IndeksRejestracjaSzukajFAQZaloguj

Share | 
 

 [SPN] [mM] Somebody to die for...

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Croyance
Skryba
Skryba
avatar

Female Wiek : 21
Liczba postów : 90
Rejestracja : 22/01/2015

PisanieTemat: [SPN] [mM] Somebody to die for...   Czw Sty 22 2015, 15:03

Fandom: Supernatural
Autor: Croyance
Beta: Abbey
Pairing: Brak
Gatunek: Drama, Family
Ostrzeżenia: Brak
N/A*: To mój drugi tekst Supernatural, po raz kolejny z punktu widzenia Deana. Znów wiele refleksji, angstu i niestety, nie jest to wesoły tekst. Widnieje on już na blogu (Niger Stories), pisany do piosenki "Somebody to die for" Hurts.
Miłego czytania,
Croy[/center]

(c) Nancy444 Tumblr

Nigdy nie byłem zły na ojca za to, na jakiego człowieka mnie wychował. Jestem teraz silny, trudny do złamania, niezniszczalny. Ani piekło, ani czyściec nie pokonały mnie, nie dały rady. Żadne stworzenie nie jest dla mnie za sprytne. Można pokonać każdego, trzeba tylko wiedzieć jak. Broń jest moim przyjacielem, inteligencja i przebiegłość stała cechy charakteru. To jestem ja i nic tego nie zmieni.

Jednak nie mogę powiedzieć, bym dziękował za sposób wychowania. Mówi się, że człowiek pamięta przede wszystkim te złe chwile, ja mam niemal tylko takie. Nie pamiętam, jak to było być dzieckiem. Wiem, że teraz moje zachowanie można by nazwać dziecinnym, jednak to nie to samo. Nie było beztroski, zabawy i spokojnego jutra. To ja byłem rodzicem, który musiał zapewnić Samowi to, czego potrzebował. Zawalony rok czy dwa przez opiekę nad małym Sammym? To normalne. Kradzieże, by tylko kupić mu nowe buty czy prezent na święta, które tak pragnął? Były codziennością, musiałem sobie jakoś radzić. I w tym wszystkim był ojciec, choć powinienem powiedzieć, że raczej go nie było.

Znikał na tygodnie, czasem miesiące, zostawiając nas w pobliskim hotelu lub, jeśli mieliśmy szczęście, u któregoś łowcy, zwykle Bobby'ego. To ja pozostawałem pewnym punktem w życiu Sama, to do mnie przychodził, jak miał zły sen czy po to, aby pochwalić się oceną. Przyznaję, nie zawsze byłem w stosunku do niego fair. Sam dorastałem, też potrzebowałem kogoś, na kim mógłbym się oprzeć, pogadać, pochwalić się czymś czy uskarżać po prostu na życie. Jednak nikogo nie było. Nie miałem rodzica, bo sam już nim zostałem. A z czasem przestałem go potrzebować, było dla mnie za późno.

Mam dobre wspomnienia związane z ojcem. Nauka strzelania, boksowania, włamywania się do domów, ale przede wszystkim te wyblakłe obrazy, zanim umarła mama. Miałem tę przewagę, że pamiętałem. Może nie dużo, ledwie kilka scen, jednak czego można się spodziewać, miałem zaledwie cztery lata, gdy to wszystko się skończyło. Nawet to, co wspominam dobrze, poprzeplatane jest niezbyt miłymi zdarzeniami. Krzyki ojca, gdy nie potrafiłem zrobić tego, czego ode mnie żądał... Zawiedzione spojrzenia, gdy po prostu coś mi nie wychodziło. Te ciosy, gdy po powrocie z polowania upijał się i nad sobą nie panował... Gdyby nie nowe, wyleczone ciało po powrocie z piekła, nadal mógłbym podziwiać blizny, które miałem rozsiane po całej sylwetce. Ale wiedziałem, dlaczego to robi. Stracił wszystko, a ja tylko mu o tym przypominałem. Choć zawsze był moim ojciec i w chwilach, gdy panował nad sobą, wszystko było w porządku. Za to właśnie go kochałem.

Jednak Sam... Nigdy nie był świadomy, co się działo, gdy ojciec wraca do nas z polowania. Zaraz po przywitaniu kładłem go spać i wracałem, by zmierzyć się z nieuniknionym. Nauczyłem się, że w ten sposób nie zbudzi Sama, raz zrobił to i do dziś zapamiętałem ten błąd. To ja uczyłem brata walczyć, strzelać i wszystko inne, co było mu potrzebne do bycia łowcą. To on otrzymywał pochwały i uśmiech, gdy ojciec wrócił do domu. To on słyszał słowa: „Dobra robota, synu. Jesteś w tym lepszy od Deana.” I był lepszy ode mnie, przede wszystkim tam w środku. To on był zawsze tym lepszym bratem, bardziej współczującym, rozumiejącym i z tego jestem dumny. Od najmłodszych lat był mądry, aż w końcu nie można było porównywać mnie, przeciętnego mechanika, do niego, przyszłego mecenasa...

Żałuję, że nie udało mu się spełnić swego marzenia. Nie zasługiwał na przeklęty los łowcy, a ja go w to wplątałem. Mogłem szukać ojca sam, lecz miałem dość samotności, zbyt mocno tęskniłem za bratem, widząc w nim raczej własne dziecko, które zawsze będzie potrzebowało opieki. Nie mogłem pozwolić, by ostatnimi wspomnieniami Sama dotyczącymi ojca była ta piekielna kłótnia tuż przed jego wyjazdem. Trzaśnięcie drzwiami, schowanie do kieszeni koperty, którą dałem mu tuż przed wyjściem i nie obejrzenie się za siebie. I wtedy zostałem sam, choć chciałem pobiec za nim, uciec wraz z nim od tego koszmaru. To tej nocy zyskałem kilka blizn, które przez kilka lat były dla mnie przypomnieniem, że zamiast mnie mógł być to Sam. A on sobie na to nie zasłużył.

Chciałem uciec i to nie raz. Choć zawsze były przeszkody, które nie pozwalały mi nic zrobić. Coś co zatrzymywało mnie przy boku ojca i nie dawało szansy na chwilę wytchnienia. Z początku był to Sammy. Nie mogłem zostawić go samego, a ucieczka razem nie wchodziła w grę, dopóki nie był pełnoletni. Po jego ucieczce nic mnie nie trzymało, wtedy jednak nie miałem środków by to zrealizować. Pieniądze zbierałem, odkąd pamiętam. Na początku pod materacem, potem już na koncie w banku. Nigdy nie dotknęłam nawet jednego dolara, wiedząc, że mają inne przeznaczenie. Czasem, gdy ojciec nie wracał tygodniami, chciałem wyjąć kilka centów, zwłaszcza gdy już niemal nie było pieniędzy, które on zostawił. Zwykle zaciskałem zęby, kupując jedzenie dla brata, gdy dla mnie już nie starczało. Jednak opłaciło się. Dałem mu kopertę, a w niej kartkę bankową z instrukcją. Miał na niej pieniądze potrzebne do rozpoczęcia szkoły, nowego życia. Nigdy o tym nie rozmawialiśmy, choć wiem, że ich użył. Zapewniłem mu wszystko, co tylko mogłem, by zaledwie kilka lat później wszystko zepsuć.

Mam nadzieję, że kiedyś Sam mi wybaczy to, co zrobiłem. Nie poruszamy tego tematu, ale czasem widzę w jego oczach oskarżenie, zwłaszcza, gdy stykamy się z normalnym życiem. To on zawsze pragnął domu, ogrodu i rodziny. Ja chciałem tylko spokoju, tego, by ktoś o mnie pamiętał nie tylko od święta, ale i w zwykły dzień. Choć zamiast chronić brata, naraziłem go na jeszcze większe niebezpieczeństwo, to ja powinienem cierpieć, nawet zginąć. A Sam powinien być z rodziną w domu, z żoną i dziećmi, chodząc codziennie do sądu lub kancelarii. Powinien normalnie żyć, tak jak sobie wymarzył.

To ja, Dean Winchester, zaprzepaściłem szansę własnego brata na normalne życie. Żałuję tego, nie mogę nawet wyrazić w jak dużej mierze, chciałbym naprawić to, co zrobiłem. Niestety jest już za późno. Mam jednak nadzieję, że kiedyś, choćby za tysiąc lat, zostanie mi to wybaczone.

Powrót do góry Go down
http://niger-stories.blogspot.com/
The author of this message was banned from the forum - See the message
Wirka.
Admin
Admin
avatar

Female Wiek : 27
Liczba postów : 851
Rejestracja : 21/12/2014

PisanieTemat: Re: [SPN] [mM] Somebody to die for...   Sob Sty 31 2015, 18:55

Zabieram się do napisania komentarza do tego tekstu chyba już piąty raz. Po prostu za każdym razem coś mnie rozpraszało, a to kot jęczący, że chce wleźć na lodówkę, a to siostra słuchająca okrutnie beznadziejnej muzyki, a to ból głowy. Wymówki, wymówki, ale tekst podobał mi się tak bardzo, że nie zasługiwał na krótkie "podoba mi się, oby tak dalej".

Zacznę więc właściwą część komentarza od tego, że uwielbiam tę piosenkę. Miałam tę przyjemność usłyszeć ją na żywo. Niesie ze sobą ładunek emocji i idealnie wpisuje się w relacje Sama i Deana. Podoba mi się to w jaki sposób ubarwiłaś kanon, nie naginając go jednak, wpisując się w jego ramy, tworząc coś, co ładnie zwie się łatką do kanonu. Nie wiem, czy Dean byłby w stanie planować tak bardzo w przód i faktycznie odkładać pieniądze, ale podoba mi się ta wizja, że jednak potrafił i że to było kolejne poświęcenie dla Sama. Że to on wypchnął go z domu, pozwolił na tę ucieczkę.

W serialu widać sztywne wychowanie, musztrę, nic innego. Nie trudno uwierzyć, że i fizyczna przemoc była częścią "wychowania", a biorąc pod uwagę fakt, że John zawsze szkolił Deana, ale Sama próbował chronić, słusznym założeniem jest fakt, że to starszy brat zaczął w końcu przygotowywać młodszego na spotkanie z potworami.

Obwinianie się za wszystko, co nie jest jego winą w najmniejszej mierze, to domena Deana, jego stała cecha charakteru, bardzo dominująca w serialu, chwilami wręcz irytująca, ale nie ma Deana bez tego. Zachowałaś nadzwyczaj kanoniczne podejście postaci, ujmując wszystko w coś w rodzaju spowiedzi... a może nawet pożegnalnego listu?

Z technicznych kwestii, wpadł mi w oko AŻ jeden drobiazg Wink
Cytat :
Choć zawsze był moim ojciec

Dziękuję za tę miniaturę i życzę jak najwięcej takich Smile
W.

___________________________________

Powrót do góry Go down
bellatrix
Skryba
Skryba
avatar

Female Wiek : 22
Skąd : Bytom
Liczba postów : 12
Rejestracja : 02/02/2015

PisanieTemat: Re: [SPN] [mM] Somebody to die for...   Sob Cze 20 2015, 19:30

Już ci komentowałam na blogu tę miniaturkę, ale skomentuję raz jeszcze tutaj. Ach, w dodatku to ta, którą mi zadedykowałaś! Wracając do komentarza...

Dean jest świetny. Bardzo ładnie zobrazowałaś Deana, którego znam z serialu. Obwinia się o wszystko, mimo że to nie on ponosi winę. Przynajmniej nie zawsze. Taki już jest i bez tego nie byłby Deanem. Za to go uwielbiam. Za jego poświęcenie dla rodziny. Za jego miłość do rodziny, do brata, do ojca i matki. On, w porównaniu do Sama, poznał Mary. Jejku, już mi się chce płakać.  Very Happy  Zawsze stara się odgrywać rolę starszego brata - nieważne, czy Sam jest dużym chłopcem, czy nie. Jest dla niego. I w sumie zawsze będzie. Imponuje mi jego postawa, jego sposób bycia, jego oddanie. Ale odbiegam od tematu, bo zamiast pisać o twoim tekście, rozpisuję się o Deanie.

Twój tekst jest świetny. Zachowując kanoniczność postaci, udało ci się zmajstrować coś tak pięknie ubranego w słowa. Uwielbiam angsty, więc plus kolejny. No i pisz więcej! Weny.

Pozdrawiam ciepło,
Clementia.
Powrót do góry Go down
http://story-of-bellatrix.blogspot.com/
Fia.
Moderator
Moderator
avatar

Female Wiek : 27
Skąd : Poznań (mission completed)
Liczba postów : 275
Rejestracja : 23/12/2014

PisanieTemat: Re: [SPN] [mM] Somebody to die for...   Pon Wrz 19 2016, 04:37

Na początek kilka rzeczy, które rzuciły mi się w oczy - zanim zapomnę.

Cytat :
inteligencja i przebiegłość stała cechy charakteru.
to stałe cechy charakteru lub są cechami mojego charakteru. cokolwiek, byle dobrze Smile

Cytat :
czy prezent na święta, które tak pragnął
mam wrażenie, że poprawna odmiana to "których", nie "które".

Cytat :
Choć zawsze był moim ojciec
ojcem, był ojcem.

Cytat :
gdy ojciec wraca do nas z polowania
żeby być konsekwentnym to "wracał" - bez mieszania czasów.

Cytat :
gdy ojciec wrócił do domu.
wracał, tu wybitnie powinna być liczba mnoga, bo John wracał wielokrotnie.

Cytat :
Po jego ucieczce nic mnie nie trzymało
może "Po jego wyjeździe", żeby uniknąć zbędnego powtórzenia ucieczki.

Cytat :
Nigdy nie dotknęłam nawet jednego dolara, wiedząc, że mają inne przeznaczenie.
Zrobiłaś z Deana Danę. Czyżby Scully miała swoje alter-ego? Very Happy

Okay, a teraz czas na właściwą część komentarza.

Dean. Ja naprawdę lubię Deana. A w tym tekście... cóż. Pokazałaś nam inną jego stronę. On od zawsze lubi się może nie użalać nad sobą (trochę tak, ale nie o to chodzi), ale raczej obwiniać się o wiele rzeczy. Tak w zasadzie faktycznym rodzicem Sama był właśnie on. Całą tę miniaturkę Dean właśnie to pokazuje w swoich myślach - to on odkładał sobie od ust, kiedy nie mieli dość pieniędzy na jedzenie. To on gotował, sprzątał odrabiał z nim zadania, uczył strzelać i bić się. To on obrywał, żeby tylko Sammy miał spokojne dzieciństwo. To w końcu on, a nie John, umożliwił mu start w dorosłe życie. Ten tekst jest tak bardzo kanoniczny, że aż zastanawiam się, na ile prawdą są niektóre rzeczy, a na ile jedynie fikcją autora. Udało Ci się mnie zmusić do myślenia, ale też wstrząsnąć mną odrobinę, co Ci się chwali.

I pomyśleć, że gdyby nie Dni SPN i Wirka., nie dotarłabym do tej perełki... Weny!
F.

___________________________________

                           
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: [SPN] [mM] Somebody to die for...   

Powrót do góry Go down
 
[SPN] [mM] Somebody to die for...
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
~.Imaginarium.~ :: FANFICTION :: Serial & Film & Adaptacje :: Supernatural :: Ogólne :: +12-
Skocz do: