IndeksRejestracjaSzukajFAQZaloguj

Share | 
 

 [SherlockBBC][NZ] Niewykluczone, że te święta będą tragiczne [MH/GL][1/?]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Olgie.
Moderator
Moderator
avatar

Female Wiek : 21
Skąd : Warszawa - czasem Poznań
Liczba postów : 377
Rejestracja : 03/01/2016

PisanieTemat: [SherlockBBC][NZ] Niewykluczone, że te święta będą tragiczne [MH/GL][1/?]   Pon Gru 04 2017, 10:45

Fandom: Sherlock BBC
Autor: Olgie.
Beta: Wirka.
Paring: Mycroft Holmes x Greg Lestrade
Gatunek: Obyczajówka, trochę Hurt/Comfort
Ostrzeżenia: Brak
N/A: Kontynuacja tekstu Niewykluczone...
Linię czasową opieram na własnych obliczeniach. Problem polega na tym, że w TLD są urodziny Sherlocka, które przypadają na 6 stycznia a mnie to umknęło! Nie wiem, jak to się stało Sad Więc wg moich wyliczeń akcja TFP dzieje się w... listopadzie. Co za tym idzie, święta przedstawione w tym tekście przypadają na miesiąc po zakończeniu serialu.
Tyle słowem wstępu. Nie lubię kanonu, ale dobrze mi się pisze ten tekst, mam nadzieję, że i Wam się spodoba Smile

Niewykluczone, że te święta będą tragiczne

Rozdział 1.

Między początkiem a połową grudnia Londyn został przykryty kołderką białego puchu. Dzieciaki rzucały się śnieżkami w drodze do domu, dorośli narzekali na zasypane auta i nieodśnieżone chodniki, autobusy grzęzły w burej brei. Zamiecie trwały całe dnie, zaś wiatr potęgował uczucie chłodu, co dawało wrażenie dużo niższej temperatury, niż w rzeczywistości. Jakby to nie był Londyn, a co najmniej Moskwa.

Równo dwa tygodnie przed świętami Mycrofta dopadła zimowa chandra i na początku nawet próbował ją zwalczyć, ale poddał się i postanowił sobie darować wychodzenie z domu w taką pogodę. Na szczęście nie miał na ten dzień zaplanowanych żadnych spotkań, bo aż wzdrygał się na widok tego, co się działo za oknem. Zadzwonił więc do Anthei, a ta przesłała mu przez rządowe, dodatkowo zabezpieczone łącze internetowe wszystkie sprawy, które miał dziś do załatwienia. Rozsiadł się w swoim skórzanym fotelu w gabinecie, ubrany w golf i domowe spodnie, owinięty w ciepły szlafrok, z laptopem, telefonami, dokumentami i dzbankiem gorącej herbaty pod ręką.

Za oknem ściemniło się, a latarnie z ulicy rzucały pomarańczowy poblask na ciemne pomieszczenie, gdy w domu rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Mycroft akurat był w połowie dokumentu, mówiącego o negocjacjach dotyczących przepływu danych między Wielką Brytanią a Unią Europejską, zastanawiając się nad absurdalnością roszczeń Unii. Przetarł oczy dłonią, wyciągnął się w górę tak, że aż strzyknęły kości, wstał i poszedł otworzyć.
W progu stał Gregory, a na jego siwych włosach i okrytych czarnym płaszczem ramionach leżała masa śniegu. Przez ramię przewieszoną miał aktówkę. Uśmiechnął się do niego radośnie.

— Jak tam przejmowanie władzy nad światem?

— Żadnych szczególnych postępów — odpowiedział pogodnie jak na siebie Mycroft, wpuszczając gościa do środka.

Minął trochę ponad miesiąc od wydarzeń w Sherinfford i tego wszystkiego, co Mycroft zwykł w myślach nazywać “drobną niedyspozycją”. Holmes uważał ten etap za rozdział zamknięty i nie zamierzał wracać do niego częściej, niż to konieczne. Najchętniej w ogóle by do tego nie wracał, ale wiedział, że ani rodzice, ani Sherlock, nie odpuszczą. Już zresztą atakowali go pytaniami, kiedy będą mogli zobaczyć Eurus.

Jednak czymś, co pozostało, przynajmniej jak na razie, była obecność Inspektora Lestrade’a. Policjant pisał do niego zabawne SMSy, dzwonił z pytaniami jak minął dzień albo -  pod pretekstem skargi -  by opowiedzieć o Sherlocku, a czasem nawet przyjeżdżał do niego. Poprzednim razem pojawił się nad ranem, ze świeżym pieczywem i ciepłym uśmiechem. Został na śniadanie, znów marudząc na zawartość lodówki Mycrofta.

Najciekawsze było jednak to, że Mycroftowi to nie przeszkadzało. Jakby Lestrade był stałą częścią jego życia, jak Sherlock czy Mamusia. Przy czym obecność Sherlocka i Mamusi znosił z trudem. Przy Gregorym świat wydawał się mniej paskudny, głupi ludzie mniej męczący, a życie mniej rozczarowujące. Jakby inspektor nie był człowiekiem, którego poznał dziesięć lat temu, a większą uwagę zwrócił na niego dopiero wówczas, gdy okazał się być użyteczny, a kimś z kim zna się dobrze od zawsze. Jakby przy Gregorym pospolita koncepcja międzyludzkiej przyjaźni nie była tak trywialna.

Chociaż musiał przyznać sam przed sobą, że nawet nie stawiał oporu. Odkąd Lestrade zaoferował swoją pomoc i pomógł mu się uporać z szokiem i bezsennością, Mycroft po prostu ulegał jego urokowi. Odpisywał na SMSy, czuł się miło, gdy widział jego nazwisko na wyświetlaczu telefonu, chętnie spędzał z nim czas, gdy Gregory przyjeżdżał, czując się przy inspektorze swobodnie - tak jak nie czuł się ani przy swoim bracie, przy którym bez przerwy musiał się pilnować, ani przy ludziach z rządu, przed którymi odgrywał “Lodowiec”. Raz czy dwa Mycroft poświęcił chwilę, by zastanowić się, czy aby na pewno już się otrząsnął, ogarnął i zaczął na powrót zachowywać jak ten zimny, obojętny, zdyscyplinowany Mycroft Holmes jakim był przez lata. Czy może wciąż, nie do końca świadomie, oddaje się pod opiekę inspektora, rozbity, wrażliwy i nie w pełni zdolny do całkowicie samodzielnego funkcjonowania. Lestrade wszystko robił tak naturalnie i swobodnie, jakby naprawdę przyjaźnili się od wielu lat, a przecież jeśli w ogóle byli w jakiejkolwiek bliższej relacji, to trwało to zaledwie od kilku tygodni.

Gregory zdjął płaszcz i powiesił go na wieszak w holu, a potem skierował się wprost do kuchni. Mycroftowi wydawało sie, że teraz zna ją już lepiej niż on sam. Policjant sięgnął do szafki i wyjął dwa małe kieliszki, a ze swojej torby wyciągnął butelkę.

— Wpadłem tylko na chwilę, bo mam jeszcze raporty do wypełnienia, a jutro rano jest jakaś super ważna odprawa. Nalewka wiśniowa, moja siostra zrobiła. Napijesz się?

— Z chęcią.

Przeszli do salonu, Mycroft usiadł w swoim ulubionym fotelu, a Greg na bliższym mu końcu kanapy. Odkręcił butelkę i nalał czerwonego alkoholu do kieliszków.

— Miałeś dziś coś ciekawego? — zagaił Mycroft, jakby sprawy, które prowadził Scotland Yard naprawdę mogły być intrygujące.

— Niespecjalnie. Włamanie z morderstwem. Masa śladów, wystarczyło sprawdzić w bazie — odpowiedział, podając Mycroftowi kieliszek, a on wypił zawartość.

Nalewka paliła przyjemnie w gardło i rozgrzewała. Na języku pozostał mu intensywny, słodki smak wiśni. Odstawił kieliszek na stolik przed nimi.

— To...masz jakieś plany na Boże Narodzenie?

Ton Lestrade’a wskazywał na to, że z jednej strony chciał zagaić rozmowę niby mimochodem, z drugiej jednak przebijała z tego tonu ciekawość.

Mycroft sam nie wiedział, co będzie robić w święta. Albo raczej wiedział, ale nie chciał tego tak bardzo, że wolał udawać, że jeszcze zastanawia się nad planami na ten czas. Liczył na to, że może jeszcze coś mu wyskoczy, cokolwiek, nawet cholerna wojna, byle tylko miał pretekst do zmiany decyzji.

Gregory przyglądał mu się, obracając w dłoniach pusty już kieliszek.

— Bardzo dobra nalewka — Mycroft zaczął. Uznał, że jednak jeszcze nie zdecydował co będzie robić w święta, więc odpowiedział, zgodnie ze swoją prawdą — Nie wiem, nie mam planów na Boże Narodzenie.

— Och.


To była jedyna reakcja ze strony inspektora. Mycroft przyjrzał mu się uważnie. Na kołnierzyku białej tym razem koszuli widniała drobniutka plamka krwi. Knykcie prawej dłoni były zaczerwienione, a Lestrade siedział na kanapie z pozoru tylko prosto, w rzeczywistości delikatnie pochylał się w prawo. Na nogawkach czarnych, garniturowych spodni były widoczne brązowe plamy z błota, sięgające prawie do wysokości kolan, a na zimowych butach pozostawały ślady po soli drogowej i tej brei, w którą zamienił się leżący na chodnikach śnieg.

— Goniłeś mordercę, a gdy go dopadłeś, zaczęliście się szarpać. On uderzył cię w brzuch wystarczająco mocno, byś nadal czuł dyskomfort, ty zaś w odwecie uderzyłeś go w szczękę i wybiłeś ząb. Biorąc pod uwagę kąt, pod jakim kropla krwi spadła na twój kołnierzyk, zakładam, że górną lewą trójkę.

— To miło, że opowiedziałeś mi mój dzień — odpowiedział Lestrade ze śmiechem. To była kolejna zaskakująca w nim rzecz, zawsze reagował co najmniej neutralnie na jego dedukcje. Mycroft robił je przy prawie każdym ich spotkaniu, ale Lestrade albo reagował serdecznym śmiechem, albo po prostu je potwierdzał. Raz, za pierwszym razem, kiedy poznali się dziesięć lat temu, powiedział: “Nie ma wątpliwości, że pan i Sherlock jesteście spokrewnieni. Obaj olśniewająco genialni i obaj wyjątkowo bezczelni”. Innego dnia, już po Sherinfford, Mycroft zanalizował go, wkładając w swoją wypowiedź złośliwość i jad, tylko po to, by wyżyć się po ciężkim dniu, ale Gregory okazał się być człowiekiem o świętej cierpliwości i wymruczał coś tylko pod nosem, przechodząc nad słowami Mycrofta do porządku dziennego. — Może tak dla odmiany opowiesz, co ty robiłeś?

— Papierkowa robota. Miałem jechać do ministerstwa, ale właściwie nie byłem tam dziś potrzebny. Lubię pracować w domu.

— Dom to miejsce, w którym powinno się odpoczywać od pracy.

— Tacy ludzie jak ja nigdy nie przestają pracować. Zbyt wiele od nas zależy, byśmy mogli pozwolić sobie na taki komfort.

— Powiedz chociaż, że to było coś ciekawego.

— Ciekawie będzie, kiedy zacznę pisać odpowiedz.

— Chciałbyś wpaść na święta do mnie?

W salonie zapadła cisza i wyglądało na to, że pytanie nie tylko zaskoczyło Mycrofta, ale również Gregory’ego. Podciągnął się na kanapie, poprawił niemrawo klapy marynarki i przeciągnął językiem wewnątrz policzka.

— Ja też nie mam żadnych planów. Pomyślałem, że może moglibyśmy dotrzymać sobie towarzystwa.

— Mój brat nie zaprosił cię na coroczne przyjęcie na Baker Street?

— Nie. Sherlock i John skończyli remont, ale jadą w tym roku do waszych rodziców.

A więc jednak. Tego Mycroft obawiał się najbardziej. Przetarł dłonią twarz, sięgnął po stojącą na blacie butelkę i rzekł: — Daj kieliszek.

Lestrade postawił go na stole a Mycroft nalał do obu wiśniówki.

— Mamusia zaprosiła mnie na święta — powiedział, odstawiając butelkę. — Twierdziła, że Sherlock nie przyjedzie, bo potrzebuje sobie wszystko przemyśleć z dala od nas. Prosiła, żebym chociaż ja przyjechał. Nie chciałem się zgodzić, ale… — Mycroft upił mały łyk ze swojego kieliszka. — Teraz już się nie wycofam.

— Dlaczego więc powiedziałeś, że nie masz planów?

Mycroft przycisnął język do podniebienia, próbując na dłużej zachować gorzki smak alkoholu. Mógłby bez problemu okłamać Gregory’ego, ale czy naprawdę upadł tak nisko, by nie być szczerym z samym sobą?

— Bardzo nie chcę tam jechać — rzekł cicho i najmniej żałośnie, jak zdołał. Czyli nie specjalnie. Gregory to chyba wyczuł, bo tylko westchnął.

— Chodzi o Eurus?

— O cóż innego mogłoby chodzić? — spytał, doskonale wiedząc, że najprawdopodobniej chodziło o wiele, wiele więcej spraw. — Od tamtego czasu rozmawiałem z matką twarzą w twarz tylko raz. Jak mam jej teraz spojrzeć w oczy? I to przy Sherlocku? Próbowałem do niego pójść. I zrozumiałem, że nie dam rady. Nie wiem, jak z nim rozmawiać. Analizowałem to dziesiątki razy i wyszło mi, że nie ważne, jak się teraz zachowam, może być tylko gorzej.

— Sherlock… jest taki, jak zwykle. John też się na niego nie skarży. — Gregory wziął kieliszek ze stołu i wypił do dna. — Z Sherlockiem nie jest dobrze. Wiem, że jest geniuszem i wiem, że potrafi grać jak nikt inny. Ale właśnie to, że jest z pozoru taki jak zwykle, każe mi podejrzewać, że tak naprawdę bardzo to przeżywa. Czegoś takiego nikt nie może przetrwać niezmienionym. Nie mogę mu pomóc, bo mi się nie przyzna. Nie wiem, jak radzi sobie z nim John, ostatnio jest małomówny albo w ogóle go nie ma, bo zostaje z Rosie. Przyjeżdża sam Sherlock. I zachowuje się tak, jak przed tym wszystkim. Jakby nie znał ani Eurus, ani Moriarty’ego, ani nawet Johna.

— Wiesz, że w tamtym okresie martwiłem się o niego najmniej? Wiem, ćpał. Ale to było nic, w porównaniu do tego, co stało się potem.

Gregory popatrzył na niego dziwnie smutnym wzrokiem, jednocześnie jakby się zastanawiał, co z Mycroftem jest nie tak. Holmes poczuł się niekomfortowo pod wpływem tego spojrzenia.

— Potrzebuję twojej rady, Gregory. — Rzucił, mając nadzieję, że dalsza rozmowa, sprawi, że Lestrade przestanie mu się przypatrywać w ten sposób. — Jechać czy nie?

Lestrade długo milczał. Nie patrzył już na Mycrofta, teraz utkwił wzrok w zgaszonym kominku, pełnym popiołów z przedwczorajszego wieczoru, kiedy to Mycroft wpatrywał się w ogień robiąc wszystko, by nie powiedzieć ministrowi spraw wewnętrznych, co o nim myśli. Holmes próbował odczytać coś z jego twarzy, ale miał wrażenie, że mylnie to interpretuje, bo widział głównie zamyślenie i zmartwienie. W końcu Gregory znów spojrzał wprost na niego. I cichym, spokojnym, łagodnym głosem, jakby zwracał się do jednej z ofiar, jakby próbując ukoić coś - co na litość boską, ból? Czyj? - powiedział:

Nie jedź.

___________________________________

I niech sobie będą wszyscy mądrzy ze swoimi rozumami, a ja z moją miłością niech sobi będę głupi - Edward Stachura

What we're doing here ain't just scary
It's about to be legendary


Powrót do góry Go down
Online
Lilka
Skryba
Skryba
avatar

Female Wiek : 51
Skąd : 9 krąg piekielny
Liczba postów : 88
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: Re: [SherlockBBC][NZ] Niewykluczone, że te święta będą tragiczne [MH/GL][1/?]   Pon Gru 04 2017, 19:34

Awwww! Dlaczego kocham Mycrofta w Twoim wydaniu? Bo jest obrzydliwie i wręcz patologicznie i nieludzko inteligentny. Przychodzisz zmachany po pracy, nie chce ci się gadać. A może inaczej - nie chcesz myśleć o pracy. I nawet nie musisz się wysilać by o niej opowiedzieć. Ktoś, na podstawie obserwacji, robi to za ciebie. Możesz czuć nieswojo z tego powodu. Możesz. Ale to osoba, którą kochasz i która mimo, iż wydaje się być nieco...asocjalna i zamknięta na interakcje z drugim człowiekiem, okazuje ci nieme wsparcie. Właściwie to zazdroszczę Gregowi takiej osoby. A może Mycroftowi. Iż mimo swojego uwielbienia dla porządku w swoim życiu jest w stanie przyjąć do siebie faceta z bagażem życiowych doświadczeń. Sam na pewno na tym korzysta. Mamusia - brzmi groźnie. To taki synonim sformułowania "teściowa od której należy trzymać się z daleka". Albo zajeżdża mafią - stąd rozumiem niechęć Grega do dzielenia się Mycroftem z Mamusią. Na Sherlocka ma sposoby. Szwagra spacyfikuje. Teściową trudniej Smile
To, że Sherlock może głęboko coś przeżywać, to oczywiste. Pytanie brzmi: a może oni dwaj hiperbolizują? Może Sherlock to jakoś rozłożył na czynniki pierwsze? Poza tym...no ma Johna. Co oznacza ni mniej, ni więcej jakiś synonim rozładowania napięcia. Np. wspólną filiżanką herbaty i ciasteczkami gospodyni xD Smutne jest tylko to, że Mycroft odmawia sobie bycie człowiekiem w pełnym wymiarze tego słowa. Pracuje NAWET w domu. Czy rządząc światem można od niego odpocząć? A ten co go stworzył, to nie odpoczywał? No w sumie nie, jeśli spojrzymy na historię przedstawioną wg tradycji judeochrześcijańskiej...

Widzę, że się rozwijasz, a Twoja niezastąpiona beta ubogaca to opowiadanie odpowiednimi wskazówkami. Ja liczę na częstsze wstawki bym mogła dalej skrycie, ale w sumie publicznie, jarać się Mycroftem.

Weny.
Lilka

Komentarze karmią wenę
Zdanie logicznie poprawne.

___________________________________

Wracam po długiej przerwie od komciania
Proszę o wyrozumiałość!!!
Powrót do góry Go down
 
[SherlockBBC][NZ] Niewykluczone, że te święta będą tragiczne [MH/GL][1/?]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
~.Imaginarium.~ :: FANFICTION :: Serial & Film & Adaptacje :: Ogólne :: +12-
Skocz do: