. Musiałeś użyć piasku lub czegoś... Och, nie. Aureola nie sprawi, że staniesz się niewinny. Zwłaszcza ich pół tuzina!

Sandy zatrzepotał swoimi rzęsami. Jack zaśmiał się głośniej. Nawet Aster nie mógł powstrzymać nikłego uśmiechu.

North i x Tooth, poddali się po pięciu minutach i śmiali się z dzieła Sandy'ego, a potem spojrzeli na Aster.

— Nie chcesz spróbować? — zapytała Tooth.

Jack zabrał głos zanim, Pooka zdążył odpowiedzieć.

— Daj spokój, naprawdę myślisz, że pan Kij w Tyłku, mógłby wziąć udział, w tego rodzaju grze?

— Jak... Jak mnie nazwałeś? Kij w Tyłku?

Aster chwycił wiśnię z miski i wrzucił ją do pyska. Miała kwaśny smak. Zjadł szybko owoc i zaczął pracować językiem nad ogonkiem.

Poddał się dopiero wtedy, gdy łodyżka była niemal całkowicie przeżuta. Wypluł ją na dłoń, parskając drwiąco.

— To głupia gra — wymamrotał, rzucając ogonek do miski.

North pokręcił głową i zjadł resztę swoich wiśni. Albo i nie. Aster zauważył, że stara się zawiązać, jakąkolwiek łodyżkę w pętelkę.

— Jaki jest cel tej gry? — zapytał.

Aster przez chwilę dziękował El-Ahrairah, że to nie była jego rodzinna planeta i jego przyjaciele nie są Pooka, a ta „gra z ogonkami wiśni”, nie ma nic wspólnego z podobnym testem, który on i jego koledzy robili czasami. Zdawał sobie sprawę, że Pooka nie mieli na swojej planecie wiśni, ale mieli ywaro, a one były podobne do wiśni. Owoce o długich łodyżkach. Smaczne, jeśli lubiło się kwaśne rzeczy. Wśród Pooka, w szczególności, wśród młodzieży, bliskiej swojej dorosłości, wierzono, że jeśli ktoś jest w stanie zawiązać łodyżkę ywaro w ustach, oznacza, że jest bardzo dobry w całowaniu. A w parą z tym, szły także inne rzeczy.

Jack uśmiechnął się.

— Cóż — powiedział, chwytając wiśnię. Bawił się ogonkiem, a następnie wrzucił cały owoc do ust. Po kilku minutach, z samozadowoleniem, wypluł zawiązaną w pętelkę łodyżkę. — Jest to zabawa nastolatków. Najczęściej nastoletnich dziewczyn. Jest to test wiśniowych ogonków. Jeśli możesz zawiązać ogonek w pętelkę, to jesteś naprawdę dobry w całowaniu.

Och, prawda. El-Ahrairah był draniem. Jak mógł o tym zapomnieć?

Pozostali zaczęli się śmiać, a Sandy wstał od stołu i zaczął się dramatycznie kłaniać. Jack również skinął głową, w królewskim geście, naruszonym przez szeroki uśmiech.

Aster odwrócił wzrok, skrzyżował ramiona na piersi i położył po sobie uszy. Ten test był głupi. To o niczym nie świadczyło.

Ooo

Brew Jacka, uniosła się w zaskoczeniu, gdy ujrzał światło w kuchni, ostrożnie podszedł. Gdyby to była Darlene, piekąca późną nocą, to nie chciałby jej przestraszyć. Była nieśmiała, ale wciąż pozostawała yeti, zdolną do podnoszenia i rzucania ogromną ciężarówką, w każdego kto ją zirytował. Jeśli to był jednak jeden z elfów, próbujący podkraść trochę słodyczy, cóż... Jack był fanem chaosu, ale tylko w określonych porach i miejscach. Och, na litość boską, jest noc lub, do cholery, która to jest godzina, nie było zbytnio odpowiednią porą. Tylko dlatego, że Jack nie mógł spać, nie oznaczało, że wszyscy inni również nie powinni.

Oczywiście, gdyby to była Darlene, to mógłby poprosić ją o jakieś gorące kakao i ciasteczka. Jego rodzina nigdy nie miała kakao, ale ciasteczka? Ciasteczka zrobione przez Darlene, smakowały tak samo, jak te upieczone przez jego mamę. Jedynym powodem, dla którego nikt nie odmawiał jedzenia przygotowanego przez Darlene, było to, że było zbyt dobre, by je marnować.

Jack spojrzał ostrożnie przez uchylone drzwi i zmarszczył brwi. Nie było nieśmiałej kobiety yeti, z miską lub przy piekarniku. Brak elfów plądrujących szafki, w poszukiwaniu słodyczy i sprzątających po sobie.

Nie po raz pierwszy zastanawiał się, czy elfy należące do North, nie były spokrewnione z europejskimi skrzatami, które robiły porządki dla ludzi, w zamian za jedzenie oraz schronienie (i bycie ignorowanymi). Tylko, że elfy były większe, trochę szalone i miały obsesję na punkcie jedzenia. To z pewnością wyjaśniało, dlaczego były całkowicie pokryte ubraniami, jedynie odsłaniając dłonie i twarz.

Jednakże, w kuchni wciąż nikogo nie było, dlaczego więc światła były zapalone? Poruszał się bardzo cicho, tak jak ktoś, kto wiedział... jak ktoś, kto uczył się podkradać zarówno do owiec, jak i jeleni, uzbrojony w kij pasterski, łuk i strzały. Był naprawdę cichy, inaczej on i jego rodzina, umarłaby z głodu. Tak, był wystarczająco cicho, by nie ostrzec nikogo, że się zbliża.

Zabrzmiał cichy trzask ceramiki o ceramikę, dobiegający ze spiżarni. Jack zesztywniał, a następnie wszedł do kuchni, prześlizgując się wzdłuż jednej ze ścian, do niepasującego do niczego, narożnika. Znajdowały się tam drzwi, a może okno, biorąc pod uwagę jak wąskie było, ale zostało ono zlikwidowane, po tym jak warsztat został rozbudowany. To był po prostu idealny rozmiar dla jednego, szczupłego młodzieńca, by stanąć i ukryć się przed wzrokiem.

Elfy nie poszłyby do spiżarni. Yeti nie przejmowałyby się, byciem cicho, tak samo North, który czasami śpiewał cicho, grzebiąc w szafkach. Jack... cóż, oczywiste jest, że nie był w spiżarni i również nie starałby się być cicho. Wcześniej yeti wyrzucali go z warsztatu, ale nie z pomieszczeń mieszkalnych.

Zastanawiał się czasami, jak to się stało, że North nigdy nie zauważył, że jeden z jego pokoi gościnnych, został całkowicie zamieszały lub coś... To nie było tak, że Jack był kiedykolwiek subtelny w sprawie swojego życia w Ameryce Północnej, w okresach letnich.

Strażnicy byli nieświadomi, to wszystko co mógł stwierdzić.

Ale kto się skrada w spiżarni i dlaczego?

Najpierw pierwsza kwestia... Jack zamarł, gdy Bunny wyszedł z spiżarni, niemal tak cicho jak on sam się poruszał. Nogi Bunny'ego, z jego pazurami stukającymi o kafelki podłogowe, nie były takie ciche, jak powiedzmy, bose stopy człowieka, bez pazurów wydających dźwięk, przy każdym kroku.

Co Bunny tutaj robił? Niósł ceramiczną miskę ze spiżarni?

Jack zmarszczył brwi, obserwując uważnie, jak Bunny kładzie miskę na stole kuchennym, a następnie siada na stołku. Oczywiście, jego ciekawość była częściowo związana z całą tą sprawą; „Co Bunny wyprawia?” Reszta, cóż...

Zignorował poczucie winny z nauczoną praktyką. Jedną z pozytywnych rzeczy w życiu, dłużej, niż powiedzmy, przeciętny śmiertelnik, było to, że miał czas, by przeanalizować swoje poglądy. Tradycjonalista, który odmówił zmiany swoich poglądów, który przechodził do krwiożerczej furii lub przygnębiającej melancholii, ale końcowy wynik był zawsze taki sam. Śmierć i jeszcze raz śmierć oraz oddalanie się od innych i ogólna nędza. Jack z drugiej strony przyjmował zmiany z otwartymi ramionami, co było przyczyną, jego rozległej wiedzy, wiedział co to Tivo, jak programować komputery i jak robić mody do gier oraz co to jest spam.

Zarówno mięso i nie chciana poczta.

Zainteresowanie innymi mężczyznami było złe, kiedy Jack się urodził i wciąż istniało wiele homofonicznych ludzi na świecie, ale postęp został dokonany, a tak czy inaczej byli duchami. Wybredność w sprawie płci partnera, była jak wybredność, w tym co się je.

Co do futra... No cóż, może miał pewne wątpliwości, co do swojego interesu w tym, ale to nie było coś, czym mógłby się i tak zająć. Bunny nie był nim zainteresowany.

Jack zmarszczył brwi, koncentrując się z powrotem na bieżącej sprawie. Bunny sięgnął do miski i wyciągnął... eee... wiśnie z długą łodyżką?

Pooka oderwał ogonek od owocu, a potem rzucił cholerną wiśnię z powrotem do miski. Następnie, umieścił łodyżkę na języku i zaczął ją żuć?

Nie... próbował zawiązać łodyżkę w pętelkę.

I nie udało mu się. Bunny wypluł pogryzioną, pokrytą śliną łodyżkę. Krzywiąc się rzucił ją na blat. Potem podniósł kolejną wiśnię i powtórzył cały proces.

Po kolejnych trzech, nie udanych próbach, Jack nie mógł tego dłużej znieść. Niespiesznie wyszedł ze swojej kryjówki, po czym oparł się o stół z uśmiechem.

— Masz zamiar umyć blat, po tym jak skończysz?

Bunny niemal wyskoczył ze skóry.

— Frost! — wysapał, przyciskając łapę do serca, niżej i bardziej po boku w porównaniu z tym, gdzie zwykli ludzie je mieli. Drugą łapą trzymał krawędzi stołu dla równowagi.

— Kiedy... ty... co?

Jack uśmiechnął się szerzej i wzruszył ramionami.

— Co kombinujesz? — szturchnął palcem kupkę obślinionych łodyżek wiśni. — Czy to jest ten test, z wcześniej?

Bunny warknął na niego, zadziwiająco przerażającym dźwiękiem, od kogoś, kto tak bardzo przypominał zająca.

— To nie twój interes.

— Nie mój? — Z przesadną ekspresją szoku, udawał, że jest zraniony tymi słowami. — Ale... ale to ty jesteś tym, który wkradł się tutaj w nocy, by... co, żuć jakieś ogonki wiśni?

— Co ty tu robisz?

— Mieszkam tutaj. Gdzieś około... Będzie to blisko dwieście pięćdziesiąt lat. North nigdy nie zauważył — wzruszył ramionami. — Wciąż nie zauważył.

Bunny spojrzał na niego dziwnie.

— Mieszkasz tutaj?

— Jasne. Konary drzew i bloki śniegu są złe dla pleców. Myślę, że zostałem adoptowany przez yeti. Albo to albo dają dużo luzu więźniom, a ja uciekam z aresztu, nie zdając sobie z tego sprawy.

Bunny klepnął Jacka po ramieniu, który odchylił się, szczerząc zęby.

— Ale tak na serio. Co ty tu robisz?

Aster skrzyżował ramiona i spojrzał w bok, poruszając nosem. Jack skrzywił się, widząc to. Zwykle nos Bunny'ego poruszał się tak, gdy ktoś, a raczej Jack, umieścił na nim płatek śniegu lub wtedy gdy był...

Zawstydzony.

Och. Bunny był zawstydzony.

Jack uśmiechnął się szeroko, powoli i złośliwie, spoglądając na stos ogonków wiśni. Był tylko jeden pomysł, na który mógł wpaść Jack, bez osądzania o niepoczytalność, dla którego ktoś, próbowałby zawiązać łodyżkę wiśni w supełek, za pomocą języka.

— Bunny — powiedział, kiedy przestał się tak szczerzyć. — Ty robiłeś test wiśniowych ogonków.

— Nie!

— Robiłeś! — Skoczył na stół i przykucnął tam niczym gargulec. Próbował chwycić Bunny'ego, który wstał z krzesła i zaczął się cofać. — Och, daj spokój. Nie zrobię ci krzywdy!

— Nie? — Aster prychnął szyderczo, ale w jego oczach czaił się cień niepokoju, a uszy były stale odchylone do tyłu.

— Naprawdę! Chcę tylko udowodnić, że ten test to wierutne bzdury!

Bunny wpatrywał się w niego. Szyderstwo i niepokój zniknęły pod wpływem szoku.

— Co?

Jack zmienił pozycję. Teraz siedział na krawędzi stołu, zamiast kucając na nim. Machał nogami w przód i w tył.

— No wiesz. Całując.

— Cału... Czyś ty do cholery postradał rozum?! — Bunny cofał się, aż uderzył plecami o ścianę, a następnie stojąc tam, przywarł do niej rozpaczliwie. — Ty... ze mną... całować się? Oszalałeś, Jack!

Jack przechylił głowę na bok.

— Nie sądzę — powiedział.

Po tym wszystkim, było tylko, nieujawnione przyciąganie między nimi. Jak o tym myślał, to na początku, napięcie było ukryte w ich nieustających kłótniach. Kłócili się o wszystko, od koloru nieba, do najlepszych sposobów radzenia sobie z Mrokiem, ale z czasem, ich kłótnie przemieniły się w przekomarzanie. Te dni, gdy ranili się słownie były rzadkim przypadkiem, a i tak zawsze znajdowali sposób, by przeprosić, bez łamania męskiego kodu i mówienia faktycznego „przepraszam”.

Bez przemocy w ich starciach, zaczęli, a raczej Jack zaczął, w końcu zauważać, że ten drugi jest w jakiś sposób, trochę bardziej przyjazny. Przyjazny, nie w sposób podobny, do przyjaźni z innymi. Jack z pewnością nie fantazjował o tym, jakby to było uprawiać seks z Tooth lub Sandym albo z Northem a także z jakimkolwiek yeti.

Ostatecznie, przynajmniej ze strony Jacka, w tej przyjaźni, mówiąc wprost, była zdrowa dawka pożądania. I musiał przyznać, że był w kilku w sytuacjach, gdy się tego bał. Przyjaźń i pożądanie może łatwo mogło się zmienić w miłość.

— Tak — powiedział, gdy cisza się przeciągała. — Czy ten test z magazynu dla nastolatków twierdzi, że jesteś zły w całowaniu? — zapytał, szturchając ponownie obśliniony stos ogonków z wiśni.

Bunny warknął i ruszył do przodu. Chwycił mocno, niemal na pograniczu zostawienia siniaków, ramiona Jacka, a następie przyciągnął zimowego ducha do siebie i rozbił ich usta w pocałunku.

Pocałunku pełnym złości. Posiadał w sobie więcej walki, niż jakakolwiek ich wcześniejsza kłótnia. Jack jęknął, a następnie również zaczął go całować.

To było niewygodne, z powodu ich różnych kształtów twarzy. Jack miał klasyczny profil człowieka, głównie z płaską powierzchnią, ale z wystającym nosem, a Bunny miał pysk. Bardzo krótki, dość ładny, ale wciąż był to pysk.

Jednakże, wydawało się, że Bunny jest zdeterminowany ignorować te różnice, całując przede wszystkim kącik ust Jacka. Zimowy duch wyciągnął ręce i chwycił garść sierści, po obu stronach pyska. Ciągnął i pchał, aż do momentu, gdy przeniósł głowę Bunny'ego, a następnie przechylił głowę tak, by teraz całowali się mniej więcej, prosto w usta.

Był to wciąż wymagający i gwałtowny pocałunek... i łał. Jack nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo tego chciał... ale był o wiele mniej kłopotliwy.

Ostatecznie musieli zaczerpnąć oddechu.Bunny odsunął się i Jack mu na to pozwolił.

Patrzyli na siebie. Jack nie miał pojęcia, co widzi Aster, ale wiosenny duch wyglądał...

Oblizał usta i pochylił głowę tak, że patrzył na drugiego ducha spod grzywki. Widział dzikie, a raczej drapieżne, spojrzenie Bunny'ego. Jego wargi drgały, odsłaniając zęby i czerwony język.

Jack przesunął się lekko i wypuszczając z jednej dłoni futro Bunny'ego, przesunął ją tak, by dotknąć jego posiniaczonych, opuchniętych warg, czubkami palców. Łał.

— Dobrze całujesz — zapewnił Bunny'ego. — Bardzo dobrze. Nie ma co do tego wątpliwości.

Bunny warknął i zbliżył się. Dociskał ręce do blatu stołu, przedramionami napierając mocno na biodra Jacka, więżąc go i trzymając na miejscu.

To również było lepsze, niż Jack się spodziewał.

— Mieliśmy podobny test —  powiedział, cicho warcząc. Jack zorientował się, że pochyla się w jego stronę, gdy Aster uśmiechnął się. — Na mojej planecie. Oczywiście było to w pewnym stopniu podobne, ale dotyczyło bardziej, kameralnych umiejętności.

Jackowi zajęło chwilę przetworzenie tego, otworzył szeroko oczy, gdy zdał sobie sprawę, o czym mówi Bunny.

— Dobrze — powiedział ostrożnie. — Może ciężko mi wydać jakikolwiek osąd, ale...

Drapieżne spojrzenie Bunny'ego przybrało na sile.

— Ale?

Jack starał się wzruszyć nonszalancko ramionami.

— Jeśli chcesz zademonstrować swoje umiejętności — powiedział. — Z pewnością cię nie odtrącę. Wiesz, żeby pozbyć się wszelkich wątpliwości, — spojrzał na miskę czereśni — co do innych rzeczy.

Bunny zaśmiał się i spojrzał na kolana Jacka.

— Spodnie stoją na drodze.

Jack zdołał je zdjąć, bez zbyt dużego poruszania się ze swojego miejsca na stole. Futro Bunny'ego było miękkie i ciepłe na jego skórze. Zimowy duch zaczął mieć kłopoty z oddychaniem.

Następnie, Bunny uklęknął na jednym kolanie, tak by jego głowa, była na wysokości bioder Jacka.

Jack nigdy się nie nauczył, trzymać język za zębami. Nie mógł nic na to poradzić, że zachichotał, a gdy Bunny spojrzał na niego, powiedział:

— Teraz naprawdę, będziemy musieli umyć blat.

Bunny uśmiechnął się i pochylił do przodu. Jack przestał myśleć o czymkolwiek.

Ostatecznie przenieśli się do pokoju Jacka, kompletnie zapominając o stole. To było w porządku. To nie było tak, jakby ktoś go i tak używał do czegokolwiek w minionym stuleciu.

___________________________________

2018 rok
Opublikowałam 10 rozdziałów (28)
Opublikowałam 16 miniatur (26)
Rozpoczęłam 2 opowiadania (5)
Zakończyłam 3 opowiadanie


Ostatnio zmieniony przez Lampira7 dnia Sob Wrz 16 2017, 08:54, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Myst
Jeździec Apokalipsy
Jeździec Apokalipsy
avatar

Female Wiek : 25
Liczba postów : 247
Rejestracja : 21/12/2014

PisanieTemat: Re: [RotG][T][M] Wiśniowe pocałunki [K.AB/JF]   Pią Mar 11 2016, 22:41

Powiem tak: kiedy zobaczyłam fandom, stwierdziłam, że przeczytam. Po zobaczeniu pairingu chciałam uciec z krzykiem. Raiting sprawił, że zostałam, ale po przeczytaniu tekstu oceniam go jednak na +15. Jedynym powodem, dla którego, kiedy zaczęło być trochę bardziej gorąco, nie wycofałam się, było to, że... ten tekst jest jednak całkiem dobry (ok, napisałam to, chociaż było mi trudno to przyznać). Uh, i było to dla mnie sporym zaskoczeniem.
Chociaż dawno oglądałam Strażników, to na oko postacie są całkiem kanoniczne (no poza głównym pairingiem, ale czy na takim forum jest w ogóle sens o tym wspominać?). Podoba mi się owa 'chemia' pomiędzy Zającem a Jackiem, takie krążenie wokół siebie, chociaż do końca nie zna się tego powodów (przynajmniej jedna z stron wydawała się niepoinformowana o tym fakcie, a może jednak nie? Może jednak obaj wiedzieli, co tam w nich dokładnie siedzi. Trudno to ocenić, mając przedstawiony jedynie punkt widzenia Jacka). W każdym razie ta ich relacja została przedstawiona w sposób ciekawy, subtelny i niewymuszony oraz w stylu, jaki naprawdę lubię, no i cóż, nie mogę napisać, że mi się nie podobało. Co nie zmienia faktu, że pairing wciąż mnie przeraża.
Podsumowując, beta miała rację: "tekst jest ładny, ale". Ech, mimo wszystko autorka ma potencjał i jeżeli w swoich zasobach miałaby coś bardziej 'normalnego' to chętnie poczytam.
Dziękuję za przetłumaczenie tego tekstu i pozdrawiam.

___________________________________



To grant another chance means to give opportunity to correct past mistakes.

— pod prywatnym patronatem —
W NAJGORSZYM ŚWIETLE + NOKTURN + PO WOJNIE + ULUBIENIEC ŚMIERCI + 365 DNI Z MYSTRADEM

Powrót do góry Go down
http://motylebezskrzydel.blogspot.com/
Fantasmagoria.
Admin
Admin
avatar

Female Wiek : 23
Skąd : Poznań
Liczba postów : 508
Rejestracja : 21/12/2014

PisanieTemat: Re: [RotG][T][M] Wiśniowe pocałunki [K.AB/JF]   Nie Mar 20 2016, 14:14

Okej, przyznam się bez przymuszania i bez bicia, że zwabił mnie do tekstu fandom - gdyż nigdy wcześniej nie czytałam po polsku nic z tego fandomu, choć od zawsze uważałam, że ten fandom, jak mało który, ma olbrzymi potencjał. Serio, sam się prosi. A tu ciemno, pusto, głucho... na fanfiction.net tylko 2 teksty (które przeczytałam już po tym, bo mnie natchnęło, by sprawdzić), na ao3 nic. Dlatego, tak przede wszystkim, jestem tu dlatego by Ci serdecznie podziękować za ten zryw w kierunku tego fandomu - może dzięki temu sama się odważę i coś małego przetłumaczę/napiszę Wink. Może. Jeśli mnie wcześniej Wirki nie zamordują. A prawdopodobnie to zrobią. Hm.

Jedyną rzeczą, która napawała mnie przerażeniem był sam parring. Owszem, zetknęłam się w ang fandomie z nim i wgl, ale dalej tak jakoś... nie jestem wystarczająco przekonana, nie tak jak do Jacka i Pitcha, po prostu OTP i wgl. Już prędzej Jamie i Jack, niż Bunnymund. Choć w oryginalnym filmie się prosili to właśnie futerkowy problem może być dla mnie problemem xD". Ale w sumie, ostatecznie nie jest. Nie aż tak bardzo.

Tak więc, zmierzając do meritum - cieszę się, że przetłumaczyłaś coś z tego fandomu, zwłaszcza, że tekst jest wcale nie najgorszy. Obawiałam się go nieco i czytałam z kursorem skierowanym na "x" w karcie, żeby w razie czego szybko wyłączyć w trakcie, ale nic takiego się nie stało Wink. Przeczytałam do końca, mimo że od początku tekst ten jawił mi się bardzo przewidywalnym - w sensie, wiedziałam do czego to zmierza i w ogóle. Ale i tak czytałam. Bo w sumie, czemu nie. Duże natężenie fluffu doprowadza ludzi do cukrzycy, ale czuję się usprawiedliwiona - kilka dni temu oglądałam ponownie tę bajkę (bo jakimś cudem moje Kochanie nigdy jej nie widziało i tak po prostu nie można) i zakochałam się znów, więc rozpaczliwie szukałam czegoś do czytania z tego fandomu. A że zbiegło się to z moim okresem porządkowania Imago, to po prostu on sam rzucił się w moje ramiona Very Happy . To tak zwane przeznaczenie (chyba)!
Cała akcja z wiśniami jest urocza i w ogóle, choć chyba wolałabym żeby autorka nie podkreślała mi po tysiąckroć różnic w anatomii ludzkiej i króliczej - ja wiem, że realizm, że gdyby nie zwróciła uwagi, wiele ludzi by ją zjechało, i że trzeba być ostrożnym, ale można to było napisać, ja wiem, delikatniej, subtelniej, bym nie czuła się jak przejechana tirem? Nie no, żartuję, chyba się nie dało. Dlatego podziwiam ludzi za ten paring, bo ja bym chyba nie mogła napisać coś bez zmieniania anatomii Zająca (albo pominęłabym sceny całowania...).
W ogóle to, że Jack tak po prostu mieszkał sobie u Northa, a ten tego nie ogarnął jest świetne Very Happy. Nie no, serio. To brzmi totalnie, jak coś co mogło mieć miejsce "w oryginalnej historii". I "mama yeti" <3 . Też chcę taką! :3

Ogólnie, tekstowi daję takie mocne 6,5/10 (w skali, gdzie 10 dostają tylko póki co najlepsze klasyki snarry). Drażniły mnie pewne określenia użyte typu "zimowy duch", czy "wiosenny duch", bo jakoś zbyt mocno trąciło mi blogiem. Wiem, jak ciężko jest się czasem nie powtórzyć, dlatego jestem tylko trochę rozdrażniona, niemniej jednak no jednak jestem i nie będę tego ukrywać Razz. W tekście szaleje za dużo blogaskowopodobnej treści, bym nie była. Ale wystarczająco mało, bym nie rzuciła w cholerę i nie zdyskredytowała, więc coś jednak w nim jest Wink.

Zaś co do tłumaczenia - ogólnie to całkiem spoko, nie zgrzytało mi jakoś mocno, tylko... no właśnie, tylko. Trochę niekonsekwentnie. Wszyscy wiedzą, że kurwuję na Polkowskiego za przetłumaczenie/spolszczenie części imion/nazwisk/nazw własnych/zaklęć/et cetera, a części nie, więc nie mogę być hipokrytką i nie wytknąć tego Tobie, Lamie! Nie wiem, na ile to wynikało z twojej niemożności przetłumaczenia (tego, że po prostu nie wiedziałaś, jak przełożyć to na polski) nazw, a na ile z, ja wiem, roztargnienia/nieogarnięcia/złośliwości (wybierz prawdziwe Very Happy) czy czegoś innego, ale teraz tupnę jak dziecko nóżką i powiem, że tak nie można. I już. Żeby nie było, nie mam nic przeciwko używaniu angielskich "ksyw" i nazw - patrz: moja batalia o pisanie "Godric" zamiast Polkowskiego "Godryka", argh - ale jeśli już się decydujesz na to, nie tłumacz także "Zębuszki", "Zająca" czy "Piaskowego Ludka", tylko zostań przy "Tooth", "Bunnym/Bunnymundzie" i "Sandym" Razz. Albo tłumacz wszystko, nie oszczędzając "Frosta" (w polskim odpowiedniku bajki był "Jack Mróz"... tak, serio, zrobili mu to) czy Pooka (na nasze, irlandzki chochlik wg google). Optuję za pierwszą opcją, ale to już Twoja wola Wink. Jeden błąd (literówka) rzucił mi się w oczyska:

Cytat :
Nie po raz pierwszy zastanawiał się, czy elfy należące do Nord, nie były spokrewnione z europejskimi skrzatami, które robiły porządki dla ludzi, w zamian za jedzenie oraz schronienie (i bycie ignorowanymi).
Norda.

A poza tym chyba nie ma nic groźnego, choć wiadomo, nie ma tekstów bez błędów xD.


Tak czy inaczej, dziękuję Ci, Lampiro, za przetłumaczenie tego tekstu i wstawienie go tutaj, bym mogła go poczytać, zrelaksować się i skomentować :*

Pozdrawiam, życzę Wena!

Fantasmagoria.~

___________________________________




Powrót do góry Go down
http://imaginarium.forumyo.com
Adelcia
Analfabeta
Analfabeta
avatar

Female Wiek : 22
Liczba postów : 7
Rejestracja : 21/04/2016

PisanieTemat: Re: [RotG][T][M] Wiśniowe pocałunki [K.AB/JF]   Czw Kwi 21 2016, 17:57

Ja tylko dodam, że otwierając plik z tą miniaturą, nie dostałam tego ostrzeżenia i przez chwile mnie zatkało, a przypominam, ja nie miałam wyboru i musiałam to sprawdzić do końca xD
Stężenie fluffu we fluffie ogromne, ale w tym przypadku, chyba się inaczej nie dało Very Happy
Powrót do góry Go down
M.
Moderator
Moderator
avatar

Female Wiek : 22
Skąd : Poznań/Zielona Góra
Liczba postów : 126
Rejestracja : 18/08/2015

PisanieTemat: Re: [RotG][T][M] Wiśniowe pocałunki [K.AB/JF]   Pon Lip 25 2016, 17:37

W dalszym ciągu nie obejrzałam tej bajki. Czytanie tekstu w którym nie zna się postaci jest... trudne. Szczególnie gdy jedna postać jest określana trzema różnymi przydomkami.

Przeczytałam. Bardzo ciekawe. Mój mózg ustalił, że chyba chodzi o jakaś królikokształtną postać. Spojrzałam w google, żeby ustalić kim są postacie. ALE ŻE TAK Z KRÓLIKIEM? Chyba jednak shippuje Jacka z Elsą. Niemniej, tłumaczenie świetne, fabuła ciekawa i miło się to czytało, dopóki nie uświadomiłam sobie... że to tak z królikiem.

PS. Nie umiem zawiązać supełka Sad

___________________________________

I'm P A N D A
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: [RotG][T][M] Wiśniowe pocałunki [K.AB/JF]   

Powrót do góry Go down
 
[RotG][T][M] Wiśniowe pocałunki [K.AB/JF]
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Kliknij i przeciągnij
» Charlotte Allison
» Baśniowe Dodatki Marone

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
~.Imaginarium.~ :: FANFICTION :: Anime & Manga/Komiks & Serial/Film animowany :: Yaoi/Slash :: +12-
Skocz do: