IndeksRejestracjaSzukajFAQZaloguj

Share | 
 

 [SherlockBBC][M] Mokra, listopadowa noc

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Olgie.
Moderator
Moderator
avatar

Female Wiek : 21
Skąd : Warszawa - czasem Poznań
Liczba postów : 377
Rejestracja : 03/01/2016

PisanieTemat: [SherlockBBC][M] Mokra, listopadowa noc   Wto Paź 17 2017, 20:07

Fandom: Sherlock BBC
Autor: Olgie.
Beta: Brak
Paring: Brak, Bohater: Bracia Holmes
Gatunek: Obyczajówka
Ostrzeżenia: Genderswap
N/A: Prompt nr 16. Napisz fanfiction zmieniając płeć ponad połowie bohaterów.
To jeden z tych tekstów, których nie byłam pewna, więc trzymałam go długo w szufladzie, kilka razy zmieniałam koncepcję i kilkanaście razy poprawiałam. Informacje zawarte w tym tekście pochodzą od Wujka Google'a. Dedukcja zawarta w tym tekście, jeśli w ogóle można dać jej takie miano, jest, no cóż... siedziałam i zastanawiałam się, czy doszłabym do takich wniosków i stwierdziłam, że nie. Ale ja jestem tępa xD.
Zapraszam Smile

Mokra, listopadowa noc

W północnej części Londynu stał squat. Były to mury nigdy nie ukończonej fabryki butów, której budowa rozpoczęła się jeszcze za Thatcher, ale właściciel zbankrutował w spektakularny sposób, gdy okazało się, że przemyca skóry egzotycznych zwierząt do Europy.

Budynek obecnie stanowił sobą widok godny pożałowania - nagie ściany z cegieł, powybijane szyby, tam gdzie zdążono je wstawić, i puste dziury tam, gdzie nie zdążono, paskudne i wulgarne graffiti, przedstawiające najczęściej męski narząd płciowy lub hasła nawołujące do ignorowania służb porządkowych, a to wszystko porośnięte bluszczem i kurzem i brudem.

W pewną mokrą, listopadową noc pod ten właśnie budynek zajechał czarny, elegancki Jaguar - auto klasy niespotykanej w tej okolicy, zamieszkałej głównie przez imigrantów i ludzi na utrzymaniu pomocy społecznej. Z auta wysiadła wysoka, dystyngowana kobieta, ubrana w płaszcz wartości średniej krajowej pensji, która nie przyjechałaby tu nigdy z własnej woli.

Przyjechała tu z woli Mamusi, która to kazała jej odnaleźć Sherlock.

Kobieta ruszyła, stukając obcasami, w kierunku squatu, minęła przerdzewiałe, niekompletne ogrodzenie i weszła do środka.

W powietrzu unosił się zapach mokrej stęchlizny, niemytych ludzkich ciał i ich wydzielin, resztek podłego jedzenia. Tuż po wejściu kobieta skrzywiła się z obrzydzeniem i rozejrzała niepewnie. Oceniła stan metalowych schodów i uznała, że jeśli ktoś tu jest, to raczej mieszka, phi, przebywa na dole.

Weszła w głąb korytarza, przytykając kołnierz płaszcza do twarzy, próbując odgrodzić się od smrodu i patrząc pod nogi, usiłując nie wdepnąć w odchody czy rozbite szkło. W końcu doszła do sali z zakrytymi szmatami “oknami”, u sufitu której świeciła słabo samotna, naga żarówka.

W sali było kilka osób - starsza kobieta, która wyszczerzyła się na jej widok bezzębnym uśmiechem, para dzieciaków, niewiele młodszych od jej siostry, zapewne uciekinierzy z domu, tulący się do siebie w przerażeniu, pijany mężczyzna - na szczęście odurzony alkoholem do tego stopnia, że spał - i ona. Sherlock, chuda, tak blada, że aż niebieska, z przetłuszczonymi włosami, właśnie zaciskała sobie na lewym ramieniu opaskę uciskową w postaci kawałka szmaty.

— Nawet nie próbuj. Zbierzesz się sama czy mam ci pomóc? — Padło zaczepno - agresywne pytanie. Margot Holmes szczyciła się wśród współpracowników zimnym, niezachwianym opanowaniem, ale jakoś trudniej jej było utrzymać się w ryzach, gdy chodziło o rodzinę.

Młodsza kobieta nawet na nią nie spojrzała. Wyciągnęła spod koca, na którym siedziała, nabitą już strzykawkę i założyła na nią, z pewnością brudną i wielokrotnie używaną igłę.

Margot przemierzyła te kilka kroków, które dzieliły ją od siostry, a stukot jej szpilek odbijał się echem od obskurnych ścian. Bez problemu wyrwała z jej słabej dłoni strzykawkę, odrzucając ją gdzieś na bok. Złapała Sherlock za rękaw szmaty, który ta miała na sobie, i z lekkim wysiłkiem podźwignęła prawie bezwładne ciało do pionu.

Zdawało się, że półprzytomna kobieta ma zamiar się szarpać, ale zamiast tego bezwładnie opadła w ramiona starszej siostry.

— No, już — powiedziała łagodniej i cicho, tak, by tylko Sherlock mogła ją usłyszeć. — Nie dam rady cię stąd wynieść. Musisz zebrać siły i dojść ze mną do samochodu.

—- Nyyy ide — Margot dostała w odpowiedzi słaby bełkot.

— Nie powiem Mamusi. Chodź.

Ten argument zawsze docierał do Sherlock, przynajmniej jeśli chodziło o jej narkotykowe wyskoki. Odsunęła się od siostry, oparła dłonie na jej ramionach i przez chwilę stała nieruchomo jak posąg. Potem spojrzała na Margot i chwiejąc się, ruszyła w kierunku wyjścia.

— Gdzie?! Gdzie; się pytam?! Wisisz mi kasę!

Margot drgnęła, usłyszawszy przepity charkot, który wydał z siebie pijak spod ściany. Celując palcem w Sherlock, zaczął się podnosić ze swojego legowiska. Jej serce zabiło mocniej, gdy sięgnęła do kieszeni płaszcza i zacisnęła dłoń na odbezpieczonym już pistolecie. Nie wyjęła go jednak, widząc, że facet przewraca się, nie będąc w stanie stanąć w pionie.

— Idź — rzuciła do Sherlock, kładąc jej dłoń na plecach i popychając leciutko. Sherlock ruszyła dalej, z niespotykaną jak na naćpaną osobę gracją mijając przeszkody na drodze.

Margot wyszła za nią na zewnątrz i dopiero wówczas pozwoliła sobie na głębszy wdech.
Wieczór był zimny i zaczynało kropić. Wyciągnęła z kieszeni kluczyki i otworzyła auto. Obie wsiadły do środka, a Margot zanim ruszyła, zabezpieczyła i schowała broń.

Jechały przez noc, nie odzywając się do siebie. Łatwo poszło, zazwyczaj Sherlock była pobudzona i agresywna. Szarpała się albo szarpała nią, awanturując się i obrażając ją co trzecie słowo. Margot wówczas, nie mając innego wyjścia, używała wobec niej siły.

— Zrobiłaś listę?

Sherlock powolnie sięgnęła do kieszeni podartych jeansów i wyciągnęła z niej pogiętą karteczkę. Morfina. To tłumaczyło wszystko, spokój i otępienie.

— Byłaś w domu właściciela kota — mruknęła sennie Sherlock, wpatrzona w mijający za szybą obraz. — Widziałam sierść na twoim płaszczu. Znając ciebie, pojechałaś tam raczej służbowo niż prywatnie. Pewnie do jakiegoś ministra, któremu nie chciało się przyjechać na Westmister. Mieszka w...w...hmm. Keningston.

— Nie zgadza się nic, oprócz kota.

Sherlock zaśmiała się słabo. Przez chwilę jeszcze wpatrywała się w szybę, lecz po chwili zamknęła oczy.

Ciekawe, co ma się w Pałacu Pamięci, będąc w takim stanie.

— To nie był minister, ale to było Keningston. Tam mieszkają same bogate snoby. Po co mogłaś tam pojechać? Załatwiać interesy - prawdopodobne. Prywatnie - nie, gdybyś chciała tam bywać prywatnie, to kupiłabyś tam dom. — Zamilkła na krótką chwilę. — O! To mało prawdopodobne, ale mogłaś tam być prywatnie, bardzo prywatnie. Masz chłopaka z Keningston?

— Nie…

— Dziewczynę?

— Skąd, na litość boską, wzięłaś to Keningston?

— Z twoich butów. Osadził się na nich kurz ze sqautu, ale pod spodem masz ślady czarnej ziemi. Ładnie wygląda i trawa się na niej dobrze przyjmuje, więc zwożą ją do ogródków bogatych snobów.

— A skąd ją zwożą?

Sherlock przymknęła oczy na pół sekundy.

— Taka ziemia występuje w wilgotnych okolicach. Torfowiska na przykład.

— Albo w sklepie.

— Och, no tak. A więc byłaś w kwiaciarni…

— Dlaczego nie w sklepie budowlanym?

— Bo tam nie ma kotów.

— Bredzisz, siostro moja…

— Byłaś w kwiaciarni! — Sherlock oderwała się od szyby i spojrzała na siostrę rozbieganym wzrokiem. — Pyłek! Masz go na włosach, czerwony pyłek z Lilium martagon*. Wcześniej nie wzięłam tego pod uwagę, booo…

— Bo jesteś tak naćpana, że ledwo trzymasz się prosto.

— Byłaś w kwiaciarni i miałaś styczność z kotem. Nie lubisz ani kwiatów, ani kotów. Po co tam byłaś? — Sherlock znów zamknęła oczy, tym razem przytykając dwa palce do nasady nosa. Nagle się zorientowała; usiadła prosto, otworzyła oczy i usta i wyglądała bardzo głupio.

— Byłaś u mojego dilera!

Bravo! — przyznałą jej rację, bo rzeczywiście była w kwiaciarni, która służyła jako interes - przykrywka dla fabryki narkotyków. Chudy, obślizgły facet - szef gangu - przywitał ją jak każdego innego klienta, niczego się nie spodziewając, z białym kotem na rękach. — W nagrodę dostaniesz ciepłą herbatę i łóżko. Dojeżdżamy.

— Po co wtrącasz się w nie swoje sprawy? — wysyczała Sherlock. — Wiecznie wtykasz ten długi nos, tam, gdzie nie potrzeba. Zwinęłaś go, tak? Czy zrobiłaś to po cichu i zastraszyłaś go, by mi nie sprzedawał?

— Zrobiłam to z rozmachem. Aresztowałam jego, jego dilerów, dostawców i chemików. Zamknęłam laboratorium i zarekwirowałam sto kilogramów towaru. Narkotykowi z New Scotland Yard popłakali się ze szczęścia.

— Nie masz nic lepszego do roboty? Anglia cię nie potrzebuje? Znajdź sobie jakieś inne zajęcie, niż śledzenie mnie i kontrolowanie!

Margot nie odpowiedziała, zajęta parkowaniem auta pod własnym domem. Sięgnęła po parasolkę, leżącą na tylnym siedzeniu, wysiadła i ruszyła w stronę drzwi.

Piętnaście minut później Sherlock doczłapała się do kuchni i usiadła ciężko na krześle.

— Mogłam uciec.

— Przed chwilą nie chciałaś, żebym cię kontrolowała — odpowiedziała niewinnie Margot. Wskazała na jeden z kubków stojących na stole, pełnych dobrej gatunkowo czarnej herbaty z odrobiną miodu. — Dla ciebie.

— Sprytne. Jak wszystko co robisz. — Sherlock ujęła niebieski kubek w trzęsące się dłonie i wypiła kilka gorących łyków. W przeciwieństwie do Margot lubiła gorącą herbatę, ruda kobieta wolała, gdy napój trochę przestygnie. —  Dałaś mi złudzenie wyboru, doskonale wiedząc co zrobię i o czym pomyślę.

— Oczywiście, że wiedziałam, co zrobisz, jestem twoją siostrą. — Margot wzięła drugi, zielony kubek. — Chodź, powinnaś się umyć, bo naprawdę nie potrafię zidentyfikować, czym śmierdzisz. Mam nadzieję, że tapicerka mi tym nie przeszła. I położymy cię spać. O ile zaśniesz, bo z doświadczenia wiem, że to będzie ciężka noc. Ale cóż, sama sobie na to zapracowałaś.

Następne trzy dni wyglądały tak samo. Sherlock, nie mając się gdzie podziać (bo kolejny wynajmujący wyrzucił ją z mieszkania) została, borykając się z syndromem odstawiennym. Drżące mięśnie, łzawienie oczu, mdłości, nasilone pocenie. Margot przez trzy kolejne dni pracowała z domu, jednocześnie doglądając siostry. Sherlock zazwyczaj odmawiała wszelkiej pomocy i stawiała niekiedy wręcz zaciekły opór, lecz po swoich narkotykowych eskapadach po prostu nie miała na to siły. Dlatego teraz leżała w łóżku Margot, pozwalając otulać się kołdrą, mierzyć sobie temperaturę i ciśnienie, robić herbatę. Drugiego dnia nawet łaskawie zjadła tosty z serem, szynką i pieczarkami.

Margot patrzyła na swoja śpiącą w tamtym momencie siostrę, na jej chude, blade ciało, na podkrążone oczy i zapadnięte policzki. Zazwyczaj nie miała czasu na bezsensowne gdybania, ale zdarzyło jej się, szczególnie w takich chwilach myśleć o tym, co by było gdyby. Może teoria Hawkinga jest prawdziwa i istnieje jakiś świat, w którym siostry Holmes się dogadują. Może jest to świat, w którym między nimi jest rok czy dwa różnicy, zamiast siedmiu. Może gdzieś tam istnieją bracia Holmes, których łączy braterska solidarność. Albo świat, w którym Sherlock jest głupsza i nie musi tłumić bodźców docierających do jej umysłu narkotykami. Może…

To nieistotne. Bo to nie jest ich świat.

W tym świecie, w tym życiu, obie sa genialnymi, temperamentnymi kobietami. Sherlock ma w zwyczaju oskarżać o całe zło Margot, Margot ma w zwyczaju bronić się przed docinkami upokarzaniem Sherlock.

Bo Margot nie rozumiała, dlaczego jej siostra robiła tyle głupot. Dlaczego rzuciła studia, dlaczego niszczyła swój piękny umysł środkami odurzającymi, dlaczego w ogóle będąc mniej inteligentną od Margot, Sherlock nie potrafiła zapanować nad własnym umysłem?! Przecież Margot nie sprawiało to żadnych trudności. Dlaczego nie szanowała nikogo i niczego, dlaczego nie potrafiła się dostosować do najbardziej liberalnych zasad, dlaczego łaknęła towarzystwa pospolitych ludzi, choć byli kretynami i nie doceniali jej geniuszu, a wręcz nazywali świruską?

Dlaczego przedkładała ich towarzystwo nad towarzystwo Margot?

Owszem, nie mogły spotykać się często. Margot piastowała ważne stanowisko, pięła się po szczeblach kariery, miała za sobą współpracę z MI6, a z tym zawsze wiązało się ryzyko - ktoś mógłby wykorzystać ich relację. Ktoś mógłby skrzywdzić Sherlock, by wymusić coś na Margot.

Troska nie jest zaletą. Ogranicza ludzi i osłabia ich. Starsza kobieta zdawała sobie sprawę z tego, że siostra jest jej czułym punktem.

Właśnie dlatego, pomimo tych wszystkich sporów i różnic, pomimo niechęci Sherlock, jej odpychającego i bezczelnego zachowania, siedziała wtedy na brzegu własnego łóżka, przyglądając się śpiącej niespokojnie młodszej siostrze, zamiast być w pracy i spełniać związane z nią obowiązki.

Mijały kolejne godziny, podczas których Sherlock na przemian budziła się i zasypiała, krzyczała w koszmarach sennych i odmawiałą zmierzenia sobie ciśnienia po raz szósty tego dnia.

Sherlock najwyraźniej zaszalała, bo udało jej się tym razem zaliczyć cały wachlarz symptomów odstawiennych, włącznie ze stanami lękowymi. Dlatego Margot przez trzy godziny próbowała wyciągnąć ją z łazienki, w której się zabarykadowała.

Wreszcie jej się to udało. Sherlock wyglądała lepiej, wciąż chuda i blada, ale cienie pod oczami zniknęły, znów patrzyła na świat przytomnie.

— Już? Teraz lepiej? Czy wciąż chce cię pożreć stado wygłodniałych chomików - ludożerców?

— I tak by się mną nie zainteresowały. Stanowisz o wiele smakowitszy kąsek z tymi zwałami tłuszczu — powiedziała lekko, mijając ją w drodze do kuchni.

Klapnęła ciężko na drewnianym stołku i oparła łokcie na blacie.

— Nudaaa. Czy mogę już iść?

— Zawsze możesz iść, pytanie czy masz dokąd.

— Wszędzie dobrze, byle daleko od ciebie.

Margot nie odpowiedziała. Owszem, gdyby był ktoś przy nich, choćby Mamusia, Margot zrobiłaby wszystko, by wdeptać Sherlock w ziemię. Jej młodsza siostra uwielbiała publikę i nie znosiła tracić przed nią twarzy. Ale kiedy były same, nie miało to sensu. Starsza z nich westchnęła więc tylko i podała drugiej telefon. Sherlock podobno swój zgubiła.

Albo wymieniła na prochy.

— Zadzwoń do Mamusi. — Powiedziała cicho, patrząc jej w oczy. — Po to cię znalazłam, chciała porozmawiać.

— O czym?

— Nie wiem.

— To coś nowego.

— Zawsze byłaś jej ulubienicą. Dlaczego miałaby mi mówić, czego chce od ciebie?

Sherlock spojrzała na Margot. Ta stała nieruchomo, z twarzą pozbawioną jakichkolwiek emocji. Już i tak zdradziła ich zbyt wiele. Postronny człowiek nie usłyszałby niczego, postronni ludzie są idiotami. Ale Sherlock usłyszała; żal, gniew i zazdrość.

— Powiedziałaś jej?

Margot miała ochotę to zrobić. Wyobrażanie sobie, że dzwoni do Mamusi i po raz kolejny informuje ją, że znów znalazła Sherlock zaćpaną, sprawiało jej przyjemność. Chciała, żeby Mamusia znów doznała poczucia zawodu.

A potem przypomniała sobie, że to poczucie zawodu skierowane byłoby do niej. Nie do Sherlock. Do niej, bo miała dbać o młodszą siostrę.

— Nie. Byłam zajęta niańczeniem cię. Ktoś mógłby pomyśleć, żę już dawno wyszłaś z tego wieku.

Sherlock zaczęła wybierać numer, a Margot wyszła z kuchni i poszła do swojej sypialni. Sherlock prześpi tę noc na kanapie, a rano zniknie na kolejne tygodnie.

*Lilia Złotogłów

___________________________________

I niech sobie będą wszyscy mądrzy ze swoimi rozumami, a ja z moją miłością niech sobi będę głupi - Edward Stachura

What we're doing here ain't just scary
It's about to be legendary


Powrót do góry Go down
Online
Lilka
Skryba
Skryba
avatar

Female Wiek : 51
Skąd : 9 krąg piekielny
Liczba postów : 88
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: Re: [SherlockBBC][M] Mokra, listopadowa noc   Czw Paź 26 2017, 20:28

Olgie napisał:

— Nie. Byłam zajęta niańczeniem cię. Ktoś mógłby pomyśleć, żę już dawno wyszłaś z tego wieku.

JAK MOGŁAŚ? Dać się wykiwać chochlikowi Lochkarta, który sra przecinkami tam, gdzie lubi. Po "ż" powinno być "e", a nie "ę". To tak gwoli wytknięca tego, co mi się nie podobało. Chociaż ja bym trochę zmieniła konwencję tej wypowiedzi. Bo brzmiała sucho. I sztucznie.
"Nie"-westchnęła ciężko Margot - "Byłam zajęta niańczeniem cię, a ktoś mógłby pomyśleć, że już dawno wyszłaś z tego wieku" - ostatnie zdanie kobieta wypowiedziała zmęczonym głosem.

Generalnie odwrócenie Sherlocka...Dialogi mi się podobają. Zważywszy na to, że Sherlock to chodzący asperger (wg mnie, chociaż psychiatrą nie jestem), to ubranie go w żeńską formę jest dla mnie dość niespotykane. A to z tego względu, że jako kobiety jesteśmy bardziej emocjonalne. Ta Sherlock naprawdę dobija. Jeszcze bardziej niż Sherlock-mężczyzna nie stroniący od używek. Może dlatego, że kobiety z natury są surowiej oceniane przez społeczeństwo? Mężczyzna może sobie upaść, kobieta nie powinna. Natura, a właściwie społeczeństwo programują w kobietach konkretne zachowania. I mimo, że żyjemy w Europie, w XXI wieku, to widząc pijanego faceta myślimy "o upił się". I koniec. Widząc kobietę pijaną, to już  są setki komentarzy. Że się nie szanuje i takie tam. Smutne opowiadanie, ale bardzo sensowne.

No i doskonale obrazujące człowieka i jego samotność w XXI wieku. Mieć, czy być? - Margot.
Ucieczka przed bólem - Sherlock.

Bardzo ładnie napisany tekst, Olgie. Aż miło się czyta i więcej takowych, choć czasem fluff na tę pogodę nie byłby zły.
Wspierająca Lilka

___________________________________

Wracam po długiej przerwie od komciania
Proszę o wyrozumiałość!!!
Powrót do góry Go down
 
[SherlockBBC][M] Mokra, listopadowa noc
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Mokra norka Faith-chan

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
~.Imaginarium.~ :: FANFICTION :: Serial & Film & Adaptacje :: Ogólne :: +12-
Skocz do: