IndeksRejestracjaSzukajFAQZaloguj

Share | 
 

 [Sherlock BBC] [NZ] Zamek pośród chmur [3/6]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
myk-myk
Stenograf
Stenograf
avatar

Female Wiek : 26
Liczba postów : 67
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: [Sherlock BBC] [NZ] Zamek pośród chmur [3/6]   Sob Sty 31 2015, 15:48

Fandom: Sherlock BBC
Autor: myk-myk
Beta: nope
Pairingi: póki co żaden
Ostrzeżenia: kidlock, troszkę angst, śmierć pobocznej postaci


Zamek pośród chmur


PROLOG

- Mówiłem ci przecież, żebyś nie przyjeżdżała. - Głos ojca był cichy, ale stanowczy. Tym samym tonem zwracał się do Sherlocka, kiedy strofował go za jakieś przewinienie.
- Mówiłeś wiele rzeczy, a każda z nich mijała się z prawdą.
- Zarzucasz mi kłamstwo?
- Kłamstwo i głupotę. Sama nie wiem, co jest gorsze.
- Jeśli sądzisz, że pozwolę się obrażać we własnym domu…
- To również dom mojej córki, nie zapominaj o tym.
- Twoja córka nie żyje. – Po tych słowach nastała cisza. Sherlock oparł czoło o zimną ścianę i kilkukrotnie szybko zamrugał oczami, żeby powstrzymać napływające do nich łzy. Bolało go to, że ojciec mówił o tym w tak beznamiętny sposób. Jakby nic się nie stało.
- Ale jej dzieci żyją – odpowiedziała w końcu kobieta. Sherlock przez lekko uchylone drzwi widział, jak stała przed jego ojcem, dumnie wyprostowana, ubrana w idealnie skrojoną czarną garsonkę, a jej oprószone siwizną włosy spięte były w ciasny krok. Ojciec, pomimo później godziny, wciąż miał na sobie garnitur. Chłopiec doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie powinien stać pod drzwiami do salonu i podsłuchiwać. Wiedział jednak również, że jeżeli sam nie usłyszy tej rozmowy, to nikt mu o niej nawet nie wspomni. Przeczuwał, że chodzi o coś bardzo ważnego, skoro jego babcia zjawiła się w ich posiadłości w środku nocy i od progu zaczęła kłócić się z ojcem.
- Oczywiście, że żyją! I zapewniam cię, że mają się dobrze.
- Według ciebie mają się dobrze.
- Ty oczywiście masz inne zdanie w tym temacie, prawda? Jak zawsze zresztą.
- Posłuchaj mnie, Siger. Nie przyjechałam, żeby się z tobą kłócić. Rozumiem, że nie chcesz mnie tutaj, ale nie jestem tu dla ciebie, tylko dla chłopców.
- Którzy wcale nie potrzebują twojej obecności. – W salonie znowu nastała cisza, którą po chwili przerwał odgłos obcasów stukających o podłogę. Przez chwilę Sherlock obawiał się, że babcia podejdzie do drzwi i je zamknie albo, co gorsza, odkryje jego obecność. Tak się jednak nie stało. Chłopiec zauważył, że kobieta podeszła do okna. Ojciec cały czas czujnie ją obserwował, jakby przygotowywał się do ataku. Który nastąpił z jej kolejnymi słowami.
- Kiedy ostatni raz rozmawiałeś z Sherlockiem?
- Nie rozumiem, dlaczego powinno cię to interesować.
- Kiedy ostatni raz rozmawiałeś z Sherlockiem? – powtórzyła. Ojciec westchnął poirytowany, aż w końcu odpowiedział.
- Dzisiaj, przy kolacji.
- Och, doprawdy? A o czym rozmawialiście?
- Czy to jakieś przesłuchanie?
- Nie, po prostu ciekawość.
- Poprosiłem go, żeby przestał nocami grać na skrzypcach.
- I to wszystko? Uważasz, że można to nazwać rozmową?
- Może darujmy sobie te gierki i powiesz mi po prostu, do czego zmierzasz?
- A o czym rozmawiałeś z Mycroftem? – zapytała, całkowicie ignorując to, co powiedział ojciec. Musiała wciąż stać odwrócona do niego tyłem, bo Sherlock nie słyszał, aby się poruszała.
- To się naprawdę robi niedorzeczne – odpowiedział ojciec.
- Myślę, że o polityce. On bardzo lubi ten temat, prawda? – kontynuowała babcia, wciąż nie zwracając uwagi na ojca.
- Możesz mi w końcu wyjaśnić, o co ci właściwie chodzi? Zjawiasz się tutaj w środku nocy, mimo mojego stanowczego sprzeciwu, obrażasz mnie i przesłuchujesz, jakbym był jakimś przestępcą. Więc albo powiesz mi, czego chcesz, albo wynoś się stąd! – Ostatnie zdanie zostało przez niego niemal wykrzyczane. Sherlock był bardzo zdziwiony, ponieważ nigdy wcześniej w swoim jedenastoletnim życiu nie słyszał, aby ojciec krzyczał.
- Chodzi mi o dzieci, Siger. Tylko i wyłącznie o dzieci. – Sherlock usłyszał stukanie obcasów, więc babcia musiała odejść od okna.
- Nie mów tak na nich, są prawie dorośli. – Na te słowa kobieta prychnęła tylko i zamruczała coś pod nosem, Sherlock jednak nie zrozumiał ani jednego słowa.
- Dobrze, miejmy to już za sobą. Wiesz, że nigdy cię nie lubiłam. Zawsze uważałam, że Viviann zasługiwała na kogoś lepszego niż ty. Ona jednak była uparta i twierdziła, że jest z tobą szczęśliwa. Osobiście uważam, że była szczęśliwa dzięki dzieciom a nie tobie, ale dywagacje na ten temat zostawmy na inną okazję. Nie oszukujmy się, Siger, nigdy nie byłeś i nie będziesz dobrym ojcem. Nie potrafiłeś sprostać tej roli, kiedy Viviann żyła, więc tym bardziej nie poradzisz sobie z tym teraz. Chłopcy potrzebują teraz kogoś, kto o nich zatroszczy. A na pewno nie zrobi to ich ojciec, który nie potrafi wykrzesać z siebie nawet odrobiny uczuć.

Sherlock wstrzymał oddech. Domyślał się, do czego zmierza ta rozmowa, ale wiedział, że ojciec nigdy się na to nie zgodzi. Nie odda ich pod opiekę babci, chociażby dlatego, żeby zrobić jej na złość i pokazać, że to on ma władzę.

- Poza tym nigdy nie ukrywałeś swojej niechęci do Sherlocka – kontynuowała kobieta. – W tych kilku nielicznych momentach, w których poczułeś przypływ ojcowskich uczuć, zawsze faworyzowałeś Mycrofta. Nigdy nie umiałeś poradzić sobie z tym, że Sherlock nie jest taki, jak jego starszy brat. Nie pozwolę na to, żebyś swoją chłodną obojętnością skrzywdził chłopców. Dlatego zabieram ich do siebie, czy to ci się podoba czy nie. To najrozsądniejsze rozwiązanie.
- Musisz być szalona, skoro myślisz, że pozwolę im pojechać z tobą. To bardzo ważne lato dla Mycrofta, we wrześniu zacznie przygotowania do egzaminów. Potrzebuje teraz ciszy, spokoju i…
- Mycroft potrzebuje normalności! Obaj tego potrzebują! Ty im tego nie dasz. Wkładasz im do głowy bzdury o tym, że troszczenie się o innych nie jest zaletą, wzbudzasz między nimi chorą rywalizację o twoją uwagę, odzywasz się do nich tylko po to, by wydać polecenia albo wyrazić swoje niezadowolenie! Proszę cię, jeżeli nie chcesz tego zrobić dla mnie, czy dla chłopców, zrób to dla Viviann. Przecież wiesz, że ona chciałaby, żeby jej dzieci były szczęśliwe. A ty im tego szczęścia nie zapewnisz, oboje o tym wiemy. Przemyśl to. Oszczędźmy sobie i dzieciom tego całego cyrku z sądem.

Sherlock był przekonany, że ojciec powie teraz coś okrutnego, a może nawet wyrzuci babcię za drzwi, dlatego tak bardzo zaskoczyły go słowa mężczyzny.
- Porozmawiamy o tym jutro. Myślę, że to najwyższa pora, żebyśmy się pożegnali i życzyli sobie dobrej nocy. – Chłopiec nie czekał nawet na odpowiedź babci, tylko natychmiast ruszył w stronę schodów, aby nie zostać złapanym przez dorosłych na podsłuchiwaniu. Kiedy znalazł się już w swoim pokoju, bezwładnie opadł na łóżko i zaczął analizować w głowie przebieg rozmowy. Przerwał mu dźwięk otwieranych drzwi, a gdy uniósł głowę, zobaczył, że w progu stał Mycroft.
- Idź sobie, przeszkadzasz mi.
- Nie grałeś dzisiaj na skrzypcach – odpowiedział Mycroft, ignorując niemiłe powitanie Sherlocka.
- Ojciec sobie tego nie życzył.
- A od kiedy obchodzi cię to, czego ojciec sobie życzy? Myślę, że to idealna noc na Czajkowskiego, nie sądzisz? – Po tych słowach starszy z chłopców zniknął za drzwiami. Sherlock przez chwilę myślał o tym, co powiedział mu brat. Następnie podniósł się z łóżka i wyjął skrzypce z futerału. I chociaż nie chciał, to musiał zgodzić się z Mycroftem – to była idealna noc na Czajkowskiego.

___________________________________

No, we didn't date.
Technically he wasn't an ex-boyfriend.
But he was an ex-something, an ex-maybe.
An ex-almost.


Ostatnio zmieniony przez myk-myk dnia Wto Mar 17 2015, 11:11, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
http://www.myk-myk-myk.tumblr.com
Croyance
Skryba
Skryba
avatar

Female Wiek : 21
Liczba postów : 90
Rejestracja : 22/01/2015

PisanieTemat: Re: [Sherlock BBC] [NZ] Zamek pośród chmur [3/6]   Sob Sty 31 2015, 16:15

Klepię Smile

___________________________________

Sherlock „I'm not a hero, I'm a high-functioning sociopath. „
Supernatural"Co cię nie zabije, to cię wzmocni. A nawet jeśli zabije, to i tak nie zabije."

Powrót do góry Go down
http://niger-stories.blogspot.com/
myk-myk
Stenograf
Stenograf
avatar

Female Wiek : 26
Liczba postów : 67
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: Re: [Sherlock BBC] [NZ] Zamek pośród chmur [3/6]   Czw Lut 26 2015, 00:43

Rozdział I





Sherlock siedział przy stoliku w kawiarni i obojętnym wzrokiem przyglądał się swoim lodom, co jakiś czas od niechcenia mieszając w nich łyżeczką. Mycroft, siedzący po jego lewej stronie, kończył właśnie jeść swoją ogromną porcję ciasta, a ojciec miał przed sobą jedynie kawę. Chłopiec stwierdził, że całe to rodzinne wyjście to jakiś absurd. Był przekonany, że jest to jedynie kiepsko odegrane przedstawienie przed babcią. Jakby ojciec chciał jej przez to pokazać, jak bardzo będzie cierpiał, kiedy jutro Sherlock i Mycroft raz na zawsze opuszczą Southend-on-Sea i wyjadą w do Kingston upon Thames, gdzie babcia przeniosła się kilka miesięcy temu z Londynu.
- Nie baw się swoim deserem, Sherlocku. – Z zamyślenia wyrwał go głos ojca.
- Nie mam na niego ochoty. Mogę pójść na molo? – Ojciec przez chwilę wyglądał, jakby miał się nie zgodzić, ale w końcu pokiwał głową.
- Za pół godziny spotkamy się przy samochodzie, nie spóźnij się. – Sherlock nic nie odpowiedział, jedynie podniósł się pospiesznie z krzesła i nie zaszczycając Mycrofta nawet krótkim spojrzeniem, wyszedł z kawiarni. Po chwili znajdował się już na molo.

Nie zwracał uwagi na radosne krzyki dobiegające z Adventure Island, hałas kolejki, która przejechała niedaleko niego, na innych spacerujących ludzi. Stanął przy barierce i spojrzał w morze. Przypomniał sobie o tych wszystkich razach, kiedy na takie wycieczki zabierała ich mama i poczuł się jednocześnie zły i smutny. Bo nie chciał, by ostatnie wspomnienie z tego miejsca wiązało się z ojcem i jego idiotycznym pomysłem o zacieśnianiu rodzinnych więzów na do widzenia. Bo molo, morze i lody w kawiarni należały do niego i mamy, i nawet Mycrofta, chociaż Sherlock wolał spacerować jedynie z mamą, która opowiadała mu o piratach, syrenach i swojej miłości do morza. Czasami, jeżdżąc kolejką, wspólnie dedukowali innych ludzi i śmiali się, nie zwracając uwagi na resztę pasażerów. Chłopiec był przekonany, że już nigdy nie będzie się tak śmiał, bo tylko mama potrafiła doceniać jego dedukcje i nazywała go swoim małym geniuszem, a nie świrem jak dzieci w szkole.

Po raz ostatni nabrał do płuc świeżego, morskiego powietrza, odsunął się od barierki i ruszył w stronę parkingu, gdzie miał spotkać się z ojcem i bratem. Zostawił za sobą szum morza, wspomnienia i tęsknotę.



***

Ich nowy dom znajdował się na przedmieściach. Miał trzy sypialnie, dwie łazienki, kuchnię, salon, bibliotekę i strych. To ostatnie miejsce szczególnie przypadło do gustu Sherlockowi. Zastanawiał się, czy babcia pozwoliłaby mu urządzić tam swoje laboratorium. Miał nadzieję, że tak.

Sypialnia Sherlocka znajdowała się na piętrze. Było to dość przestronne pomieszczenie o jasnoniebieskich ścianach. Jego większą powierzchnię zajmowało łóżko, stanowczo za duże dla dziesięciolatka. Tuż przy nim znajdowała się szafka nocna z lampką, a na prawo od niego stało solidne, mahoniowe biurko, a po drugiej stronie szafa. Sherlock jeszcze nigdy w życiu nie widział tak nudnego pokoju. Niestety reszta domu, oprócz strychu oczywiście, prezentowała się równie nieciekawie.

Z okna miał widok na ogród. Na jego końcu rosło stare drzewo o grubym pniu i mocnych gałęziach. Na jednej z nich przywiązana była huśtawka. Nawet z daleka wyglądała na nową, więc z pewnością nie była pozostałością po poprzednich właścicielach. Sherlock wątpił również, by była prezentem dla niego lub, o zgrozo, dla Mycrofta. Babcia znała ich wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że żaden z nich nie będzie chciał z niej korzystać. W takim razie ktoś inny musiał ją tam powiesić. Pytanie tylko kto?



***

Babcia oczywiście zgodziła się, by Sherlock przeprowadzał swoje eksperymenty na strychu, więc przez resztę dnia chłopiec był zbyt zajęty przenoszeniem tam swoich (oraz kilku „pożyczonych” od Mycrofta) rzeczy, aby rozmyślać nad sprawą huśtawki. Przypomniał sobie o niej dopiero wieczorem, kiedy podczas kolacji, babcia zapytała ich o to, jak im się podoba w nowym domu. Mycroft, z wrodzoną sobie uprzejmością, odpowiedział, że jest to „urocze miejsce” oraz „ma idealne warunki do nauki, o ile Sherlock nie będzie powodował wybuchów zbyt często”. Jego wypowiedź spotkała się oczywiście z oburzeniem ze strony Sherlocka, który wyraził je w postaci złośliwego uśmiechu i kopniaka pod stołem.

- Babciu, na drzewie w ogrodzie wisi huśtawka – powiedział Sherlock, przenosząc wzrok z brata na babcię.
- Tak, należy do dzieci sąsiadów. Watsonowie nie mieli gdzie jej powiesić, więc zapytali, czy mogą zrobić to u mnie w ogrodzie. Nie mogłam się nie zgodzić, to taka urocza rodzina. Niedługo wracają z wakacji, więc ich poznacie. Myślę, że ty i John się zaprzyjaźnicie.
- Ja nie mam przyjaciół – odpowiedział chłopiec.
- Zawsze możesz to zmienić, kochanie. – Babcia spojrzała na niego i uśmiechnęła się delikatnie. Była jedyną osobą, oprócz mamy, która patrzała na Sherlocka z czułością i dumą. Chłopiec pomyślał, że skoro babcia twierdziła, że może się zaprzyjaźnić z chłopcem z sąsiedztwa, to może naprawdę tak będzie. Pamiętał, jak mama zawsze powtarzała mu, że na świecie na pewno znajdzie się ktoś, kto kiedyś doceni i polubi go mimo wszystko. Bardzo chciał wierzyć w to, co mówiła, ale jak do tej pory nie poznał nikogo takiego.
- Może – odpowiedział w końcu.
- Nie martw się, kochanie. Wszystko się ułoży, zobaczysz.
Sherlock naprawdę miał nadzieję, że słowa babci nie będą tylko marną próbą pocieszenia go.



***

Następnych kilka dni Sherlock spędził na, jak nazwała to babcia, dostosowywaniu się do nowych warunków. Najwięcej czasu poświęcał oczywiście swoim eksperymentom na strychu, jednak jak do tej pory nie wysadził niczego w powietrze. Czasami chodził z babcią na spacery po mieście, kilka razy nawet dołączył do czytającego w ogrodzie Mycrofta. Nocami grywał na skrzypcach, najczęściej Czajkowskiego. Zdarzało się, że kiedy po skończonej grze wciąż nie mógł usnąć, leżał na swoim wielkim łóżku, wpatrywał się w sufit i myślał o mamie. Walczył wtedy z łzami napływającymi mu do oczu. Czasami nawet udawało mu się wygrać.
O ojcu nie myślał wcale.

W piątkowe popołudnie, dziesięć dni od przyjazdu do Kingston, Sherlock zauważył, że na sąsiednim podjeździe pojawił się samochód. Kiedy wychodził z babcią na spacer, jeszcze go tam nie było. Teraz, kiedy Watsonowie wrócili, myśl o hipotetycznej przyjaźni z ich synem sprawiła, że Sherlock poczuł się nieco nerwowo. Przecież nawet nie spotkał tego chłopca! A co jeśli babcia się myliła i nic się nie ułoży? A co jeśli mama też nie miała racji i Sherlock nigdy nie spotka kogoś, kto go polubi?

Tej nocy grał na skrzypcach nokturny Chopina. Usnął dopiero nad ranem.

_________________
N/A: W Southend-on-Sea (42 mile od Londynu) znajduje się najdłuższe na świecie molo, po którym jeździ kolejka elektryczna. Tuż przy molo jest Adventure Island - park rozrywki.

Kingston upon Thames to miasto oddalone o około 12 mil od Londynu i jakieś 54 mile od Southend-on-Sea. Przy wyborze miast kierowałam się głównie odległością od Londynu (chciałam, by było niedaleko).

___________________________________

No, we didn't date.
Technically he wasn't an ex-boyfriend.
But he was an ex-something, an ex-maybe.
An ex-almost.
Powrót do góry Go down
http://www.myk-myk-myk.tumblr.com
Myst
Jeździec Apokalipsy
Jeździec Apokalipsy
avatar

Female Wiek : 24
Liczba postów : 247
Rejestracja : 21/12/2014

PisanieTemat: Re: [Sherlock BBC] [NZ] Zamek pośród chmur [3/6]   Pon Mar 09 2015, 22:11

Och, kolejne słodkie opowiadanie. Czytanie o małym Sherlocku, który już jest wystarczająco bystry, aby dedukować ludzi i przeprowadzać swoje eksperymenty jest cudowne, choć z drugiej strony to wszystko dzieje się na tle śmierci jego matki i nie mogę sobie wyobrazić, jak bardzo osamotniony musi się czuć.

Sherlock wygląda uroczo w tej dziecięcej niepewności odnośnie tego, czy zaprzyjaźni się z Johnem. Doskonale zdaje sobie sprawę, że nie jest typowym dzieckiem, ani też typowym człowiekiem i poznanie kogoś, kto by go zaakceptował może nie być tak łatwe, jak jego mama czy babcia by sobie życzyły. Dlatego tym bardziej trzymam kciuki za to, aby John okazał się rozwiązaniem tego problemu.

Weny, M.

___________________________________



To grant another chance means to give opportunity to correct past mistakes.

— pod prywatnym patronatem —
W NAJGORSZYM ŚWIETLE + NOKTURN + PO WOJNIE + ULUBIENIEC ŚMIERCI + 365 DNI Z MYSTRADEM

Powrót do góry Go down
http://motylebezskrzydel.blogspot.com/
myk-myk
Stenograf
Stenograf
avatar

Female Wiek : 26
Liczba postów : 67
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: Re: [Sherlock BBC] [NZ] Zamek pośród chmur [3/6]   Wto Mar 17 2015, 11:11

Rozdział II


O nowym chłopcu w sąsiedztwie John dowiedział się następnego dnia po powrocie z wakacji. Powiedziała mu o nim mama, zaraz po odwiedzinach u pani Connelly, miłej starszej pani, która kilka miesięcy temu przeprowadziła się do domu obok. John lubił nową sąsiadkę. Pozwoliła mu powiesić huśtawkę na swoim drzewie i bawić się w ogrodzie. Zawsze częstowała go herbatą i ciastkami.

Chłopiec bardzo chciał poznać swojego nowego sąsiada, ale mama nie pozwoliła mu pójść do pani Connelly. Nie rozumiał jednak dlaczego, a ona nie chciała mu tego wyjaśnić.

Kilka dni później zobaczył chłopca na swojej huśtawce – siedział na niej i czytał książkę. Czasami, jakby od niechcenia, odpychał się lekko od ziemi i pozwalał huśtawce kołysać się delikatnie.

Miał jasną cerę i burzę czarnych loków na głowie. Ubrany był w ciemne spodnie i białą koszulkę polo. John postanowił, że to najlepszy moment aby pójść się przywitać. Od powrotu znad morza nudził się okropnie – tata musiał wrócić do pracy, a Harry większość czasu spędzała ze swoimi koleżankami. Zostawał w domu tylko z mamą, która nie zawsze mogła się z nim bawić. Więc tak naprawdę nieznajomy spadł mu prosto z nieba. Z uśmiechem na ustach ruszył do ogrodu sąsiadki.

- Cześć, jestem John Watson – przedstawił się. Chłopiec podniósł wzrok znad książki i uważnie przyjrzał się Johnowi, który poczuł się nieco niepewnie pod przeszywającym spojrzeniem nieznajomego.
- Sherlock Holmes – odpowiedział w końcu chłopiec.
- Mama mówiła, że przeprowadziłeś się tutaj, jak byliśmy na wakacjach.
- To prawda.
- Lubię twoją babcię. Pozwoliła mi zawiesić tutaj huśtawkę. Bo ta huśtawka jest moja, wiesz?
- Tak.
- Nie jesteś zbyt rozmowny.
- Nie, nie bardzo.
- Może chciałbyś się w coś pobawić?
- W co niby?
- Nie wiem, a w co lubisz się bawić?

Przez chwilę John miał wrażenie, że Sherlock odpowie „w nic”.
- Lubię… Lubię piratów.
- Serio? To super! Możemy pobawić się w piratów. Jeśli chcesz, oczywiście.

Sherlock chciał.


***

Wieczorem John opowiadał rodzicom o swoim nowym przyjacielu i ich zabawie. Był bardzo podekscytowany i tak żywo gestykulował, że jedzenie z widelca lądowało wszędzie, tylko nie w jego buzi.
- I Sherlock wie chyba wszystko o piratach! Obiecał, że jutro opowie mi o nich więcej i pokaże mi swoje książki!
- Piraci są głupi – powiedziała Harry z całą złośliwością, na jaką było stać trzynastolatkę.
- Wcale nie są!
- Właśnie, że są.
- Wcale nie!
- Harry, John! Zachowujcie się. Nie chcę żadnych kłótni przy stole! – uspokoiła ich mama. Do końca kolacji żadne z nich się nie odezwało.

***

W tym samym czasie, również podczas posiłku, Cecile Connelly uważnie obserwowała swojego młodszego wnuka, który po raz pierwszy od przyjazdu do Kingston bez marudzenia usiadł do stołu. Co więcej, z apetytem jadł wszystko, co znajdowało się na talerzu. Mycroft również to zauważył, ale nie odezwał się ani słowem. Jej ciekawość w końcu wzięła górę i kobieta postanowiła w końcu przerwać ciszę.

- Widziałam, że poznałeś już Johna Watsona.
- Tak. Przyszedł do mnie, kiedy czytałem w ogrodzie.
- Dobrze się razem bawiliście?
- Tak. John potrafi być dobrym piratem. W przeciwieństwie do niektórych. – Sherlock spojrzał z wyrzutem na brata.
- Jutro też planujecie się bawić?
- Tak. To mi przypomniało, że obiecałem Johnowi pokazać moje książki. Muszę je przygotować.
- Raczej znaleźć w tym bałaganie, który masz u siebie w pokoju – powiedział Mycroft.
- Odczep się, Mycroft – odpowiedział Sherlock, wstał od stołu i wyszedł z pokoju.

Cecile przez chwilę przyglądała się starszemu z chłopców, w końcu uśmiechnęła się i powiedziała:
- Myślę, że pora na deser. Co ty na to?



***

Sherlock nigdy by się nie przyznał, że tego dnia specjalnie usiadł na huśtawce. Wiedział, że to świetny sposób na to, by John się do niego odezwał. Kiedy chłopiec podszedł do niego, przyjrzał mu się uważnie i wydedukował kilka nieistotnych rzeczy (John jadł na śniadanie jajka na miękko i tosty z dżemem, później trochę rysował i oglądał telewizję). Już miał wypowiedzieć swoje uwagi na głos, kiedy zauważył, że chłopiec się do niego uśmiecha. I Sherlock wiedział, że niczego jeszcze w życiu tak nie pragnął (oprócz powrotu mamy, ale wiedział, że to nierealne) jak przyjaźni tego chłopca. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jego dedukcje mogą to zaprzepaścić, dlatego postanowił swoje obserwacje zachować dla siebie. Przez chwilę bał się nawet, że przez swoją małomówność straci zainteresowanie Johna, ale wtedy chłopiec zapytał o jego ulubioną zabawę i chwilę później Sherlock stał się kapitanem statku „Latający Holender” a John zmienił się w jego wiernego bosmana.

Kiedy później Sherlock opowiadał mu historie o piratach, które znał od swojej mamy, John słuchał go z uwagą, błyszczącymi oczami i rozchylonymi ustami. Sherlock stwierdził, że mógłby mówić, o czymkolwiek John by chciał, byle tylko chłopiec za każdym razem patrzył na niego z takim zainteresowaniem.



***

Przez kilka następnych dni chłopcy spotykali się w ogrodzie i kontynuowali swoją zabawę w piratów. John przeczytał już dwie książki Sherlocka i był nimi oczarowany. Tę sielankę w końcu przerwało coś, czego Sherlock obawiał się od samego początku.

Jego dedukcje.



***

John się spóźniał. Sherlock siedział na huśtawce i co chwilę zerkał w stronę domu Watsonów. Na trawie leżały dwa plastikowe miecze, które kupiła mu babcia. Tego dnia mieli udawać, że Sherlock jest kapitanem wrogiego statku, który atakuje okręt Johna. Reszta historii zależała od tego, kto wygra pojedynek. W końcu chłopiec pojawił się. Sherlock zauważył, że John ma pod oczami delikatne sińce.

- Cześć!
- Spóźniłeś się.
- Czytałem do późna tę książkę o Szalonym Jacku i spałem dzisiaj troszkę dłużej. To co? Zaczynamy?
- Nie – powiedział Sherlock.
- Dlaczego nie? – zdziwił się John i lekko zmartwiony spojrzał na swojego przyjaciela.
- Nie czytałeś książki.
- Właśnie, że czytałem.
- Nie czytałeś. Nie spałeś z innego powodu. Coś ci się śniło. Coś złego. Nie chciałeś mi o tym powiedzieć, bo czegoś się wstydzisz. Nie koszmaru. Raczej tego, co zdarzyło się po nim. Hmm. Poszedłeś spać do swoich rodziców. Nie chcesz, żebym myślał, że jesteś dzieckiem, dlatego wolałeś skłamać i powiedziałeś, że czytałeś. – Słowa potokiem wypływały z ust Sherlocka, jakby bez jego wiedzy. Od samego początku znajomości z Johnem starał się, żeby coś takiego się nie wydarzyło. W końcu jednak nie wytrzymał. John milczał przez chwilę i z czymś, czego Sherlock nie mógł określić, wpatrywał się w niego.
- To było… Sherlock, to było niesamowite! – wydusił w końcu John.
- Co takiego?
- Cudowne, jak ty to zrobiłeś?
- Wydedukowałem – odpowiedział Sherlock, zdziwiony wcześniejszymi słowami przyjaciela.
- Wydedukowałeś? Ale jak?
- Masz sińce pod oczami, co wskazuje na nieprzespaną noc. Gdybyś czytał książkę, mama nie pozwoliłaby ci spać dłużej. Zrobiła to z powodu koszmaru. Na śniadanie zrobiła ci naleśniki z czekoladą, zamiast jajek i tostów. Przedwczoraj wspominałeś, że uwielbiasz naleśniki. Dlatego mama zrobiła ci coś, co poprawi ci humor.
- Och. Zgadłeś, wszystko zgadłeś! – wykrzyknął John. – Łał, Sherlock, wiedziałem, że jesteś świetny, ale nie spodziewałem się, że jesteś geniuszem!
- Naprawdę tak sądzisz?
- Oczywiście, że tak! To, co? Gotowy na mały pojedynek?
- Zawsze! – odpowiedział Sherlock i sięgnął po miecze.



***

Cecile stała w oknie i z uśmiechem obserwowała, jak chłopcy radośnie ganiali po całym ogródku, wymachując mieczami. Chwilę później do pokoju wszedł Mycroft i dołączył do niej. Przez jakiś czas w milczeniu przyglądali się pojedynkowi Johna i Sherlocka.
- Zobaczysz, to się jeszcze wszystko źle skończy – powiedział w końcu nastolatek.
- A kto powiedział, że to się w ogóle skończy?

___________________________________

No, we didn't date.
Technically he wasn't an ex-boyfriend.
But he was an ex-something, an ex-maybe.
An ex-almost.
Powrót do góry Go down
http://www.myk-myk-myk.tumblr.com
Myst
Jeździec Apokalipsy
Jeździec Apokalipsy
avatar

Female Wiek : 24
Liczba postów : 247
Rejestracja : 21/12/2014

PisanieTemat: Re: [Sherlock BBC] [NZ] Zamek pośród chmur [3/6]   Wto Mar 17 2015, 11:43

Naprawdę zakochałam się w tym opowiadaniu.

Ten Sherlock jest tak słodki obawiając się reakcji u Johna na swoje dedukcje. Już sam fakt, że postanawia ich nie wypowiadać na głos sprawia, że widać, jak bardzo zależy mu na pozyskaniu swojego pierwszego przyjaciela. Z tego powodu był też tak bardzo małomówny podczas ich pierwszego spotkania, chociaż sam chciał je zainicjować. Na szczęście udało im się razem dogadać.

Naprawdę cieszy mnie czytanie scenek z dzieciństwa tej dwójki i ma taką samą nadzieję jak Cecile – że to się nigdy nie skończy.

Pozdrawiam, M.

___________________________________



To grant another chance means to give opportunity to correct past mistakes.

— pod prywatnym patronatem —
W NAJGORSZYM ŚWIETLE + NOKTURN + PO WOJNIE + ULUBIENIEC ŚMIERCI + 365 DNI Z MYSTRADEM

Powrót do góry Go down
http://motylebezskrzydel.blogspot.com/
Olgie.
Moderator
Moderator
avatar

Female Wiek : 21
Skąd : Warszawa - czasem Poznań
Liczba postów : 377
Rejestracja : 03/01/2016

PisanieTemat: Re: [Sherlock BBC] [NZ] Zamek pośród chmur [3/6]   Nie Sty 15 2017, 18:05

O matko, to jest absolutnie świetne. Już dawno nie czytałam tak fantastycznego Kid!locka.

Podobają mi się te scenki, i ten przeuroczy Sherlock. Przed nami końcówka czwartego sezonu, miejmy nadzieję, że dowiemy się czegoś więcej o dzieciństwie Holmesów.

Ale Twoja wersja mnie urzekła, naprawdę. Szczerze mówiąc, zastanawiam się, kto nakładł Holmesom do głowy te wszystkie rzeczy o tym, że troska nie jest zaletą itd. Ci przesympatyczni ludzie, których poznajemy w serialu? Mycroft sam to wymyślił i przekonał Sherlocka?

Mam nadzieję, że dokończysz ten tekst, bo na to zasługuje, jest po prostu świetny.

I podoba mi się ten motyw - mam wiele dobrych wspomnień z moją babcią, babcie są cudowne. Dobrze, że zabrała chłopców od Sigera. Sherlocka najwyraźniej da się jeszcze uratować. Bardzo bym się chciała dowiedzieć, czy Mycrofta również.

Pozdrawiam i życzę weny.

___________________________________

I niech sobie będą wszyscy mądrzy ze swoimi rozumami, a ja z moją miłością niech sobi będę głupi - Edward Stachura

What we're doing here ain't just scary
It's about to be legendary


Powrót do góry Go down
Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: [Sherlock BBC] [NZ] Zamek pośród chmur [3/6]   

Powrót do góry Go down
 
[Sherlock BBC] [NZ] Zamek pośród chmur [3/6]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Wrota (Zamek Pyke)
» Zamek w Dover
» Zamek Rodu Grossherzog [RFN]
» Zamek Królowej Kier
» Zamek Cerwyn

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
~.Imaginarium.~ :: FANFICTION :: Serial & Film & Adaptacje :: Ogólne :: +12-
Skocz do: