IndeksRejestracjaSzukajFAQZaloguj

Share | 
 

 [MCU][M] Misja

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Tony.
Laureat Miesiąca
Laureat Miesiąca
avatar

Female Wiek : 21
Skąd : Poznań
Liczba postów : 164
Rejestracja : 19/04/2016

PisanieTemat: [MCU][M] Misja   Nie Sty 29 2017, 21:41

Fandom: Marvel Cinematic Universe
Autor: Tony. aka DallasEve
Beta: Wirka. rzuciła okiem
Paring: brak, bohater: Stephen Strange
Gatunek: Obyczaj?
Ostrzeżenia:
N/A: Dla Wirki. i Olgie. Możliwe, że będzie to prolog do czegoś większego (tak, pre-slash xD), ale nic nie obiecuję. ;P


Misja


Nadszedł już czas.

Wymknąć się z domu, przynajmniej pod względem technicznym, nie jest trudno - wystarczy zniknąć wtedy, kiedy On śpi. Jednak opuścić jedyne miejsce na ziemi, w którym czujesz się bezpiecznie, jedynego człowieka, który potrafi cię zrozumieć i docenić, nawet jeśli masz pewność, że musisz to zrobić… To zdecydowanie proste nie jest. Nie, kiedy nie masz pewności, że będziesz w stanie kiedyś tu wrócić, znów poczuć jedność, harmonię. Zobaczyć swój dom…
Kiedy jedynym, czego pragniesz, jest Jego szczęście, ale możesz to osiągnąć tylko przez pozostawienie Go bez ochrony…

Wiesz, jak to jest?



***


Stephen Strange czuł narastający ból głowy. Przecież to nie miało sensu. Nic z tego go nie miało. Obecne doniesienia o podejrzanej aktywności na terenie północnej Europy wyraźnie wskazywały na pojawienie się bardzo potężnego maga, zapewne zdolnego do przemieszczania się nie tylko między miejscami, ale także wymiarami. Zazwyczaj tego typu ludzie prędzej czy później się ujawniali, mordując kogoś lub rzucając czary, które dało się dość łatwo namierzyć - tym razem jednak nie działo się nic.

To niepokoiło Stephena jeszcze bardziej.

Wong twierdził, że to podejrzane, ale nie aż tak, żeby się tym martwić. Cały czas próbował przekonać przyjaciela do uspokojenia się, a kiedy to nie skutkowało, po prostu starał się odwieść go od zbadania anomalii na własną rękę. Żaden z wysyłających informacje czarowników nie próbował dotychczas tego robić, po prostu informowali o wyczuwalnej na tym terenie aktywności, nikt nie widział w tym nic dziwnego. To ilość doniesień i ich zasięg, a nie sam fakt ich istnienia, sprawiał, że Strange’owi przechodziły po karku zimne dreszcze. I nie mógł się oprzeć zdobyciu większej ilości informacji.

- Dość tego. - Wong z impetem uderzył w biurko tuż przed nosem Strange’a, zasłaniając raport, który ten akurat czytał. - Cały czas się tym martwisz. Zdajesz sobie sprawę z tego, że poza Europą istnieją jeszcze inne kontynenty? Afryka na przykład, gdzie wykryliśmy wielkiego…

- Bilchsteima, w okolicach Egiptu - przerwał mu Stephen, odchylając się na krześle i splatając ręce. Spojrzał przyjacielowi wyzywająco w oczy. -  Najprawdopodobniej to jedna z pozostałości pokoniunkcyjnych, wysłałem tam Starka i tych dwóch, co się tu ciągle kręcą…

- Davida i Alexa.

- O, właśnie. Tony pomoże im zagonić bestię do portalu, konsultowałem to już z Thorem, mają go wysłać w jakieś miejsce pod Asgardem, którego nie wymówię, bo nie chcę połamać języka. Czy takie załatwienie sprawy cię satysfakcjonuje?

Gdyby wzrok mógł zabijać, Strange już dawno umarłby pod naporem groźnego spojrzenia Wonga. Po chwili jednak na twarzy bibliotekarza zostało już tylko zrezygnowanie. Podniósł swoją wielką dłoń z papierów i machnął nią w stronę przyjaciela, jakby spisywał go na straty.

- To, że tak bardzo cię ciągnie do tego… czegoś, nie jest normalne.

- Wiem. - Stephen westchnął, pocierając oczy, ale wiedział już, że postawi na swoim. - Wyruszam o świcie.


***


Zaczyna brakować mi cierpliwości. Za każdym razem, kiedy na kogoś natrafiam, okazuje się on być… pospolity. Głupi. Niegodny. Zazwyczaj wykorzystuję takich osobników jako środek transportu, bo choć nie mam problemu z podróżowaniem między wymiarami, to zdecydowanie nie jestem stworzona do poruszania się po ziemi. Daję się więc przenosić z miejsca na miejsce, a kiedy tylko wyczuję w okolicy kogoś ciekawego - uciekam na moment do innej rzeczywistości. Jeszcze żaden z moich środków lokomocji nie próbował mnie szukać na tyle uciążliwie, żeby ten sposób nie zadziałał.

Trwa to zbyt długo. Z każdym dniem mam wrażenie, że wkrótce może wydarzyć się coś strasznego, że On może potrzebować mojej ochrony - choć na co dzień nawet nie zdaje sobie do końca sprawy z tego, jak wiele robię - a mnie tam nie będzie…

Pozostaje mi tylko jedno. Muszę szybko dopiąć celu i znaleźć potrzebnego Nam człowieka, a potem wrócić do domu.



***


- … tak, to było niecałe dwie godziny temu. Nie spodziewałem się tak szybkiego odzewu z góry.

- Możesz mnie tam zabrać? Najlepiej teraz?

- Do Mijdrechtu? Nie ma problemu.

Miejscowy czarownik stworzył portal, żeby przeprowadzić przez niego Arcymaga we własnej osobie, co wprawiło go w ekscytację. Kiedy jednak obaj znaleźli się w parku w środku miasta, po drugiej stronie, mag szybko pożegnał się i wrócił do swojego domu.

Holandia w kwietniu okazała się być bardzo niewdzięczna. Strange zdecydowanie nie dziwił się czarownikowi, że ten postanowił natychmiast się ewakuować. I nie mógł go za to winić. Moknął w swojej kurtce, która była przeciwdeszczowa chyba tylko z nazwy, i w duchu wyklinał wszystkie znane światy za brak Pelerynki - jej magiczne właściwości chroniły przed deszczem bardzo dobrze, jednak w terenie prezentowała się odrobinę… nadzwyczajnie.

Arcymag nie tracił czasu na rozglądanie się wokół. Zamknął oczy i wypuścił swoją jaźń, w ułamek sekundy skanując teren całego miasteczka. Echa anomalii wciąż wisiały w powietrzu, zniekształcając cały wymiar, co sprawiło, że po plecach Stephena przebiegł dreszcz. Jeśli tak wyglądało to teraz, to dwie godziny temu musiało…

Wszystko zniknęło w rozbłysku światła, co aż przytłoczyło szósty zmysł Stephena. Z trudem zapanował nad cofającą się jaźnią i pozostawił rozpiętą nad Mijdrechtem siatkę, napawając się wirowaniem czasoprzestrzeni, ale jednocześnie poszukując źródła tego niezwykłego zjawiska. Tak, zdecydowanie anomalia o tej mocy, co teraz, mogła spowodować takie zniekształcenia wymiaru, jakie obserwował zaledwie chwilę wcześniej.

A zatem, wróciło. Cokolwiek to było, znajdowało się teraz w okolicy.

Dopiero po kilku minutach czasoprzestrzeń i zmysły Strange’a wróciły do normy na tyle, że był w stanie zlokalizować dokładne miejsce rozchodzenia się zaburzenia.



***


Dryfuję bez celu po sąsiednim wymiarze. Człowiek, który zapowiadał się interesująco, zniknął, zanim możliwy był mój powrót. Szkoda, to mogło być naprawdę to… Wciąż jednak skanuję teren w poszukiwaniu jego sygnatury.

Prawie już tracę nadzieję, kiedy znów się pojawia, a razem z nim wyczuwam jeszcze kogoś - dużo bardziej odpowiedniego. Tak. Tak! To na kogoś takiego czekałam! Rozpoczynam przygotowania do przeskoku, a potem go wykonuję. Wiem, że mnie odszuka. Musi. To właśnie ludzie nazywają “przeznaczeniem”.



***


Udanie się na miejsce nie zajęło mu więcej niż dziesięć minut. Magiczna sygnatura źródła anomalii była niczym latarnia morska - doskonale widoczna nawet z oddali. Stephen był już pewny, że to nie człowiek, a przynajmniej nie mieszkaniec Ziemi. Skoki międzywymiarowe… cokolwiek to było, musiało być potężne.

Strange czuł, że jest już blisko, jednak wokół siebie nie widział nikogo. Czyżby istota była niewidzialna? Deszcz stał się jeszcze bardziej uciążliwy, więc wszyscy pochowali się do domów. Może to i lepiej? Jeśli dojdzie do walki, mniejsza ilość cywilów i świadków może być całkiem sprzyjająca.

- Kimkolwiek jesteś, pokaż się. Chcę z tobą porozmawiać!

Nikt nie odpowiedział, co wzbudziło w Arcymagu złe przeczucia. Trzymając ręce gotowe do stworzenia broni, ruszył przed siebie małymi krokami, wciąż skanując okolicę. Jasny punkt docierał do niego z ławki, która znajdowała się tuż obok hotelu. Możliwe, że podróżnik zatrzymał się tu i…

Wzrok Strange’a przykuła leżąca obok ławki zwykła, czarna parasolka z drewnianą, przypominającą kość rączką. Szanse na to, że należała do Podróżnika były na tyle niewielkie, że Stephen sięgnął po nią, pragnąć przynajmniej częściowo osłonić się przed deszczem. Schylił się i rozłożył parasol. Kilka rzeczy uderzyło go w jednym momencie.

Magiczny sygnał należał do… przedmiotu. Zaczarowanego, ale wciąż przedmiotu. Takiego, który potrafił podróżować między wymiarami, był parasolką i posiadał na sobie wyraźną sygnaturę człowieka, z którym był związany.

Strange stał przez moment, nieco zdezorientowany. Owszem, jego Pelerynka posiadała wiele zalet i umiejętności, ale przenoszenie się między równoległymi światami… to było coś. Dlaczego jednak ktoś pozostawił Parasolkę bez opieki? Na brodę Odyna, przecież nie powinno się jej zostawiać w taki sposób! Może została skradziona?

Stephen rozejrzał się wokół, stworzył portal i przeszedł przez niego, udając się do swojego biura, żeby na spokojnie, bez deszczu, zbadać magiczny przedmiot. Musiał koniecznie znaleźć właściciela i zamienić z nim parę słów. Jeśli któryś z magów zgubił rzecz o takiej mocy, czy w ogóle jakiejkolwiek mocy magicznej, był zobowiązany do zawiadomienia o tym Arcymaga, żeby artefakty nie dostały się w niepowołane ręce. Jeśli natomiast był to ktoś niezrzeszony, musiał posiadać naprawdę nadzwyczajną siłę i mógł stać się dla Strange’a zarówno wielkim sprzymierzeńcem, jak i niesamowicie skutecznym wrogiem.

Stephen złożył Parasolkę i przyjrzał się uważnie materiałowi. Nie znajdowało się na nic szczególnego, nie było nawet żadnego wzoru. Rączka wydała się Arcymagowi dużo bardziej interesująca i charakterystyczna. W momencie, w którym wyczuł pod palcami, tuż przy krawędzi rączki, delikatne wyżłobienia, wiedział już, że to tego szukał. Uniósł przedmiot do oczu i spojrzał na grawer z bliska.

M.H.

- Znajdę cię, kimkolwiek jesteś. Mamy do pogadania.

___________________________________

Sometimes you gotta run before you can walk
Powrót do góry Go down
Olgie.
Moderator
Moderator
avatar

Female Wiek : 21
Skąd : Warszawa - czasem Poznań
Liczba postów : 365
Rejestracja : 03/01/2016

PisanieTemat: Re: [MCU][M] Misja   Nie Lut 05 2017, 21:33

Ten tekst jest dla mnie, i to jest karygodne, że nie ma tu jeszcze mojego komentarza, tym bardziej, że maniakalnie dręczyłam Cię o ten tekst. Jedynym moim usprawiedliwieniem jest to, że miałam 40 stopni gorączki. Nadal mam 37,5.

Intrygujące. Czy ja jestem fanką otwartych zakończeń? No właśnie nie wiem, bo raczej ich nie lubiłam, ale nie sposób dostrzec ich zalet (można doczekać się kontynuacji. Albo "domyślić" sobie resztę, a nawet ją dopisać).

Czekam na ciąg dalszy, bo widać rozkwitający cross z Sherlockiem i chcę bardzo, żeby się nasz genialny mag z genialnym detektywem spotkali. Tym bardziej, jeśli ma przy tym być Mycroft, a chyba będzie, skoro to jego parasolka (notabene, w świetle trzeciego odcinka czwartej serii - parasolka jest super <3).

Dziękuję Ci bardzo za ten tekst.

Pozdrawiam i życzę weny.

___________________________________

I niech sobie będą wszyscy mądrzy ze swoimi rozumami, a ja z moją miłością niech sobi będę głupi - Edward Stachura

Mystrade is a canon.

Powrót do góry Go down
 
[MCU][M] Misja
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Misja #8 | Ucieczka z KOLCa | Zapowiedź {odroczona w czasie}
» Warframe
» Verter [Misja Policji Magicznej]
» Misja#1 Kora La Muerte

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
~.Imaginarium.~ :: FANFICTION :: Serial & Film & Adaptacje :: Ogólne :: +12-
Skocz do: