IndeksRejestracjaSzukajFAQZaloguj

Share | 
 

 [TWD][D] Szwędacze [10/10]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Wirka.
Admin
Admin
avatar

Female Wiek : 27
Liczba postów : 864
Rejestracja : 21/12/2014

PisanieTemat: [TWD][D] Szwędacze [10/10]   Pon Lut 23 2015, 00:31

Fandom The Walking Dead
Autor Wirwanna
Beta brak
Pairing: brak
Gatunek: hm psychoangst?
Ostrzeżenia: lekko psychodeliczne?
N/A: po prostu szwędacze w oczach "innych" bohaterów





Zgniłe anioły



Słyszysz? Życie znów z ciebie szydzi, wyśmiewa wolę walki. Martwe dłonie uderzają w drzwi placówki. Błądzisz. Płaczesz. Kaleczysz stopy na odłamkach. Wreszcie pełzasz, ogołocony z godności.

Za tobą zastępy zgniłych aniołów, zawodzą, szurają nogami. Nigdy nie nazwałbyś ich aniołami, prawda? W niczym ich nie przypominają. Masz wrażenie, że śmierć unosi się nad tobą. Widzisz ją, gdy tylko zamykasz oczy. Ostatkiem sił wzywasz nieswojego Boga. Prosisz. Ale oni są zbyt blisko. Brak ci sił. Skręcasz kolejny kark. Gołymi dłońmi miażdżysz na wpół rozpadłą czaszkę.

Wszystko w co wierzyłeś topi się w krwi, tak jak biel twojego kitla.

Jest ich zbyt wielu.


Przebudzeni


Szuranie ich stóp jest jak cicha kołysanka. Jednostajne, monotonne. Czasem szelest urozmaica jakiś brzdęk, gdy wpadają na porzucone przez ludzi przedmioty. Często to właśnie ta cicha symfonia dźwięków go usypia. Są tak blisko, że inni ocaleli pewnie nazwaliby go wariatem. Jak mógł zasnąć, gdy piętro niżej obijały się o ściany dziesiątki przebudzonych? Wyśmiałby ich, gdyby miał odwagę.

Tak naprawdę, to oni byli głupcami. Wciąż nie rozumieli, że prawdziwym wrogiem są ci żywi. Często widział, jak ocaleli zbierają większe żniwo, niż ci, których tak bardzo się bali. To czyniło ich dużo gorszym ścierwem.

Bo oni mieli wybór. I wybrali, by zabijać.
-.-



Najpiękniejsze kukiełki




To był wielki wieczór, premiera nowego przedstawienia. Nałożył rękawiczki, sprawdził godzinę na zegarze, jak zwykle ignorując brak drugiej wskazówki. Wspiął się na górę sceny. Ustawił światła, ostatni raz poprawił sznury. Jego kukiełki niepokoiły się, szarpiąc linki i zawodząc. Ale on je rozumiał. Tak bardzo chciały występować!

Zaczął podnosić kurtynę, ale jakiś trzask przykuł jego uwagę. W panice zszedł na dół. Kobieta wciąż wisiała na linkach, odziana w różową suknię, z burzą loków skrywających zdartą skórę twarzy. Ale mężczyzna...jedno z jego ramion leżało na ziemi. Skrzepy krwi spływały na scenę.

Artysta opadł na kolana, załamany. Znów musi znaleźć nową kukiełkę.

-.-

Martwi łowcy



Tasak wbił się miękko w kość. Nie znosił oprawiania mięsa po uboju. Upuszczania krwi, skórowania, porcjowania. Wolał być w lesie. Szukać tropów w wyściółce, tropić zwierzynę, polować. Jeśli przy okazji udało mu się zabić kilku martwych łowców - dzień od razu stawał się bardziej znośny. Nienawidził ich. Ignorowali zasady sztuki łowieckiej. Szurali stopami, przedzierali się przez poszycie robiąc hałas. Nie zasługiwali na mięso.

Coś uderzyło go w ramię. Obrócił się gwałtownie unosząc tasak, ale to był tylko jego głupi brat.

- Miałeś wziąć najpierw tą czarną sukę!

Wzdrygnął ramionami, wracając do porcjowania nogi małego rudzielca.

Nazwijcie go rasistą, ale wolał białe mięso.

-.-


Zwierzaczek


Jego nowy zwierzak znów miotał się przed domem, szarpiąc łańcuch. Coś musiało go obudzić.

Mężczyzna wstał z fotela wzdychając głęboko. Powinien zacząć tresurę. Zastosował profilaktyczną głodówkę. Nie karmił nowego od tygodnia. Dość, by opadł z sił. Teraz nie był już tak silny i agresywny. Próby uwolnienia się następowały po sobie z coraz mniejszą częstotliwością.

Chwycił maczetę i wyszedł na podwórze. Zwierzaczek poorał pazurami ziemię wokół budy. Mężczyzna podszedł do nowego pupila, tak blisko, jak pozwalał na to łańcuch sięgający obroży. Dwie gnijące, śmierdzące łapy sięgnęły jego stóp. Wziął zamach i ściął czubki palców, mamrocząc pod nosem:

- Czas przyciąć pazury, zwierzaczku.

-.-

Zmartwychwstali



- Ujrzałem umarłych - wielkich i małych - stojących przed tronem, a otwarto księgi. I osądzono zmarłych z tego, co w księgach zapisano, według ich czynów.*

Wieleby zamknął ostrożnie księgę. Spojrzał na swoich wiernych. Garstka ocalałych; tak jak on zawierzyli Temu, który przybył sądzić umarłych. Akolita wsunął mu w dłoń krzyż, zaostrzony na końcu niczym kołek. Wielebny zbliżył się do trzymanej na uwięzi kobiety. Spojrzał w jej martwe oczy.

- Dusza tej kobiety odeszła na sąd. Czas uśpić jej ciało - przypomniał wiernym, wbijając krzyż głęboko w czaszkę zmartwychwstałej. Ciemna, cuchnąca krew spłynęła mu po dłoniach. - Radośni ci, którzy umarli, albowiem zmartwychwstali by dostąpić sądu.
-.-


*Za “Apokalipsą św. Jana”



Śmierdziele


Przeładował broń, wycelował, nacisnął spust. Łuska spadła na beton. Trzysta pięćdziesiąt dwa.

Ulica wydawała się pusta, ale wiedział, że w okolicy szweda się wiele śmierdzieli. Wyczuwał ich odór z daleka. Musieli usłyszeć wystrzały. Przyjdą. Miał jeszcze wiele naboi, a obiecał, że wyrżnie ich wszystkich.

Otarł czoło chustą, praktycznie rozmazując pot na włosach. To zabawne, że śmierdzi jak oni - starą krwią i rozkładającym się ciałem.

Ruch przy końcu ulicy. Za szybko na padlinę. Facet rozglądał się, ale nie widział snajpera na dachu. Jeszcze żywy śmierdziel. Te były ostatnio rzadkością.

Przeładował broń, wycelował, nacisnął spust. Łuska spadła na beton. Trzysta pięćdziesiąt trzy.
-.-


Rybki


Smród robi się bardziej intensywny i nieprzyjemny. Powinien wymienić wodę. Może w końcu spadnie deszcz i nieco go wyręczy? Czy za wiele oczekiwał? Odrobinę sprzyjających warunków!

Żarcie miota się raz po raz w wielkim foliowym worku. Dusi się bez wystarczającej ilości powietrza. Przesuwa je bliżej krawędzi basenu. Nic nie mąci tafli wody. Rybki śpią na dnie, ale zaraz się obudzą. Krzyki kobiety przypominają zawodzenie jakiejś zjawy. Mętna woda zaczyna powoli wirować. Są głodne. Wyciągają ramiona ku górze, nie mogąc wyjść poza akwarium. Mężczyzna zrzuca worek do basenu, a brudna woda ochlapuje mu nogi.

Kiedy się najedzą, będzie miał nową rybkę.
-.-

Sztywniaki

Lubił swoją pracę, Zawsze czuł, że taniec jest jego powołaniem. Ale w ostatnich miesiącach ta pasja nieco osłabła. Gdyby tylko trafił mu się jakiś zdolny uczeń, gotowy do wszelkich poświęceń, nastawiony na sukces!

Nie miał już nawet nadziei. Musiał pracować z tym co miał - z zupełnymi sztywniakami.

Podszedł do gramofonu i przesunął igłę. Wolna, piękna wiedeńskiego walca melodia wypełniła salę. Aż chciało się przy niej wirować! Ze smutnym westchnieniem odwrócił się do tancerki. Bezzębna kobieta szczerzyła poranioną szczękę w parodii uśmiechu. Sztywno wyciągała przed siebie ręce, w absolutnie nieprawidłowej pozycji.

- Nie! Nie tak! - krzyknął, chwytając lekko jej ramiona. - Najpierw rama!
-.-


Uzależnieni

Stojąc przed lustrem spryskała twarz wodą. Nie wyglądała wiele lepiej od swoich pacjentów. Otarła dłonie o smętne resztki fartucha. Wróciła na salę. Minęła okryte całunem, nieruchome ciało cuchnące rozkładem. Nie zdołała pomóc, ale czekało na nią wielu innych. Otworzyła izolatkę. Chory szarpał się, przypięty pasami do szpitalnego łóżka.

- Panie... dwieście sześć - przywitała go, zerkając na kartę pacjenta. - To dwudziesta doba na odwyku. Jakieś postępy?

Przysunęła się bliżej, przykładając dłoń do szarej, lodowatej skóry na czole chorego. Ożywił się nieco, wietrząc krew, łapiąc zębami powietrze. Kobieta cofnęła się i posłała mu smutny uśmiech.

- Proszę nie tracić nadziei! Każde uzależnienie można wyleczyć.
-.-

___________________________________



Ostatnio zmieniony przez Wirka. dnia Sob Kwi 30 2016, 13:36, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Kypnotic
Skryba
Skryba
avatar

Male Wiek : 33
Skąd : Poznań
Liczba postów : 15
Rejestracja : 01/04/2016

PisanieTemat: Re: [TWD][D] Szwędacze [10/10]   Nie Kwi 03 2016, 13:56

Zombi są to mi się już podoba Razz

A na poważnie. Bardzo dobre teksty. Razem tworzą świetny klimat.

Moim zdaniem w wszelkiej maści twórczości o zombiapokalipsie nie chodzi nawet o samą tematykę walki z zarażonymi, ale oto co dzieje się z tymi, którzy przetrwali. I zadawanie sobie odwiecznego pytania co ja zrobiłbym, gdybym znalazł się w tak skrajnych dla psychiki warunkach.

Wracają do samego tekstu jest naprawdę klimatyczny. Przeskakujemy między różnymi ocalałymi. Widzimy ich w krótkich scenkach wyrwanych z ich życia, a jesteśmy na podstawie tych paru linijek powiedzieć coś więcej na temat bohaterów, ich życia, celów lub jak wpłyneła na nich taka forma apokalipsy.

Druga kwestia. Praca jest tak dobra, że nawiązanie do TWD jest zbędne. Te krótkie teksty mogą być osadzone w świecie po zombiapokalipsie. Obronią się same bez pomocy odniesienia do twórczości Roberta Kirkmana (tej serialowej, bądź komiksowej).

___________________________________

"Nie ma nic złego w tym, by oczekiwać najlepszego, o ile jesteś przygotowany na najgorsze."
Stephen King
Powrót do góry Go down
 
[TWD][D] Szwędacze [10/10]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
~.Imaginarium.~ :: FANFICTION :: Serial & Film & Adaptacje :: Ogólne :: +12-
Skocz do: