IndeksRejestracjaSzukajFAQZaloguj

Share | 
 

 [Sherlock BBC] [M] Kompetencja

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Wirka.
Admin
Admin
avatar

Female Wiek : 27
Liczba postów : 851
Rejestracja : 21/12/2014

PisanieTemat: [Sherlock BBC] [M] Kompetencja    Pon Lut 02 2015, 22:32

Fandom: Sherlock BBC
Autor Wirwanna 
Beta/bety: brak
Pairing: pre [JM/SH] 
Gatunek: AU szkolne (Fanta twierdzi, że obyczajówka, bo Fia jej tak powiedziała xd)
Ostrzeżenia: bardzo lekko preslash, pre [JM/SH] 
N/A*: wsparcie wenowe i czasem techniczne: Fantasmagoria.~ 

Tekst jest powiązany z Fascynacją Fan, dlatego po lekturze tego, zachęcam do zapoznania się z kolejnym. Kto wie, może zrobimy kiedyś z tego jakąś serię? Smile 



Kompetencja



Szedł przez wysoko sklepioną salę, przyglądając się podejrzliwie lewitującym w powietrzu świecom (zepewne magnetyczność) i widocznym przez typowo gotyckie sklepienie burzowym chmurom (ogromna i nieuzasadniona ilość szkła). Styl architektoniczny tej sali tak bardzo kłócił się z zewnętrzną bryłą, która stanowiła podstawę całego zamku, że robiło mu się niedobrze, kiedy to sobie wyobraził. Ktoś prawdopodobnie wielokrotnie rozbudowywał mury i sądząc po efektach - za każdym razem był to inny amator. Tu miał spędzić kolejne dziesięć miesięcy? Wśród tych, och jakże okrutnie nierównych wież, wyglądających jak doklejone każda z innego budynku? Jak Mycroft wytrzymał tu tyle lat? 

Starał się ignorować jasnowłosą dziewczynkę depczącegą go raz po raz po pięcie, jak i chłopca, który idąc przed nim, wciąż się potykał. Czy teraz już nawet prawidłowego chodu tak ciężko się było nauczyć? Podniecone szepty, a niekiedy nawet westchnienia zachwytu jedenastolatków świadczyły o ich niedojrzałości w żenujący sposób. To była szkoła, nie wesołe miasteczko czy inny przybytek rozrywki dla mniej rozgarniętych osobników. Czym się tu tak zachwycać? Słyszał, jak mamroczą o przydziale, narzekają na swój wygląda, nagle odkrywają, że ludzie na nich PATRZĄ… Nie miał z nimi nic wspólnego, może poza strojem. 

Poprawił swoją czarną szatę, która była jedyną niegodzącą w jego poczucie estetyki rzeczą w zasięgu wzroku. Wolałby jak najszybciej wrócić do posiadłości i kontynuować prywatne lekcje. Nie rozumiał, dlaczego rodzice tak naciskali go na przyjazd do tej placówki. Spodziewał się, że będzie tu cierpiał umysłowe katusze. Nikt go jednak nie przygotował na to, co leżało na wysokim stołku tuż przed nim i tą grupą niedorozwiniętych idiotów, którzy na nieszczęście byli jego rówieśnikami. Leżał tam kapelusz, istna hiperbola brzydoty i zniszczenia. Wszyscy obecni na sali uciszyli się niemal natychmiast. Musili zostać przygotowani na to wydarzenie. Sherlock dostrzegł, że wszyscy wpatrują się w sponiewieraną czapkę - więc zrobił to samo. Niepomna śmiercionośnego spojrzenia którym ją obdarzył, czarodziejska tiara rozwarła swe połacie z dźwiękiem rozdzieranej szmaty i - sięgając zenitu absurdu - zaczęła śpiewać. 


Może nie jestem śliczna, 
Może i łach ze mnie stary, 
Lecz choćbyś świat przeszukał, 
Tak mądrej nie znajdziesz tiary. 

Możecie mieć meloniki, 
Możecie nosić panamy, 
Lecz jam jest Tiara Losu, 
Co jeszcze nie jest zbadany. 

Czy tylko on prychnął głośno na tą litanię? Taka pruderyjność u starego kapelusza! Nie znosił fałszywej skromności, była jeszcze gorsza, niż przerośnięte ego. A znał to drugie doskonale, jego brat był niechlubnym przykładem. 

Choćbyś swą głowę schował 
Pod pachę albo w piasek, 
I tak poznam kim jesteś, 
Bo dla mnie nie ma masek. 

A teraz to niemalże deifikacja. Coraz lepiej. Czyżby mieli się zaraz dowiedzieć, że ta nienaturalnie ożywiona czapka decyduje o losach świata? Zastanawiał sie, jak oni to zrobili. Czapką mógł poruszać jakiś mechanizm, głos z pewnością został wcześniej nagrany… Nie zdziwiłby się, gdyby to sam Mycroft wymyślił tą samochwalną pieśń kapelusza. 

Śmiało, dzielna młodzieży, 
Na głowy mnie wkładajcie, 
A ja wam zaraz powiem, 
Gdzie odtąd zamieszkacie. 

Tak, jego los spoczywał w rękach kapelusza. To był najdziwniejszy podstęp Mycrofta dotyczący Sherlocka, jak do tej pory. A było tego sporo. Młodszy z braci miał doskonałą pamięć, nie zapomniał żadnego żartu czy próby kompromitacji. Jeśli Mycroft oczekiwał, że on, Sherlock Holmes, zbłaźni się dając wiarę w istnienie magii… to najwyraźniej stracił resztki tych niewystarczających ilości rozumu, jakie dotąd posiadał. 

Może w Gryffindorze, 
Gdzie kwitnie męstwa cnota, 
Gdzie króluje odwaga 
I do wyczynów ochota. 

Banda napaleńców rzucająca się na każde zagrożenie z krzykiem na ustach niczym barbarzyńcy. Zero odpowiedzialności i oceny kosztów przedsięwzięcia. Zapewne również skłonności do samopoświęcenia i głoszenia własnej martyrologii wszem i wobec. Męczennicy z przydziału, a może nawet z wyboru, sądzą po tych, którzy szeptali, że muszą się dostać do Gryffindoru. To właśnie tacy ludzie ginęli na wojnach w pierwszych szeregach. 

A może w Hufflepuffie, 
Gdzie sami prawi mieszkają, 
Gdzie wierni i sprawiedliwi 
Hogwarta szkoły są chwałą. 

Wierność cnotą? Wierność, która jest oznaką absolutnej porażki w życiu uczuciowym, zupełnie jak stabilizacja oznaczająca klęskę intelektu? Nawet stałość poglądów nie była wskazana, wszak nikt nie mógł pojąć wiedzy kompletnej. Stałość była całkowitym zaprzeczeniem rozwoju. A brak rozwoju, dla Sherlocka, zdawał się stanem równym śmierci umysłowej… przerażające! 

A może w Ravenclawie 
Zamieszkać wam wypadnie 
Tam płonie lampa wiedzy, 
Tam mędrcem będziesz snadnie. 

Tu zaśmiał się otwarcie, nie bacząc na potępiające spojrzenie. Mycroft mędrcem? Chyba nie w tym wszechświecie. Jak ktoś mógł dopuścić do odtworzenia takich bzdur, przecież te słowa wyraźnie wskazywały, że uczniowie innych domów to kretyni. Nie żeby miał co do tego jakiekolwiek wąpliwości, ale jeśli chodziło o kadrę nauczycielską… było to co najmniej nieprofesjonalne. Ale też trudno wymagać kompetencji od grupy aktorów. Hologram na peronie, mechanizm tiary, przekupienie sporej liczby uczniów, by rozmawiali przy nim o magii - Mycroft musiał zmarnować sporą część swojego funduszu powierniczego. 

A jeśli chcecie zdobyć 
Druhów gotowych na wiele, 
To czeka was Slytherin, 
Gdzie cenią sobie fortele. 

Cóż za niedopowiedzenie. Nie znosił przedstawiania cech negatywnych w dobrym świetle. Nazywajmy rzeczy po imieniu! Ktoś kto ułożył tępieśń musiał cierpieć na jakąś formę rozdwojenia jaźni. Kompletna, niepedagogiczna bzdura. Jaki to miało niby cel? Zamknąć najbardziej podejrzane umysły w jednym miejscu? A więc i geniuszy, artystyczne dusze zapewne również? Wszak właśnie takie indywidua miały zazwyczaj najbardziej niebezpieczne myśli, nawet jeśli były dość inteligentne, by się z nimi chować. 
Sherlock słyszał w pociągu, jak inne dzieci rozprawiają o domu węża ze strachem lub wręcz odrazą. Starsi uczniowie zgodnie twierdzili, że to właśnie tam wychowywały się osobistości magicznego świata przestępczego, cokolwiek mieli na myśli. I nikt nigdy nie wpadł na to, że sami są sobie winni, wrzucając ich razem do jednego domu? Jak to nie było dowodem na oszustwo Mycrofta, to cóż bardziej oczywistego mógł znaleźć? 

Więc bez lęku, do dzieła! 
Na głowy mnie wkładajcie, 
Jam jest Myśląca Tiara, 
Los wam wyznaczę na starcie! 

Teraz miał już pewność. To MUSIAŁ być jakiś zakrojony na szeroką skalę żart Mycrofta. Kto normalny mógłby oczekiwać, że usiądzie na stołek, nałoży na głowę rozpadającą się tiarę posiadającą imitację sztucznej inteligencji i pozwoli jej zdecydować o swoim przydziale? Jak kapelusz miał lepiej określić jego profil charakterologiczny i stopień inteligencji lepiej niż on sam? Absurd. 

Ubrana w zdjętą z okna, utrapowaną, zieloną kotarę kobieta wyjęła zwój papieru. Sherlock doceniał fakt, iż nawet w tak uwłaczającym odzieniu potrafiła zachować klasę. Wydawała się jedyną inteligentną istotą w zasięgu wzroku. Poza nim, oczywiście. Kobieta odczytała pierwsze nazwisko. Nie zaskoczyło go to, ale nadal pozostawał zdegustowany dziecinnym entuzjazmem widocznym na twarzy rudowłosej jedenastolatki. Prawie się przewróciła wchodząc na podwyższenie, a gdy Tiara ogłosiła swój wyrok, pobiegła do jednego ze stołów. Sherlock przypomniał sobi ten okropny czas jaki spędził w jednym z elitarnych przedszkoli, dwa okropnie nudne i pełne przypominająych zwierzęta dzieci dni. Zadrżał na to wspomnienie. 

Ośmioro dzieciaków zostało przydzielonych, a każde z równą radością biegło do jednego z czterech stołów, gdzie witano je oklaskami. Jak powracającego z olimpiady zwycięzcę. Kiedy wyczytano JEGO nazwisko, Sherlock zachował kamienną twarz, usiadł na wskazanym stołku, całym sobą wyrażając pogardę dla tej procedury. 

- Och, co za otwarty umysł! Nie widziałam takiego potencjału od czasu... no tak, twojego brata - zaśpiewała Tiara w jego myślach. Co było skandaliczne. Jakim prawem pchała się do jego Pałacu?! I gdzie miałą wbudowane jakieś sensory, nie dostrzegł kabli… 

- Genialny, w istocie. - Sherlock mógłby przysiąc, że kapelusz chichotał. - To będzie trudny wybór... Widzę w tobie odwagę, działasz szybko, bez zawahania. Byłbyś dobrym Gryfonem... 

- Bo nie marnuje całego dnia na czcze rozmyślania, jak większość współczesnych nastolatków? Tak, absolutnie determinująca moją osobowość cecha - mruknął cicho. Idiotyzm. Mycroft miał ubaw, przygotowując te teksty specjalnie dla niego. Nie wiedział, co było gorsze. Myśl, że Mycroft zakładał, iż Sherlock mógby w to uwierzyć czy nikłe prawdopodobieństwo, że brat sam pozostawał pod wpływem magicznego oszustwa. Chociaż po namyśle, niemógłby być spokrewniony z aż takim ignorantem! 

- Aaaa, buntownik się trafił! Jaki przytomny umysł. Możesz stać się kimś wielkim, to pewne, tyle naturalnego sprytu. Może najlepiej poczujesz się w Slytherinie - oznajmiła Tiara, wciąż dziwnym, mentalnym głosem przenikającym zapewnie bezpośrednio przez błędnik… jak oni to robili! Był sfrustrowany. Wmawiano mu, że magia istnieje, upierano się przy tej farsie tak długo, iż tracił już cierpliwość. 

- Cóż za dedukcja! I co miałbym tam robić? - szydził Sherlock, teraz już zupełnie głośno. - Knuć ponure i niecne plany z innymi, jakże sprytnymi dzieciakami? Skończmy z tym szaleństwem, cały ten domowy projekt jest pozbawiony sensu. Czy ktokolwiek z was wziął pod uwagę, że profilując dzieci i umieszczając je w otoczeniu pozornie podobnych charakterologicznie osobników, hamujecie ich rozwój intelektualny? Czy to nie kompletny idiotyzm, ograniczać w ten sposób młode umysły? 

- Panie Holmes! - próbowała go uciszyć czarownica, ale Sherlock ciągnął dalej, zdecydowawszy wreszcie zdemaskować to przedstawienie.

- Ten system jest archaiczny! Jasne, umieśćmy razem najsłabszych psychicznie, niech siedzą razem, dziergają na drutach i płodzą kolejne pokolenie niedostosowanych życiowo ofiar. Zamknijmy razem nadpobudliwych krzykaczy, wbijmy im do głów, że są wzorem i głosicielami właściwej ideologii. Obciążmy ich odpowiedzialnością, niech walczą do końca życia z wygórowanymi oczekiwaniami. Wrzućmy do jednego kotła dzieciaki po przejściach, nie warto im pomagać, nie... oficjalnie wspierajmy ich niebezpieczne skłonności do popadania w nałogi, obarczmy ich opinią ludzi dziedzicznie przesiąkniętych złem... 

- RAWENCLAW!!!!!!!!!!! - ryknęła Tiara, przerywając ten wywód zanim Sherlock zdążył wyrazić swoje zdanie na temat ostatniego z domów. 

Ten, oburzony że mu przerwano, zerwał Tiarę z głowy i z obrażoną miną odmaszerował, siadając tak daleko od brata, jak tylko to było możliwe. Oczywiście, że musiał trafić do tego samego domu co Mycroft. W końcu wszystko zostało dokładnie zaplanowane, prawda? Brat chciał być blisko, by nadal podejmować nieudolne próby kontroli nad jego życiem. Tak bardzo pragnął udownodnić, że jest od niego mądrzejszy, że w jakiś sposób przekonał rodziców do zgody na tę operację. Sherlock dopilnuje, by cierpiał. 

Przestał słuchać szepczących idiotów siedzących obok niego, jak i wyczytującej nazwiska nauczycielki. To jednak był najgorszy dowcip Mycrofta, jak i ich rodziców, a jakże. Wysłać go do takiej szkoły, ze wszystkich miejsc?! Musiał przyznać, że tego się jednak nie spodziewał, takiej akcji mającej na celu ogłupienie go, zabicie jego genialnego, nanalitycznego mózgu ciągłym wspominaniem o magii. Jedynym rozwiązaniem będzie opanowanie niezbędnego materiału w rok i uwolnienie się od tej zgrai machających patykami przebierańców. Nie miał wątpliwości, że to będzie istna mordęga, droga przez piekło, nie do... 

Jego spojrzenie padło na chłopca, który właśnie siedział na stołku. Poczuł, jakby przeszył go impuls elektryczny, co poczęści było prawdą, wszak tak właśnie mózg wywoływał reakcję jego ciała. A tą było przyspieszenie bicia serca i całkowite znieruchomienie. Jego zmysły wyczuliły się, skupiając na tej jednej osobie. Ciemne oczy zdawały się niemal czarne i wpatrywały się w Sherlocka. Pełne inteligencji i takie... żywe. Ten dzieciak był inny niż wszystkie. W jakiś sposób wystarczyło mu to spojrzenie, by o tym wiedzieć. Z samej postawy i mimiki wyczytał więcej, niż mógł dostrzec na wszystkich zlewających się w jedną czałość twarzach pozostałych nastolatków. 

Chłopak wbijał w niego wzrok, jakby chciał przewiercić Sherlocka na wylot. Wyglądał nienagannie, w idealnie prostej szacie i lekko ulizanych, zaczesanych włosach. Z pewnością pochodził z rodziny arystokratycznej, to nie podlegało wątpliwości. Sposób w jaki unosił głowę, nie pysznie, a po prostu z poczuciem własnej wartości. Nie był typem chłopca, który biegłby radośnie do stołka, lub rozglądałby się po sali. Nie zaszczycił spojrzeniem kapelusza, gdy kobieta uniosła go do góry. Sherlock żałował, że nie dosłyszał jego imienia. Ale nic straconego, z pewnością szybko je odkryje. Właściwie, miał zamiar dowiedzieć się o wiele więcej. Chciał znać każdą tajemnicę kryjącą się za tymi ciemnymi oczami, poznać procesy zachodzące w jego mózgu, ocenić intelekt i ambicje. 

- Slytherin! - oznajmiła Tiara, gdy tylko kapelusz znalazł się nad głową wpatrzonego w niego bruneta. 

Może jednak nie będzie aż tak nudno...
-.-

___________________________________

Powrót do góry Go down
Tony.
Laureat Miesiąca
Laureat Miesiąca
avatar

Female Wiek : 21
Skąd : Poznań
Liczba postów : 164
Rejestracja : 19/04/2016

PisanieTemat: Re: [Sherlock BBC] [M] Kompetencja    Wto Sty 10 2017, 12:58

Jakkolwiek to zabrzmi.... o! Sheriarty! <3 Powiedzmy, że po ostatnich przeżyciach otworzyłam się na nieoczywiste i stwierdziłam, że to może mieć sens. I być całkiem fajne. No i tu - zdecydowanie go ma i będzie fajne. Bo mam na tyle bujną wyobraźnię, że skoro mam już otwartą furtkę, to zdecydowanie potrafię sobie wyobrazić, że Moriarty będzie dla Sherlocka takim Draco dla Pottera - będą się sobie przyglądać, będą krzyki, zaklęcia, burze, a w końcu dostrzegą, że byli dla siebie stworzeni bo przecież nie może być inaczej, niż oni - razem - szczęśliwi. Very Happy

No i podoba mi się Sherlock-niedowiarek, cały czas oskarżający Mycrofta o intrygę. Tak, to brzmi prawdopodobnie. Tylko, że przecież on też musiał jakiejś magii doświadczyć wcześniej... a jeśli nie, to tak czy siak - pewnego dnia doświadczy, bo w końcu jest czarodziejem, czy mu się to podoba, czy nie. To dopiero będzie dla niego rozkmina życia. xD

Pozdrawiam i niech Wen zawsze Ci sprzyja,
Tony.

___________________________________

Sometimes you gotta run before you can walk
Powrót do góry Go down
 
[Sherlock BBC] [M] Kompetencja
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
~.Imaginarium.~ :: FANFICTION :: Serial & Film & Adaptacje :: Ogólne :: +12-
Skocz do: